Pytajmy o pomoc w NATO

foto: Spotkanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego z sekretarzem
generalnym NATO Andersem Foghem Rasmussenem w Warszawie w marcu 2010
roku

Z Witoldem Waszczykowskim, wiceszefem Biura Bezpieczeństwa
Narodowego, rozmawia Jacek Dytkowski

Przebieg śledztwa w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu
przybliża nas do prawdy?

– Mam nadzieję, że kiedyś zbliży, bo jak na
razie tylko mnożą się pytania. Dostrzegam również jakiś dziwny spokój i
powolność w podejmowanych działaniach. Chyba nawet dotarło to kilka dni temu do
premiera Donalda Tuska, ponieważ zdecydowano jednak w ostatnią sobotę i
niedzielę włączyć się w pewien sposób w to śledztwo. Szef rządu wysłał ministra
obrony narodowej Bogdana Klicha do Moskwy oraz sam zabrał głos w sprawie.
Spotkał się także z drugim panem Klichem – Edmundem, szefem Państwowej Komisji
Badania Wypadków Lotniczych, i obiecał, że w środę przedstawi jakieś wstępne
wyniki działań. To potwierdza, że ostatnie dwa tygodnie są niezadowalające i
sączenie informacji przez prokuratorów nie jest korzystne, a często wprowadza
opinię publiczną w błąd. Są pytania, na które można było natychmiast udzielić
odpowiedzi. Wszyscy zwracają uwagę na dokładną porę katastrofy, która nie
wiadomo dlaczego dopiero po dwóch tygodniach została ujawniona – i okazało się,
że była inna niż podawano pierwotnie. Na sugestię o kilku podejściach do
lądowania i na wiele innych wątpliwości można było odpowiedzieć w ciągu kilku
godzin i nie stwarzać takiej „pożywki” dla spekulacji.

Edmund Klich zarzuca rządowi brak jakiegokolwiek wsparcia w czasie
pobytu w Federacji Rosyjskiej…

– Trudno się do tego odnieść. Nie
wiemy, jaka była umowa, do czego zobowiązał się rząd i jakich zadań podjął się
przewodniczący komisji. Wydaje się rzeczywiście dziwne, że ten wyjazd nie był
zorganizowany i nie zapewniono tam tłumaczy. Okazuje się bowiem, że po kilku
dniach pobytu w Rosji ujawniają się nawet tego typu drobiazgi i panowie toczą o
nie spór. A przecież tak ważne śledztwo powinno być koordynowane. Moim zdaniem,
widać to, co przewidywał śp. prezydent Lech Kaczyński – że oderwanie prokuratury
od czynników politycznych jest błędem. Prezydent obawiał się, że może dojść do
jakiejś drastycznej, brutalnej zbrodni – oczywiście nikt nie przewidywał tego
typu sytuacji – i opinia publiczna będzie wymagała, aby czynniki polityczne
sprawowały nadzór nad toczonym śledztwem. Mamy więc sytuację, że pozostawienie
sprawy wyłącznie bezdusznej machinie prokuratorskiej powoduje, iż wprawdzie
prokuratorzy zagłębiają się spokojnie w swoje paragrafy i prowadzą postępowanie,
ale sączą opinii publicznej bardzo umiarkowane informacje, co jest źle
odbierane. Wydaje się zatem, że sobotnio-niedzielne posunięcie premiera, aby
niejako wejść w śledztwo, potwierdza, iż decyzja o odseparowaniu prokuratury od
Ministerstwa Sprawiedliwości nie była chyba trafna.

Dziś „Nasz Dziennik” ustalił, że Amerykanie po katastrofie swojego
samolotu pod Dubrownikiem w 1996 r. sami zabezpieczyli miejsce
katastrofy…

– Nie trzeba nawet sięgać daleko i do tak wielkiego
państwa jak Stany Zjednoczone. Wystarczy się przyjrzeć, jak wyglądał wypadek
białoruskiego myśliwca pod Radomiem w ubiegłym roku. Polacy natychmiast
zareagowali prawidłowo i dopuścili śledczych białoruskich, a faktycznie oddali
im postępowanie. W obecnym natomiast przypadku uważam, że jeśli mamy taką
„odwilż” i sytuację z Rosjanami, to należałoby oczekiwać bardziej otwartej
postawy. Rosjanie nie powinni zawłaszczać śledztwa, ale natychmiast dopuścić
stronę polską, a nawet w pewnym momencie przekazać nam to śledztwo. Mamy do
czynienia z wypadkiem samolotu Sił Powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej, a
jego szczątki stanowią tzw. mienie wojskowe. Kurtuazja i dobry ton, które się
rodzą w tej chwili w relacjach polsko-rosyjskich, raczej nakazywałyby, aby
Rosjanie przekazali to śledztwo stronie polskiej zarówno ze względu na kwestię
wojskową, jak i wagę sprawy. Zginął prezydent sąsiedniego kraju i w takim
wypadku Polska miałaby absolutne prawo, aby przejąć prowadzone postępowanie.
Wymagają tego ranga tej sprawy i status ofiar.

Polska może zwrócić się do NATO o pomoc w śledztwie?

Naturalnie, że może. Mamy na przykład prawo do limitu liczby godzin używania
samolotów transportowych oraz do pewnych konsultacji i współpracy. Polska jako
kraj, który poniósł olbrzymią stratę także w wymiarze wojskowym, ma prawo
zasięgnąć takiej opinii u natowskich specjalistów. Za pośrednictwem tych państw
można na przykład uzyskać monitoring sojuszniczy. Kraje Sojuszu
Północnoatlantyckiego posiadają swoją sieć satelitarną i można się z nimi
skonsultować, uzyskać jakieś informacje na temat przebiegu tego lotu.

Nie dziwi Pana, że na pogrzeb prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie
przybyli dowódcy państw NATO?
– Oczywiście, przede wszystkim dziwi
brak samego Andersa Fogha Rasmussena, sekretarza generalnego NATO. Krótko przed
tragedią gościliśmy go w naszym kraju. Był witany w Belwederze z honorami przez
prezydenta. Jest dla mnie absolutnym zaskoczeniem, że Sojusz nie był w stanie
przetransportować swoich urzędników o blisko 1000 km, które mieli do Krakowa.
Mam jak najgorsze zdanie o tym, że nawet nie przysłano jednego symbolicznego
przedstawiciela.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj