Uniwersytet na pasku gazowego sponsora
Z Piotrem Trudnowskim, organizatorem happeningu „Studenci dla
Gazpromu”, rozmawia Łukasz Sianożęcki
Dlaczego uważają Państwo, że tego typu wykłady nie powinny się
odbywać na uczelniach państwowych?
– To nawet nie do końca jest tak,
że my uważamy, iż tego typu spotkania nie powinny czy nie mają prawa się
odbywać. Problemem jest forma, w jakiej je przygotowano. Ten wykład nie miał tak
naprawdę formuły naukowej, a całe wydarzenie i wizyta pana Aleksandra
Miedwiediewa zostały przygotowane przez profesjonalną firmę PR-owską.
Wszystkiemu towarzyszy wystawa, która pokazuje m.in. bohaterstwo rosyjskich
gazowników przy budowie Jamału itp. Jest to więc tylko i wyłącznie wydarzenie
PR-owskie, którego celem jest ocieplenie wizerunku Gazpromu w Polsce. Uważamy,
że można oczywiście zaprosić wiceprezesa takiej firmy na uniwersytet; nie ma ku
temu przeciwwskazań. Ale należałoby zaprosić go na konferencję naukową lub
debatę, najlepiej z udziałem niezależnych ekspertów, przedstawicieli polskiego
MSZ, Ośrodka Studiów Wschodnich i innych instytucji, które reprezentują i
przedstawią także polską wizję relacji z Gazpromem. Niestety, UW objął
patronatem imprezę, na której tak naprawdę prezentowany jest pogląd na stosunki
energetyczne, który w polskiej debacie publicznej jest mniejszościowy. Nawet
media sprzyjające Rosji w tym wypadku wypowiadają się zgodnie z interesem
państwa polskiego. Toteż teraz Instytut Stosunków Międzynarodowych UW jest chyba
jednym z nielicznych miejsc w naszym kraju, z których do studentów idzie
przekaz, że największym błędem polskiej polityki energetycznej jest to, że się
nie podłączyliśmy do Nord Streamu.
Ale Gazprom funduje stypendia doktorantom Uniwersytetu
Warszawskiego…
– Tu należy zauważyć przede wszystkim jedną rzecz:
de facto UW nie podpisuje umowy z Gazpromem, tylko z Federacją Rosyjską.
Jesteśmy w sytuacji, w której przyszli eksperci, ludzie mający stanowić
merytoryczne zaplecze dla polskiej dyplomacji i gospodarki, będą pisali
doktoraty dzięki stypendiom fundowanym przez inne państwo, inne mocarstwo. A
jest to przecież mocarstwo wyjątkowo specyficzne. Nie ukrywajmy, Federacja
Rosyjska w zakresie praw człowieka czy demokracji nie spełnia standardów
europejskich, o których mówiono na wczorajszym spotkaniu. Wystarczy spojrzeć na
strukturę własnościową Gazpromu, to jest zwyczajnie koncern państwowy. Tak więc
te stypendia będzie fundowało państwo rosyjskie, a w mojej opinii, jest to
sytuacja niewyobrażalna. To źle świadczy o kondycji naszego państwa i pokazuje,
jak wygląda system szkolnictwa wyższego oraz jak wiele zaniedbań się w tej
materii pojawiło. Ja nie mam nic przeciwko, jestem wręcz zwolennikiem współpracy
między uniwersytetami a biznesem, ale biznesem normalnym. Mam tu na myśli biznes
rodzimy, gdzie powinna występować naturalna symbioza między nim a ośrodkami
uniwersyteckimi. Współpraca z Gazpromem absolutnie takich standardów nie
spełnia.
Przejdźmy do kwestii samej manifestacji. Dlaczego wybrali Państwo
humorystyczną formę happeningu?
– Dzięki temu chcieliśmy przyciągnąć
jak największą uwagę. Wystarczyło jednak przeczytać tytuł wykładu: „Rola
Gazpromu w kształtowaniu bezpieczeństwa energetycznego w Europie i na świecie”,
by nie móc powstrzymać się od śmiechu. Śmiechu przede wszystkim, niestety, z
władz uniwersytetu, bo prawda jest taka, że ciężko w tej sytuacji formułować
zarzuty wobec Gazpromu. To przecież firma, która konsekwentnie realizuje swoją
politykę, w tym także politykę wizerunkową. Nie ukrywam więc, że gdybym był
prezesem Miedwiediewem, prawdopodobnie postępowałbym tak samo. Zdecydowaliśmy
się więc zwrócić uwagę na tę sprawę w sposób żartobliwy, choć naturalnie było
także kilka ostrzejszych akcentów. Mamy nadzieję, że sprawa ta odbije się echem
i zareagują na nią w jakiś sposób władze uniwersytetu lub chociaż skłoni je to
do refleksji, czy Gazprom jest rzeczywiście odpowiednim partnerem dla uczelni
teoretycznie najlepszej w Polsce.
Czy nie boją się Państwo oskarżeń o „napędzanie rusofobii w dniach,
kiedy następuje polsko-rosyjskie pojednanie”?
– Jest wręcz
przeciwnie. Byłbym oburzony, gdyby pojawiły się takie porównania. To właśnie
cały ten spektakl zorganizowany przez Gazprom próbuje tę atmosferę pojednania w
dość cyniczny sposób wykorzystać do realizacji interesów rosyjskiego gazownika,
a co za tym idzie – do prowadzenia polityki przez Federację Rosyjską. A dlaczego
uczestniczy w tym uniwersytet i Instytut Stosunków Międzynarodowych? Nie wiem.
Ale mam nadzieję, że takie pytanie padnie i w końcu poznamy na nie
odpowiedź.
Dziękuję za rozmowę.
