ABW nie informowała rodzin, że przeszukuje pokoje ich bliskich

Z Jackiem Światem, mężem śp. Aleksandry Natalli-Świat, która zginęła
w tragicznej katastrofie samolotowej pod Smoleńskiem, rozmawia Marek
Zygmunt

Jak przebiegał proces identyfikacji ciała Pańskiej
małżonki?
– Już w kilka godzin po katastrofie znalazłem się w
Warszawie. Byłem na bieżąco informowany o sytuacji przez rządowe Centrum
Zarządzania Kryzysowego. Kiedy dowiedziałem się, że tylko kilkanaście ciał jest
w stanie możliwym do szybkiego zidentyfikowania, postanowiłem nie lecieć do
Moskwy, mimo że cały czas była taka możliwość. Proponowano mi w każdej chwili
bilet na samolot rejsowy, załatwiono mi nawet ekspresowo aktualny
paszport.
Decyzję tę podjąłem po rozmowach z osobami mającymi do czynienia z
podobnymi sytuacjami, które ze względu właśnie na tragiczne okoliczności,
trudności w zidentyfikowaniu ciał odradzały mi ten wyjazd.

Jak wyglądały, według Pana, zaangażowanie i pomoc innych służb,
przede wszystkim polskich?
– Bardzo dobra była współpraca z
jednostkami podległymi Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji z
wyjątkiem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Bardzo doceniam ogromne
zaangażowanie i pomoc przy organizacji uroczystości pogrzebowych Dolnośląskiego
Urzędu Wojewódzkiego, Komendy Wojewódzkiej i Miejskiej Policji, koleżanek i
kolegów z wrocławskiego i dolnośląskiego Prawa i Sprawiedliwości. Nieoceniona
była również wielka życzliwość i zaangażowanie strony kościelnej, szczególnie
ks. kard. Henryka Gulbinowicza, ks. abp. Mariana Gołębiewskiego, którzy
poprowadzili ceremonie pogrzebowe, oraz mojego proboszcza ks. prałata Czesława
Majdy.

Krytycznie odniósł się Pan do ABW. Dlaczego?
– Chcąc
pobrać próbki DNA, agenci ABW za zgodą marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego
weszli do pokoi i mieszkań zajmowanych przez parlamentarzystów poległych w
katastrofie, w których znajdowały się ich rzeczy osobiste. Sama idea tego była
sensowna. Ale uważam, że rodziny nie tylko powinny być obecne przy tym
przeszukaniu, ale przynajmniej o tym wcześniej poinformowane. A tak niestety nie
było.

Jak Pan ocenia dotychczasowy przebieg śledztwa w tej
sprawie?
– Przede wszystkim uważam, że powinna je prowadzić strona
polska przy udziale specjalistów rosyjskich. Wynika to także z umowy zawartej
między naszymi krajami już siedemnaście lat temu, która jasno precyzuje taki
właśnie sposób postępowania w tego typu sytuacjach. Jest tyle niejasności w tej
sprawie, przedstawianych zresztą na bieżąco na łamach „Naszego Dziennika”, że
trudno oprzeć się wrażeniu, iż wina leży zarówno po stronie rosyjskiej, jak i
polskiej.

Niedawno został ogłoszony apel rodzin ofiar katastrofy skierowany do
polityków i dziennikarzy o niewykorzystywanie tej tragedii w prezydenckiej
kampanii wyborczej. Ale wśród jego sygnatariuszy nie widzę Pańskiego
nazwiska.
– Tę inicjatywę znam tylko z mediów. Nikt się do mnie z
taką propozycją nie zgłaszał. A nawet gdyby tak się stało, to i tak nie
podpisałbym się pod tym apelem. Widziałem tam głównie nazwiska osób wywodzących
się z rodzin wojskowych, które – przynajmniej z natury – powinny być
apolityczne. W przypadku polityków, a parlamentarzyści się przecież także do
nich zaliczają, sytuacja jest zupełnie inna. Ofiary tej tragedii, w tym także
moja żona, miały konkretne plany społeczne, polityczne i wiele spraw pozostawiły
niezamkniętych. Mamy pełne prawo do odwoływania się do ich dokonań, kultywowania
ich spuścizny.
Nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia fakt, czy był to zgon
np. w katastrofie lotniczej czy w wyniku zapalenia płuc. Bo są to sprawy
analogiczne, porównywalne.

Na spotkaniu poświęconym pamięci ofiar katastrofy zorganizowanym
miesiąc po tragedii w auli Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu,
mówiąc o kampanii wyborczej, stwierdził Pan, że „damy radę”. Co Pan miał na
myśli?
– Słowa te zaczerpnąłem z wystąpienia przedstawiciela
Kancelarii Prezydenta RP, który na pogrzebie swojego szefa – Władka Stasiaka,
zapewniał go, że „damy radę” w kontekście dalszych działań, pracy tego
prezydenckiego organu. Ja w swojej wypowiedzi odniosłem je do trwającej właśnie
kampanii wyborczej.
Obecne działania wykonującego obowiązki prezydenta RP
Bronisława Komorowskiego zmierzają do tego, aby cała władza trafiła nie tylko w
ręce Platformy Obywatelskiej, ale powiedziałbym szerzej – do jednego środowiska
nieprzyjaznego Polsce. Komorowski podejmuje takie skandaliczne decyzje, przede
wszystkim personalne i dotyczące np. IPN, które nie tylko mogłyby, ale powinny
poczekać do rozstrzygnięcia wyborów prezydenckich. Takie działania, decyzje
zmierzają w kierunku władzy oligarchicznej, która pozbawiona realnej opozycji,
kontroli ze strony środowisk medialnych, opiniotwórczych może się po prostu
zdegenerować. Mamy szansę się temu zdecydowanie przeciwstawić. Najpierw w
wyborach prezydenckich, potem samorządowych, a w przyszłym roku parlamentarnych.
Pod warunkiem, że odpowiednio zagłosujemy.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj