Obraz Polski rodem z Prus

Z Tomaszem F. Krawczykiem, byłym asystentem naukowym w Kancelarii
Prezydenta RP, rozmawia Marcin Austyn

Co sprawiło, że zdecydował się Pan podjąć – dość mocną – polemikę z
publicystyką uprawianą przez Thomasa Urbana?
– Od dawna śledzę
niemieckie artykuły prasowe, gdyż na co dzień, m.in. z powodów rodzinnych,
zajmuję się tematyką stosunków polsko-niemieckich. Podjąłem dyskusję z Thomasem
Urbanem, gdyż jego sposób opisywania polskiej rzeczywistości jest karygodny.
Wytwarza w Niemczech obraz Polski, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością,
i przez to uniemożliwia, a przynajmniej utrudnia stworzenie symetrycznego
partnerstwa i nie służy dobrze stosunkom polsko-niemieckim.

Tej publicystyce brakuje smaku, logiki?
– Wszystkiego po
trosze. Niektóre jego teksty i uwagi były po prostu niesmaczne. Nie wyobrażam
sobie np. relacjonowania pogrzebu niemieckiego prezydenta w sposób tak rażący,
jak to uczyniono w przypadku informowania w Niemczech o pochówku Lecha
Kaczyńskiego. Ponadto ta publicystyka jest pozbawiona większego sensu. No, chyba
że chodzi o utrwalanie pewnych stereotypów o kondycji polskiego Narodu. Nie jest
przecież tak, iż konstytutywną dla tożsamości Polski jest jej rola jako ofiary.
To przecież historia ukonstytuowała taką jej rolę – owszem, jesteśmy zanurzeni w
nurcie tradycji, mamy świadomość tego, co było, i to kształtuje nasz obraz i
relacje z sąsiadami – ale nie jest to jedyna determinanta. Nie może być też tak,
że jedynie wydarzenia II wojny światowej będą decydowały o naszych relacjach z
Niemcami czy Rosją, choć świadomość pewnej ciągłości jest niezmiernie ważna –
ona każe być nam ostrożnymi i patrzeć na te relacje z szerszej perspektywy.

Rzeczywisty obraz Polski i Polaków nie dociera do
Niemców?
– Wyobrażenie Polski np. przez niektórych urzędników,
zwłaszcza średniego i wysokiego szczebla, mieści się w pewnym nurcie, który
zapewne rozpoczyna się jeszcze w okresie pruskim. To wyobrażenie Polski jako
pustego miejsca pomiędzy Niemcami a Rosją, które trzeba zagospodarować. Polska
jest też traktowana na zasadzie kogoś, komu coś się należy z uwagi na II wojnę
światową – to częściowo takie myślenie: aby być w porządku, to trzeba odkupić
poprzez pewne działania na rzecz Polski swoją winę, tak by nikt nic już nie mógł
powiedzieć… A to przecież nie ma nic wspólnego z rzeczywistym partnerstwem
albo podmiotowym traktowaniem Polski.
Co istotne, mamy badania pokazujące, że
dziś w Niemczech Wschodnich wraca stereotyp Polaka, który kradnie niemieckie
samochody. To oznacza, że coś tu nie gra, że potrzeba ciężkiej pracy zarówno ze
strony Polski, jak i Niemiec.

Tworzył Pan program działań polsko-niemieckich. Czego on
dotyczył?
– To był raczej projekt pewnej mapy drogowej, ale pracę
nad nią przerwała tragiczna śmierć pana ministra Mariusz Handzlika. Miałem
powrócić do Kancelarii Prezydenta RP i zająć się tym problemem. To był program
dla Polski – nie na czas trwania kadencji. Były to długofalowe działania
dotyczące m.in. kultury, polityki, mające na celu wypracowanie sposobu na nowe
otwarcie kanałów komunikacyjnych między Polską a Niemcami. Jest bowiem pewien
problem w komunikacji. Niemcy trochę nas nie rozumieją i to w pewnym stopniu
jest efektem naszych zaniedbań. O ile niemiecki ekspert, politolog, polityk może
sięgać po publikacje dotyczące takich krajów jak Stany Zjednoczone, Wielka
Brytania, to w przypadku Polski nie ma takich pozycji. Jedną z niewielu
publikacji w niemieckim języku jest dzieło Adama Krzemińskiego, z którego się
dowiadujemy, iż w naszych relacjach wszystko jest w porządku. To zdecydowanie za
mało. Dlatego trzeba działać. Często chodzi o rzeczy proste, ale jednak ważne
dla wzajemnego zrozumienia. Inaczej nie da się zmienić stereotypów, zwłaszcza że
są one wzmacniane przez publicystów takich jak Thomas Urban, a niestety nie jest
on na tym polu odosobniony.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj