Łabędzi śpiew Palikota

Janusz Palikot jest potrzebny Bronisławowi Komorowskiemu, ponieważ maleją
szanse marszałka na zwycięstwo w wyborach prezydenckich

Platforma Obywatelska nie wyobraża sobie kampanii bez Janusza
Palikota. Wracający do publicznej aktywności poseł ma wesprzeć w wyborach
bezbarwnego Bronisława Komorowskiego, ale walczy także o swoje polityczne
przetrwanie. Już w sobotę będzie musiał stawić czoła przeciwnikom podczas
regionalnej konwencji partii w Lublinie. Jeśli przegra, i jeśli przegra także
Komorowski, Palikot zostanie w PO zmarginalizowany.

Palikot zamilkł natychmiast po katastrofie prezydenckiego samolotu pod
Katyniem i przez długi czas ograniczał swoją aktywność do jednozdaniowych wpisów
w blogu. Nie pojawiał się w Sejmie, za to sporo – jak sam mówił – podróżował i
miał czas na przemyślenia. Kilka dni temu wrócił w swoim stylu, oznajmiając na
antenie TVN 24: „Janusz Palikot, którego państwo znacie, zginął z Lechem
Kaczyńskim dziesiątego kwietnia, teraz jest nowy Janusz Palikot”. Jego partyjni
koledzy lansują tezę, że przemiana jest szczera. Sławomir Nowak, szef sztabu
wyborczego Bronisława Komorowskiego, nie jest zdziwiony tym powrotem, twierdzi
wręcz, że nie ma powodu, dla którego poseł miałby pozostawać na uboczu polityki.
Ostrożniejszy jest już jednak szef Klubu Parlamentarnego PO Grzegorz Schetyna,
który stwierdza tylko lakonicznie, że: „każdy ma drugą szansę”. Ale gdy
mikrofony są wyłączone, politycy Platformy są już mniejszymi optymistami.
Przyznają, że o przerwaniu milczenia przez Palikota przesądziło stanowisko
premiera Donalda Tuska, który uznał, że poseł już odprawił „medialną
pokutę”.
– Janusz Palikot wrócił z dwóch powodów. Po pierwsze, sypie nam się
kampania wyborcza marszałka Komorowskiego, a nikt lepiej niż Palikot nie potrafi
atakować PiS i Jarosława Kaczyńskiego. A po drugie, poseł walczy też o swoją
polityczną przyszłość, bo w naszej partii nie brakuje osób, które chciałyby go
na stałe odstawić na boczny tor – mówi senator PO, zastrzegając anonimowość.
Przywołuje jeden z ostatnich wpisów Palikota na jego blogu, gdzie lubelski poseł
nie jest już koncyliacyjny, ale robi to, co potrafi najlepiej, czyli brutalnie
atakuje rywala. Tym samym potwierdzają się wątpliwości posłów opozycji co do
szczerej przemiany Palikota. Bo czy zmianą postawy posła PO jest jeden z wpisów
na blogu, gdzie w swoim stylu skomentował wystąpienie internetowe Jarosława
Kaczyńskiego do Rosjan: „Spot kręcony w kawiarni Muzeum Powstania Warszawskiego.
(…) Łapki Prezesa rozłożone na stole tak samo jak LK – tzn. łapki chomika
(…). Ciemny garnitur i krawat to nie tylko oznaka żałoby. To zalecany strój do
występowania w mediach?”. Trudno też za oznakę szczerej metamorfozy uznać
sugestie, że Kaczyński zgodzi się na debatę z Komorowskim, ale „dostanie
walerianę przed wejściem do studia i nie da się wyprowadzić z
równowagi”.
Janusz Palikot ma w kampanii do odegrania jedną, ale niezwykle
ważną rolę: sprowokować PiS do ostrej riposty, a najlepiej, aby takowej na jego
wystąpienia udzielił sam Jarosław Kaczyński. Wtedy można byłoby od razu
uruchomić kampanię medialną pokazującą, że prezes PiS nic się nie zmienił, że
brutalnie napada politycznych przeciwników. Bo nawet brutalne ataki i tyrady
Władysława Bartoszewskiego czy Andrzeja Wajdy nie robią na PiS i Kaczyńskim
wrażenia.
– Nie mamy pomysłu, jak przejąć polityczną inicjatywę, jak narzucić
swoją „narrację” podczas kampanii wyborczej – przyznaje krytycznie poseł PO z
Mazowsza. – Marszałek wyraźnie sobie nie radzi, a dotychczasowe działania sztabu
okazują się nieskuteczne i Komorowski zaczyna tracić tę ogromną przewagę w
sondażach, jaką miał jeszcze dwa tygodnie temu – mówi parlamentarzysta. I
dodaje, że w partii panuje ogromna mobilizacja, bo wszyscy wiedzą, że wybory nie
będą spacerkiem. Dlatego wystawienie Palikota jest tak pożądane. – Sam marszałek
zabiegał, aby jego przyjaciel wsparł kampanię prezydencką. Bronisław Komorowski
uznał, że nie ma już nic do stracenia, a wie też, że pewne media będą łagodniej
traktować wyskoki Palikota niż ewentualne równie ostre wypowiedzi drugiej strony
– twierdzi poseł PO, nawiązując do wypowiedzi Andrzeja Wajdy, który mówił, że
Platforma ma przyjaciół w TVN i „drugiej prywatnej telewizji”. Sławomir Nowak
jest przekonany, że Palikot na pewno nie zaszkodzi Bronisławowi
Komorowskiemu.

Obronić Lublin
Janusz Palikot nie mógł dłużej milczeć
także i z tego powodu, że już w najbliższą sobotę odbędą się regionalne
konwencje PO, na których wybranych zostanie 16 partyjnych baronów. Pierwotnie te
zebrania planowano w późniejszym terminie, jednak wobec wyzwań, które stoją
przed Platformą, konwencje zostały przyspieszone. Chodzi o to, aby jak
najszybciej zakończyć wybory władz regionalnych, żeby już nic nie zaprzątało
uwagi członków PO, a jedynie praca na rzecz Bronisława Komorowskiego. Przy
okazji oczywiście Platforma liczy, że media nie będą się w sobotę interesować
wyłącznie inauguracją kampanii Jarosława Kaczyńskiego.
Jednak w Lublinie
antypalikotowa opozycja jest coraz silniejsza, a po katastrofie pod Smoleńskiem
wydawało się nawet, że Palikot się nie obroni. Tym bardziej że opozycja ma duże
wsparcie w osobie szefa Klubu Parlamentarnego PO Grzegorza Schetyny. Milczący
Janusz Palikot byłby skazany na porażkę bez walki, teraz jednak może z otwartą
przyłbicą stanąć do wyborów w regionie i mobilizować swoich zwolenników.
Oczywiście pokazując, że z jednej strony się zmienił, a z drugiej – jest wciąż
potrzebny partii, jeśli chce ona wygrać wybory prezydenckie. – Zwolennicy
Palikota szukają dla niego poparcia wśród delegatów na zjazd regionalny,
przekonując, że w czasie ostrej kampanii prezydenckiej nie czas na spory i
zmianę szefa regionu, że wszyscy powinniśmy wspierać Janusza, a nie z nim
walczyć – mówi działacz PO z Lublina. – A w rozmowach z naszymi działaczami
także marszałek Komorowski namawiał do poparcia Palikota – dodaje. Jednak jego
zdaniem, władzę w regionalnych strukturach partii przejmie na pewno poseł
Włodzimierz Karpiński, jedyny kontrkandydat Palikota podczas sobotniej
konwencji. Karpiński twierdzi, że dostanie przynajmniej 300 spośród 500 głosów
delegatów na zjazd wojewódzki. Palikot odpowiada, że to czcza gadanina, a
większość delegatów poprze jego stanowisko. Atutem Karpińskiego ma być to, że w
przeciwieństwie do Palikota obiecuje decentralizację zarządzania partią w
Lubelskiem. I jeśli region przejdzie w „obce ręce”, od razu znaczenie Janusza
Palikota się zmniejszy, tym bardziej że stanowiska rządowe lub samorządowe w
województwie mogą stracić stronnicy dotychczasowego szefa regionu. A wtedy
szeregi „żołnierzy Palikota” jeszcze bardziej się przerzedzą.
Co więcej,
koledzy partyjni Janusza Palikota przypuszczają, że porażka w regionie spowoduje
koniec marzeń posła o karierze we władzach krajowych. Trudno bowiem oczekiwać,
aby po klęsce w Lublinie poseł mógł zdobyć miejsce np. w zarządzie krajowym PO.
Kandydatów do 14 miejsc w zarządzie jest sporo, a przecież niektóre z nich są
już zajęte z urzędu dla premiera, szefa klubu, skarbnika czy szefów
poszczególnych partyjnych frakcji. A do kilku innych foteli kolejka chętnych też
będzie spora. – A poza tym Grzegorz Schetyna ma jedyną szansę na pokonanie i
upokorzenie swojego rywala. I na pewno z tej szansy skorzysta – twierdzi jeden z
parlamentarzystów Platformy. W dodatku, jeśli marszałek przegra wybory, to z
Palikotem będzie się Schetynie jeszcze łatwiej rozprawić, gdyż poseł z Lublina
straci najważniejszego sojusznika w partii. Przegrany Komorowski też może
przecież zostać w PO zmarginalizowany.

Krzysztof Losz

drukuj