Rząd i tak będzie odpowiadał za wyniki śledztwa smoleńskiego

* Chodzi o to, podobnie jak w przypadku kłamstwa katyńskiego, żeby
uchronić się od odpowiedzialności politycznej, karnej i majątkowej z racji
zaniedbań, których dopuściła się strona rosyjska, z przyczynieniem się strony
polskiej
* Tylko międzynarodowy zespół niezainteresowany obroną własnych
interesów mógłby wyświetlić należycie i połączyć wszystkie ujawnione fakty w
jeden niesprzeczny łańcuch wydarzeń
* Mamy obecnie do czynienia z
prezentowaniem szeregu okoliczności, które nie składają się w logiczną
całość

 
Z senatorem Piotrem Łukaszem Andrzejewskim,
prawnikiem konstytucjonalistą, rozmawia Jacek Dytkowski

Jeżeli Rosjanie nie zgodzą się na udostępnienie stronie polskiej
dowodów w sprawie katastrofy smoleńskiej, polskie śledztwo utknie w martwym
punkcie. Kto poniesie odpowiedzialność za taki stan rzeczy?

Najwyższe władze Polski, które odpowiadają za brak możliwości wyjaśnienia
przyczyn i przebiegu katastrofy oraz odpowiedzialności za śmierć najważniejszych
osób w państwie. Obecna sytuacja w postępowaniu łączy się z zaniedbaniami. I
myślę, że będą one wyjaśnione. Jak na razie w obecnym układzie władzy w naszym
kraju decyduje interes, żeby jak najszybciej zakończyć to śledztwo, nie
odpowiadając na wszystkie wątpliwości, które w jego toku zarówno w Rosji, jak i
w Polsce zaistniały. I które nadal pozostają nierozwiązane.

Załóżmy hipotetycznie, że polskie śledztwo kończy się klapą, co
dalej?
– Nie mówię, że chodzi o klęskę. Być może mamy do czynienia z
celowym zamiarem lub nieudolnością, która cechuje całe życie w Polsce, a
dotyczącej niepanowania nad materią, którą przyszło władzy wykonawczej
zarządzać. Osoby, które sprawnie dysponowały kompetencjami i wizją zarządzania
materią, w której funkcjonowały, już nie żyją, bo poległy w katastrofie
państwowego samolotu. Dziś natomiast chodzi o to, podobnie zresztą jak w
przypadku kłamstwa katyńskiego, żeby uchronić się od odpowiedzialności, zarówno
politycznej, karnej, jak i majątkowej z racji zaniedbań, których dokonano po
stronie rosyjskiej, niejako z przyczynieniem się strony polskiej.

Jeżeli śledztwo polskie nie doprowadzi do wyjaśnienia przyczyn katastrofy,
rząd będzie mógł ponieść odpowiedzialność cywilnoprawną?
– Gdyby doszło do
gwałtownej zmiany ustroju albo systemu, wtedy osoby odpowiedzialne w tym
zakresie powinny być w przyszłości przede wszystkim przesłuchiwane przez komisję
sejmową z racji dopełnienia bądź niedopełnienia określonych czynności. Ponadto
tylko międzynarodowy zespół niezainteresowany obroną swoich interesów, nie tylko
politycznych, ale przede wszystkim uchronieniem się od odpowiedzialności w
zakresie prawa cywilnego i karnego, mógłby wyświetlić należycie i połączyć
wszystkie ujawnione fakty w jeden niesprzeczny łańcuch wydarzeń. Mamy obecnie do
czynienia z prezentowaniem całego szeregu okoliczności, które jak na razie nie
składają się w taką całość, jak w przypadku puzzli. Brakuje układanki, która
potrafiłaby jednoznacznie przesądzić o tym, co doprowadziło do katastrofy, o
odpowiedzialności za zaniedbania, które miały miejsce, jak i wpasowania w nią
szeregu zagadkowych faktów, które są pomijane zarówno w Rosji, jak i w
Polsce.

Jak Pan ocenia rolę Edmunda Klicha akredytowanego przy moskiewskim
MAK?
– Staram się nie rozstrzygać i nie oceniać. Jako prawnik
doświadczony w różnych postępowaniach kryminalnych i cywilnych uważam, że
najpierw należy dojść do rzetelnego zebrania wszystkich przesłanek dowodowych.
Jednocześnie stwierdzam, że istnieją zaniedbania celowe albo wynikające z
nieudolności, jeżeli chodzi o zabezpieczenie i gromadzenie dowodów w sprawie
zarówno po stronie rosyjskiej, jak i polskiej. Dopiero na bazie wszystkich
materiałów w pełni udostępnionych – może jeszcze nie opinii publicznej, ale już
na tym etapie śledztwa istnieje takie oczekiwanie i my, senatorowie, również
tego się domagamy – powinna dojść do powstania jednolitej wizji na wzór
złożonych części samolotowych z zabezpieczonych bądź niezabezpieczonych dowodów
i poddania jej ocenie ludzi niezainteresowanych swoją pozycją w organach
ścigania państwa polskiego oraz rosyjskiego.

Rodziny ofiar będą mogły dochodzić swoich praw w sytuacji załamania
się polskiego śledztwa?

– Uważam, że tak. Najpierw zgłaszając swój
udział w postępowaniu polskiej prokuratury w charakterze zainteresowanych i
oskarżycieli posiłkowych. Nie ma jeszcze osób oskarżonych, ale są pokrzywdzeni i
mają określone prawa w postępowaniu wyjaśniającym. Dotyczy to postępowania
prowadzonego przez prokuraturę i wszystkich postępowań związanych z ustaleniem
przyczyn katastrofy. Bez względu na to, czy będzie to procedura cywilna,
administracyjna czy karna, ich aktywność jest w tej chwili niezbędna. Polega ona
m.in. na umocowaniu kompetentnych przedstawicieli, którzy będą potrafili w
przyszłości wypunktować zaniedbania w śledztwie i składać określone wnioski
dowodowe w tym postępowaniu. Przy braku ustalenia w toku postępowania
odpowiedzialnych karnie lub cywilnie za tragiczny skutek wydarzenia będącego
przedmiotem postępowania obowiązkiem prowadzących postępowanie jest ustalenie
wszystkich elementów w ich wzajemnym niesprzecznym charakterze stanu
faktycznego. Według posiadanych wiadomości samolot prezydencki nie był
traktowany jako jednostka o statusie państwowym zarówno przez władze rosyjskie,
jak i polskie. Mało tego, zabezpieczenie lądowania w Rosji najważniejszych osób
w państwie leżało w gestii nie tylko rosyjskich służb lotniska, ale i polskich
władz. Nie był to tylko obowiązek Rosjan. W zakresie przyjęcia samolotu
prezydenckiego nie można ograniczyć odpowiedzialności tylko do służb rosyjskich,
stąd próba jej przerzucenia na załogę samolotu i będącego na pokładzie gen.
Andrzeja Błasika, dowódcę Sił Powietrznych. Należy przyjrzeć się procedurom
bezpieczeństwa stosowanym przy wizytach głów innych państw, na przykład Stanów
Zjednoczonych lub Izraela, czy chociażby zabezpieczenia wizyty z 7 kwietnia. To
zadanie nie tylko dla BOR, ale wszystkich innych formacji zapewniających
bezpieczeństwo startu, lotu, lądowania i przebiegu wizyty. Cały proces lądowania
samolotu i to, kto jest na pokładzie, jak zostanie on przyjęty i jakie są
warunki na lotnisku, powinien być otoczony szczególnymi procedurami ochrony
prewencyjnej w toku oraz po zdarzeniu. Istnieje wątpliwość wymagająca
wyjaśnienia, czy Polska dopełniła w tym zakresie wszystkich swoich obowiązków. A
wynika to z linii politycznej. O ile świętu rosyjskiemu z obecnością premiera
Donalda Tuska 7 kwietnia nadano charakter oficjalnej wizyty państwowej, o tyle
zdjęto rygory zabezpieczeń 10 kwietnia i potraktowano wizytę jako osobiste
przedsięwzięcie prezydenta Lecha Kaczyńskiego i towarzyszących mu osób. To te
przesłanki być może stoją u podstaw uległości polskich władz
współodpowiedzialnych za zaniedbania w przyjęciu podporządkowania się
postępowaniu prowadzonemu przez organa Rosji z nieadekwatnym do sytuacji jego
oparciem na konwencji chicagowskiej. Możemy mówić w tym przypadku o zgodnym
współdziałaniu władz państwa polskiego i rosyjskiego…

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj