Parada w starym stylu
Prof. Zdzisław Krasnodębski, socjolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana
Wyszyńskiego w Warszawie:
Obejrzeliśmy paradę w starym stylu. Przemówienie również było w starym
stylu. To, co było nowego, to być może fakt, że między prezydentem
Dmitrijem Miedwiediewem a premierem Władimirem Putinem siedzieli przywódca
Chin i kanclerz Niemiec. Nowym były także polskie reakcje na to oraz siedzący
dalej p.o. prezydent RP, marszałek Sejmu Bronisław Komorowski i Wojciech
Jaruzelski. Nie potwierdziły się też jakiekolwiek przypuszczenia, że pojawi
się jakiś nowy akcent, że nastąpi jakaś zmiana. Usłyszeliśmy tę samą
historię, w którą my – naszą obecnością – się wpisaliśmy. A mianowicie,
że wojna zaczęła się w 1941 roku, że Armia Czerwona przyniosła nam wolność,
że była główną siłą, która pokonała Niemcy. Co więcej, to, na co
Polacy tak lubią zwracać uwagę – czyli że Polacy szli za Ukraińcami, ale
przed Amerykanami. Czyli wpisano nas, że tak powiem, jakby w tę koalicję
wschodnią.
Co się zaś tyczy samego udziału naszych żołnierzy w defiladzie, to wyrażałem
już krytyczne uwagi na ten temat. Jak wiadomo śp. prezydent Lech Kaczyński
zastanawiał się nad tym, czy jechać, czy też nie. Mnie się zawsze wydawało,
że powinien jechać tylko pod pewnymi warunkami, tzn. odpowiedniej oprawy tej
wizyty. Do tego należało wręczenie medali osobom z Memoriału i spotkanie się
z opozycją rosyjską. My powinniśmy starać się nawiązywać jak najlepsze
relacje z Rosją, ale z Rosją demokratyczną, z Rosją, która się wyzbywa
ambicji imperialnych, która staje się krajem wolności itp.
To, co widzieliśmy, to była część kampanii. Muszę powiedzieć, że byłem
zszokowany zwłaszcza tym, że pan marszałek Komorowski jeszcze ze stolicy
imperium uprawia kampanię wyborczą poprzez wideoczat z wyborcami w Polsce. Myślę,
że wyborcy powinni z tego wyciągnąć wniosek.
not. MBZ
