Pod czerwonym sztandarem
"Gazeta Wyborcza" każdego dnia ukazuje się ze swoim
charakterystycznym czerwonym logo na pierwszej stronie. Jest ono prawie
identyczne ze znanym z czasów PRL komunistycznym, sowieckim czerwonym
sztandarem na pierwszej stronie "Trybuny Ludu". Ten organ KC PZPR nie
ukrywał, że jest podporządkowany Moskwie, czego jednoznacznym i widomym
znakiem była sowiecka flaga tuż nad tytułowym nagłówkiem "Trybuny
Ludu" na pierwszej stronie. Jakiekolwiek publikacje byłyby drukowane na łamach
"Trybuny", to przecież nawet słabo wyrobiony czytelnik wiedział
znakomicie, że ta gazeta to organ komuny, że pośrednio podlega Rosji
sowieckiej, że nawet pełne obłudy "słuszne" artykuły to zakłamanie,
a czerwony znak graficzny na pierwszej stronie jest jednoznacznie czerwoną flagą;
flagą wroga i okupanta Polski.
Od dawna zapytuję publicznie: czym jest ten prostokąt, akurat czerwony, na
pierwszej stronie "Gazety Wyborczej", tuż przy tytule? Jeżeli to nie
jest czerwona komunistyczna flaga, to cóż to jest?! Czym jest to logo tak
bardzo podobne do logo "Trybuny"? Nikt nie potrafił dać odpowiedzi
na to pytanie, a zwłaszcza redakcja i redaktor naczelny "Gazety
Wyborczej". Sprawa nabiera nowego wymiaru właśnie teraz, kiedy to
wspomniana gazeta ogłosiła i proklamowała konieczność jednostronnego
pojednania Polaków z Rosjanami. Jednocześnie to właśnie ta gazeta jest główną
trybuną propagandową Bronisława Komorowskiego w kampanii prezydenckiej. I
wreszcie "Gazeta Wyborcza" rozpoczęła, jak sama to nazywa,
"cykl redakcyjny" na temat polskiego patriotyzmu. W artykule
programowym dwa dni temu można było przeczytać o patriotyzmie polskim treści
bardzo podobne do tych, jakie drukowała pod czerwonym sztandarem "Trybuna
Ludu", a także osławiony "Żołnierz Wolności". Ten artykuł
("Nie żywmy się klęskami") to bełkot, nowomowa i propagandowa
agitacja, aby zapomnieć o najwspanialszych kartach w dziejach Polski. A także
aby skończyć z rozpamiętywaniem o narodowej katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem!
Historia, a szczególnie najnowsza historia polityczna Polski, nie jest z
oczywistych powodów wygodna dla redakcji, a także honorowego komitetu Bronisława
Komorowskiego. Badanie tej właśnie historii mogłoby ujawnić niejedną
tajemnicę.
Na Kremlu od trzystu lat bardzo się interesowano, kto będzie rządził Rzecząpospolitą,
i nie inaczej jest także obecnie. Od tego czasu na ogół bardzo skutecznie
Moskwa wpływa na wybory Polaków. Zadziwiające jest, że od z górą
dwudziestu lat "Gazeta Wyborcza" lansuje medialnie i politycznie
takich właśnie kandydatów na urząd prezydenta RP, którzy byliby mile
widziani na Kremlu. Tak jest również teraz. I nie jest przypadkowe, że na jej
łamach z entuzjazmem opisywano pojednanie premiera Władimira Putina z Donaldem
Tuskiem.
Najsłynniejszy antykomunista, nazywany "sumieniem rosyjskiej
demokracji", Władimir Bukowski, charakteryzując obecne stosunki na linii
Warszawa – Moskwa, zauważa bardzo słusznie w odniesieniu do rządów Putina i
Miedwiediewa: "Mam różne podejrzenia wobec prawdziwych intencji obecnych
władz, ponieważ są one kontrolowane przez ludzi KGB. Dlatego cokolwiek zrobią,
natychmiast zastanawiam się, jaki jest prawdziwy cel tych działań. (…)
Celem ludzi KGB jest kontrolowanie wszystkiego dookoła. Aby to osiągnąć, mogą
zdobyć się na 'polepszenie relacji’ z obecnymi władzami w Polsce, aby później
jeszcze mocniej na nie wpływać. (…) Władze Polski zachowują się bardzo
naiwnie. One wierzą w 'skruchę serca’ rosyjskich władz i są przekonane, że
połowa Kremla nagle pokochała Polskę i Polaków, że nastąpiła 'poprawa
relacji’ ze stroną rosyjską. Może mi pan podać definicję 'poprawy relacji’
z reżimem KGB? W psychice tych ludzi nie ma miejsca na 'dobre relacje’. Oni
uznają tylko dwa rodzaje relacji: albo kogoś kontrolują, albo ktoś jest ich
wrogiem. Taka jest ich mentalność".
Kandydat na prezydenta Polski Bronisław Komorowski raz, ale w sposób niesłychanie
charakterystyczny, "odsłonił się" ostatnio jako zwolennik
pojednania z Rosją. Atakując Jarosława Kaczyńskiego w imię moskiewskiej
racji stanu, powiedział: "Jeżeli pan uważa, że wszyscy zapomnieli o
jego [Kaczyńskiego] rusofobicznej postawie i o tym, jak wiele złego zrobił
dla stosunków polsko-rosyjskich, to mamy różnicę zdań. Ja uważam, że
Polacy mają pamięć dłuższą niż kampania wyborcza. Ponadto od tego, co
prezes PiS mówi, ważniejsze jest to, co on robi. Ciekawe, czy on rzeczywiście
zechce się teraz włączyć w pojednanie polsko-rosyjskie".
Jako skromny felietonista pozwolę sobie skomentować zdanie marszałka
polskiego Sejmu. Otóż pojednanie z Rosją jak każde pojednanie byłoby rzeczą
dobrą i szlachetną. Ale pojednanie nie jest celem samym w sobie, nie może być
budowane na kłamstwie i fałszu! Warto też przypomnieć, że niegdyś
zwolennikiem pojednania z Rosją był marszałek Sejmu Adam Poniński i większość
posłów, a jego przeciwnikiem – poseł Tadeusz Rejtan. Przeciwnikami pojednania
byli też twórcy Konstytucji 3 maja, natomiast z carycą Rosji chcieli się
koniecznie pojednać Branicki, Potocki, Rzewuski i pozostali targowiczanie. O
tym, że za pojednaniem z Rosją już w epoce nam najbliższej byli Bierut, Gomułka,
Gierek, Jaruzelski, Kiszczak i Mazowiecki, nie ma nawet co wspominać.
prof. Józef Szaniawski
