Orędzie fatimskie – wyjątkowe wezwanie
Jest rok 1917. Trwa wojna bez końca. Pełna śmierci. Bez woli
położenia jej kresu. Nikt nie ma wpływu na bieg historii. Bezsilny jest nawet
sam Papież. Nikt go nie słucha. Usłuchało Niebo. Wtedy Kościołem kierował Ojciec
Święty Benedykt. Był piętnastym noszącym to imię. Następny pojawi się dopiero w
2005 roku. Wówczas powtórzy się historia. Też będzie potrzebna Fatima. Też
będzie panowała wojna pełna śmierci. Jej ofiarami będą armie nienarodzonych
wszystkich krajów świata. Niektóre z nich będą liczyć miliardy skazanych na
rzeź. A Papież też będzie bezradny. Też nikt go nie będzie chciał słuchać.
Usłucha Niebo.
Wtedy, w 1917 r., gdy rozpoczynał się miesiąc Matki Bożej, maj, Benedykt XV
rozpoczął odprawianie maryjnej nowenny. Prosił w niej Niebo o pomoc dla tonącego
w wojnie świata. W ostatnim dniu modlitw, 13 maja, Niebo odpowiedziało. Wysłało
do Fatimy Matkę Najświętszą i przez Nią dało się ludziom nawet hojniej niż
oczekiwał tego Ojciec Święty. Bo taki jest Bóg: gdy daje, daje miarą opływającą,
a gdy daje najpełniej, daje przez Maryję. To przez Nią pokazał, jak zakończyć
wojnę i dać światu pokój. Mówił o mocy Różańca, zdolnej położyć kres każdej
wojnie, jeśli jest to modlitwa codzienna jak chleb powszedni.
Ale Niebo
mówiło dalej. Ukazało też przyszłość z jego zagrożeniami. I znów objawiło, co
trzeba czynić, by świat nie stoczył się w przepaść bez dna. Mówiło o kulcie
Niepokalanego Serca Maryi: o nabożeństwie pierwszych sobót i poświęceniu
Przeczystemu Sercu Matki siebie, narodów i świata. To droga ocalenia przed
mroczną przyszłością. Jeśli tego nie zrobimy – ostrzegała Matka Najświętsza –
czeka nas coś gorszego niż trwająca właśnie wojna. Przyjdzie głód,
prześladowanie, ogień, śmierć i rzeź. Świat legnie w gruzach. Ale nie musi. Bo w
Fatimie Niebo wskazuje drogę ocalenia.
Co jest największą tragedią człowieka?
Matka Najświętsza
pokazuje, co w oczach Boga jest największą tragedią człowieka. Nie wojny, nie
prześladowania, nie głód i śmierć. To także dla dzieci Bożych bardzo bolesne,
ale jednak marginalne. Liczy się tylko jedno: trwanie w miłości Bożej – tu i na
wieczność. Wszystko inne to tylko historia, która przemija, a którą trzeba umieć
wykorzystać jako narzędzie zbawienia – jeżeli nie wszystkich ludzi, to
przynajmniej jak największej ich liczby. Bo jedyną prawdziwą przegraną człowieka
jest nietrafienie do Nieba.
Oto centrum fatimskiego orędzia: jest Niebo, ale
jest i piekło.
Jest Niebo, zapisane odwiecznie w Opatrzności Bożej jako
przeznaczenie każdego człowieka. To miejsce w Sercu Boga na zawsze, na wieki. To
spełnienie wszystkich pragnień ludzkiego serca, które szuka Boga i tylko w Nim
będzie nasycone. Jest też i piekło – realne zagrożenie oddzielenia się człowieka
od Boga na wieki, wieczna utrata szczęścia płynącego ze zjednoczenia z Nim.
Piekło to otchłań nieszczęśliwości, duszenie się z braku sensu istnienia,
cierpienie bez kresu, bez ciepła, miłości. Wcale nie jest ono puste. Dziś – mówi
Bóg – płynie ku niemu wielki strumień ludzi: rzeka opętanych przez zło, ale też
ludzi okłamanych i zwiedzonych przez jego pierwszego mieszkańca – diabła. Maryja
tłumaczy w Fatimie, że nie po to Bóg dał ludziom życie, by ich wieczność była
przegraną, by nie cieszyli się bliskością Stwórcy na wieki. Matka Boża każe
wołać pastuszkom fatimskim: Pomóżcie Bogu odzyskać te dzieci! Jeśli trzeba,
oddajcie za nie swe doczesne szczęście. Jeśli to nie wystarczy, oddajcie za nie
swe doczesne życie.
Jak ratować ludzi przed piekłem?
Maryja, która w Fatimie
najpierw mówiła o Różańcu, a potem o kulcie Jej Niepokalanego Serca, zaczyna
mówić o konieczności wynagradzania za grzechy. Wynagradzania na wszelki sposób:
modlitwą, ofiarą, przyjmowaniem cierpienia, a nawet szukaniem go, więcej – także
oddaniem Bogu do dyspozycji swego doczesnego życia i szczęścia. Trzeba ratować
nawet tych, którzy nas nienawidzą i po ludzku nie są godni naszej
miłości.
Orędzie z Fatimy – tłumaczył Jan Paweł II – jest jak Ewangelia i
podobnie jak Ewangelia przynagla do wysłuchania zawartego w nim wezwania.
Przypomina ono o najpiękniejszym i najtrudniejszym ewangelicznym powołaniu
każdego chrześcijanina: o wprowadzeniu w codzienność nowego przykazania miłości.
Zbawiciel powiedział: „Daję wam nowe przykazanie, abyście się wzajemnie
miłowali, jak Ja was umiłowałem”. Pan mówi: Nie kochaj tylko wybranych i nie
czyń siebie samego kryterium i miarą miłości. Masz kochać nie jak „siebie
samego”, lecz „jak Ja”. A miłość moja była „do końca”, była „za nieprzyjaciół”.
Była oddaniem życia, była przyjęciem największego cierpienia, by ratować życie
wieczne każdego z was.
Oto dlaczego Fatima jest taka ważna. Jest ona drogą w
przyszłość – ku wiośnie chrześcijaństwa. Rodzi świętych – dziś tak niezbędnych
Kościołowi i światu.
Czy takie orędzie może być skwitowane wzruszeniem
ramion? Czy rację mają ci, którzy mówią, że nie jest im potrzebne żadne
objawienie prywatne, bo mają Ewangelię? Ale przecież Fatima to Ewangelia!
Ewangelia opowiadana, tłumaczona i cierpliwie wyjaśniona nam, niemądrym, przez
najlepszego jej znawcę i nauczyciela. Przez Maryję.
Wincenty Łaszewski
