Modlitwa i polityka
Ludzie wychowani na schematach poprawności politycznej mogą odczytać
zestawienie tych dwóch pojęć jako sprzeczność. Tymczasem to, co obecnie, po
katastrofie pod Smoleńskiem w Lesie Katyńskim, przeżywa Polska, jest niezwykłym
znakiem symbiozy obu sposobów odnoszenia się do rzeczywistości. Żałoba po tych,
którzy zginęli, zamieniła się w wielką narodową modlitwę na podobieństwo tej z
1980 r. z czasu „Solidarności”.
W kontekście tej modlitwy, a przynajmniej refleksji duchowej wywołanej
tragedią, pojawiły się publicznie wypowiedzi i komentarze dotyczące sytuacji
politycznej Polski.
Pewien zasłużony kapłan z Przemyśla, komentując ten
tragiczny fakt, sugerował, aby realistycznie pomyśleć o zreformowaniu
politycznego profilu Polski, ponieważ po tym, co się stało, nic już nie może
pozostać takie, jakie było do tej pory. Rozgniewali się na to niektórzy
dziennikarze, dowodząc, że żadne wycieczki polityczne nie powinny zakłócać
głębokiego spokoju żałoby przeżywanej przez Naród. Między innymi jakiś
komentator Onetu nazwał kazanie przemyskiego kapłana „kontrowersyjnym”, pomimo
iż wszystko, co powiedział duchowny, było prawdziwe i wynikało z miłości do
Ojczyzny. Kiedyś kazania ks. Jerzego Popiełuszki też uważano za
„kontrowersyjne”, a jednak były jednymi z nielicznych, przez które Duch Święty
oświecał Naród w czasach mrocznych i pełnych zamętu. Równocześnie – w sposób
nieunikniony z powodu szczególnego wymiaru tej katastrofy – zaczęły się pojawiać
domysły dotyczące przyczyn tej tragedii. Również nie brakowało głosów
uciszających ten nurt debaty ze względu na niebezpieczeństwo wywołania napięć w
stosunkach międzynarodowych.
Krzyż Katyński i polski
Przy tym wszystkim panował
nastrój modlitwy, a do ostatniej chwili tłumy (powiedzmy raczej: rzesze)
ciągnęły do Pałacu Prezydenckiego, by złożyć hołd Prezydentowi i jego
najbliższym. Szczególnym świadkiem tego religijnego wydarzenia stał się Krzyż
Katyński przyniesiony przez harcerzy jako przedstawicieli młodzieży. Ten Krzyż
powinien być umieszczony w takim miejscu, aby stał się czytelnym znakiem i
światłem dla wszystkich, którzy będą podejmować odpowiedzialne decyzje
polityczne dotyczące losów naszej Ojczyzny.
„Słowo – dziennik katolicki” z 22
lutego 1993 r. zamieściło krótki, ale wymowny tekst pt. „Prośba o krzyż”.
Napisano w niej: „Kilkudziesięciu posłów, głównie z klubów PC, RdR, ZChN, NSZZ
„Solidarność”, ChD zwróciło się do marszałka Sejmu o zawieszenie krzyża obok
godła RP w Sali Plenarnej obrad. Będzie to nawiązanie do tysiącletniej historii
Polski, która z tego znaku miłości i pojednania czerpała siłę i wytrwałość w
chwilach najtrudniejszych nawet dramatów, które dotykały naszych przodków.
Ufamy, że pod tym znakiem także i teraz łatwiej nam będzie budować niepodległą,
demokratyczną i sprawiedliwą Polskę”. Od czasu tamtej petycji grupy posłów
trudno powiedzieć, na ile parlamentarzyści skorzystali z tej pomocy, która
płynie z krzyża. Jeszcze trudniej powiedzieć, ilu agentów, zdrajców i cwaniaków
politycznych chowało się bezpiecznie w cieniu krzyża, aby prowadzić politykę
sprzeczną z interesami „Polski niepodległej, demokratycznej i
sprawiedliwej”.
Trudno powiedzieć, ilu polityków naprawdę rozumiało wymowę
krzyża, którą tak dobitnie przypomniał nam Wielki Prorok Jan Paweł II. Po tym,
co się stało w oktawie uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego pod Smoleńskiem,
wydaje się, że tajemnica krzyża stanowiąca wstęp do Zmartwychwstania trafiła do
głębi serca Narodu i odsłoniła na nowo fundamenty, na których może zostać
odbudowana jego jedność. Z tego krzyża wytrysnęło źródło wielkiej modlitwy
rzucającej także światło na wszystko, co zwykliśmy nazywać „polityką”. Źródłem i
podstawą jedności Narodu ma być nie tyle znak krzyża zredukowany do roli symbolu
naszego tysiąclecia, ile żywy, Zmartwychwstały Chrystus, w którego „przebitej
dłoni” spoczywają losy świata. Chrystus zwyciężył w walce, która przyniosła nam
zbawienie. Ale zarazem Chrystus, zapraszając do udziału w tym zwycięstwie,
pozwala nam wziąć na siebie cząstkę tych zmagań, cierpienia i upokorzenia, które
sam podjął z miłości do nas. To także jest wymowa tego krzyża, którego cień padł
na Polskę 10 kwietnia, w wigilię Święta Miłosierdzia Bożego.
Snop światła na rzeczywistość polityczną
Wbrew temu, co
nam zarzucali różnej maści marksiści, zwrócenie się do Boga w modlitwie nie
zamyka oczu na to, co się dzieje w świecie. Przeciwnie – pozwala wyraźnie
widzieć i oceniać działania ludzkie, także polityczne, w świetle kryteriów
moralnych. Dlatego nie da się uniknąć tego, że ludzie w Polsce przeżywający w
bólu i nadziei chrześcijańskiej odejście tak licznej grupy patriotów będą
wypowiadać się na temat jakości moralnej różnych aktualnych poczynań i postaw
polityków którejkolwiek partii. Wielu dopiero teraz, w obliczu śmierci
prezydenta, widzi wyraźnie ogrom krzywdy wyrządzonej temu człowiekowi, który
chciał kierować sprawami państwa w duchu „prawa i sprawiedliwości”. Dlatego
właśnie, że nie ukrywał drogich mu zasad moralnych i że reprezentował kierunek
prawy, czyli patriotyczny (choć może nie we wszystkim się mu to udało).
Politycy, którzy przez przypadek opanowali „większość” w parlamencie, uczynili
osobę prezydenta przedmiotem kpin i wszelkich form poniżania godności urzędu
prezydenckiego. Zapomnieli nawet o elementarnych zasadach kultury. Równocześnie
ujawniły się cyniczne i haniebne postawy tych, którzy w tragedii smoleńskiej
widzą szansę dla politycznego obozu liberałów i komunistów: skoro prawica
otrzymała tak dotkliwy cios, w takim razie „my teraz górą”. W podobny sposób
mogą myśleć tylko ci, którzy nie czują się Polakami lub zupełnie zagłuszyli
sumienie. Ale to także należy do aktualnej rzeczywistości politycznej i ludzie
modlący się nie mogą tego przeoczyć.
Cele obecnej modlitwy Polaków
Ci, którzy zwracają się ku
Bogu w modlitwie, nie mogą tracić z oczu realiów obecnego życia, ale muszą
zobaczyć wszystko w świetle prawdy, która pochodzi z góry. Modlitwa Polaków ma
obecnie dwa cele: jeden podmiotowy, drugi przedmiotowy. Kiedy mówię
„podmiotowy”, mam na myśli to, że tylko modlitwa powoduje zjednoczenie, dzięki
któremu Polacy mogą się poczuć jednością. Coś takiego stało się po raz pierwszy
w 1980 roku i dawało o sobie znać w trakcie papieskich pielgrzymek.
Społeczeństwo ludzkie, złożone z osób, może się zjednoczyć tylko w relacji do
Osoby, która stanowi dla tego społeczeństwa transcendentne źródło i ostateczny
cel swego przeznaczenia. Nie należy ukrywać prawdy, że tą Osobą jest Chrystus
jako „Droga, Prawda i Życie”. Osoby ludzkie bowiem nie mogą się odnaleźć w
jedności poprzez jakąś abstrakcję, hasła i ideologie. Dotykamy tutaj tajemnicy:
osoba ludzka nie może się czuć zjednoczona z innymi osobami, jeśli nie jest w
zgodzie z sobą. Tego rodzaju tożsamość osiąga się tylko przez uczestnictwo w
Osobie Chrystusa, Wcielonego Słowa, ponieważ „tajemnica człowieka wyjaśnia się
naprawdę w Chrystusie” (por. KDK 22). Z tego powodu w gruzy obrócone zostają
wszelkie „antropologie”, które odrywają człowieka od Boga, pozostając trwale w
polu napięcia między biegunem indywidualizmu i biegunem kolektywizmu, nawet
zamaskowanego szyldem z napisem „demokracja”.
Jest to poważne zadanie dla
polskiego Narodu, który skłania się ku „pluralizmowi” politycznemu, czyli
wielości partii, które nikogo w gruncie rzeczy nie reprezentują poza swoimi
zwolennikami popierającymi dane ugrupowanie w prywatnych interesach. Typowym
przykładem takiej partii jest „panująca nam” Platforma Obywatelska. W sposób
logicznie uzasadniony jej przywódcą jest człowiek, który nigdy nie rozumiał
Polski i pewnie do dziś nie wie, co to jest Polska i dlaczego Bóg przemawia do
Polaków mową krzyża. Nasze doświadczenia związane z niedawną historią, w której
niezwykłym wydarzeniem było powstanie „Solidarności” jako moralnej jedności
wszystkich sił patriotycznych, poucza nas, jak to podkreślał Jan Paweł II, że
taka jedność Narodu jest możliwa przez powszechne zawierzenie Chrystusowi na
gruncie Ofiary Eucharystycznej. Drugie doświadczenie historyczne jest
smutniejsze: wiąże się z podstępną manipulacją ze strony całej armii agentów
nasłanych ze Wschodu. Przejęli oni hasła „Solidarności”, aby rozbić osiągniętą
jedność, a całą energię polityczną Narodu wplątać w sieć partyjek
pseudodemokratycznych, w celu stworzenia „okrągłostołowej” karykatury
niepodległości, w której „starzy znajomi” powrócili do władzy w duchu oswojonego
marksizmu. Powstała po tym kompromisie sytuacja jest największym oszustwem w
dziejach Polski, w której stała się ona przedmiotem handlu między agentami
sterowanymi z zewnątrz. Ta sytuacja koniecznie domaga się zmiany, jeśli Polska
ma odzyskać swój honor i swoją duchową tożsamość.
I to jest owo niezmiernie
trudne zadanie odbudowania podmiotowości politycznej Polski, która stanie się
rzeczywistością, kiedy wszyscy patrioci zjednoczą się w jednej formacji
politycznej zdolnej do pokierowania losami państwa. Rekonstrukcja podmiotowości
Narodu, oprócz tego, że jest łaską Boga mającą swój fundament w sakramentach,
wymaga specjalnej troski duszpasterskiej, podobnej do tej, którą rozwijał Prymas
Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński. Wymaga także pełnego i żywego powrotu do
całego nauczania Jana Pawła II, zwłaszcza tego skierowanego do Polaków, ale
także tego, które zostało zawarte w podstawowych dokumentach skierowanych do
Kościoła.
Naród jest sobą, o ile uczestniczy w tożsamości Kościoła i w jego
życiu zanurzonym w Misterium Paschalnym. Jeżeli Sobór Watykański II naucza, że
„Kościół jest w Chrystusie jakby sakramentem, czyli znakiem i narzędziem
wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (KK 1)
to znaczy, że żadne autentyczne zjednoczenie ludzkie nie może się dokonać poza
Kościołem, czyli poza Chrystusem. Odnosi się to nie tylko do zjednoczenia ściśle
sakramentalnego (wspólnota eucharystyczna), ale w ogóle do zjednoczenia
ludzkiego, czyli dokonującego się na poziomie osób. Stąd wynika szczególna
odpowiedzialność Kościoła za Naród. Suwerenność Narodu – jak uczy Jan Paweł II –
jest pochodną suwerenności osoby (List do Rodzin 17), zatem jak podmiotowość
rodziny opiera się na uczestnictwie w „Wielkim Sakramencie” (tamże, nr 17; 19),
tak podmiotowość Narodu wyrasta z tych samych źródeł, z których pochodzi
tajemnica rodziny. Jest to wielki temat, który można zrozumieć jedynie przez
odniesienie do tajemnicy Trójcy Przenajświętszej.
Polityka jako przedmiot modlitwy
Mówiąc najkrócej,
przedmiotem modlitwy jest także polityka: polityka jako zadanie, jako powołanie,
jako aktualnie tworząca się historia, która – jak twierdzi Jan Paweł II –
przeplata się z „historią zbawienia”, czyli wchodzi w zasięg zbawczej łaski
Chrystusa. W obrębie tego celu można wyróżnić dwa składniki: poznawczy i
praktyczny. Cel poznawczy to inaczej dążenie, by przez modlitwę poznać to, czego
Bóg od nas wymaga, i zrozumieć cały teatr świata, w którym toczą się sprawy na
ogół skomplikowane. Cel praktyczny to modlitwa, by powiodło się to, co
zamierzamy urzeczywistnić jako spełnienie woli Bożej. Przyjmując założenie, że
jeśli urzeczywistnienie tego celu przekracza ludzkie możliwości (bo często tak
właśnie się dzieje), to jest to modlitwa, by Bóg sam wkroczył do akcji i
rozstrzygnął sytuację zgodnie ze swoimi zamiarami. Nie modlimy się wówczas, by
Bóg działał zgodnie z naszymi planami, lecz właśnie, żeby spełnił swoje
zamierzenia.
W tej modlitwie (której „polityka jest przedmiotem”) wolno nam
nazywać po imieniu zło, które rozpoznajemy swoim rozumem oświeconym wiarą i
wolno nam identyfikować przeciwników, jak to uczynili chrześcijanie w rozdziale
czwartym Dziejów Apostolskich. Godne uwagi jest jednak, że owi chrześcijanie –
świadomi, że są osaczeni przez wrogów – nie modlili się o ich pokonanie, lecz o
odwagę głoszenia Słowa Bożego niezależnie od sytuacji. Wielokrotnie w
późniejszej historii wyznawcy Chrystusa modlili się o zwycięstwo nad wrogami
wiary i Bóg nieraz cudownie bronił tych, którzy Mu zaufali. Tak było pod
Lepanto, pod Wiedniem, pod Warszawą i na pewno w wielu jeszcze sytuacjach, o
których nie pamiętamy lub się ich nie domyślamy.
Jednak modlitwa zawsze
przynosi owoc, który ukazuje się nam w takim kształcie, jaki mu Bóg nadał. Bóg
zawsze zwycięża, ale nie zawsze to zwycięstwo da się zdefiniować w kategoriach
ludzkiej strategii. Chrystus zwyciężył, będąc zewnętrznie „pokonany”: bo ta
walka toczyła się na innej płaszczyźnie. Podobnie wolno nam się domyślać, że
tragiczne losy Polaków w czasie II wojny światowej, tragedia Katynia czy
ostatnia tragedia pod Smoleńskiem – mogą być widziane w świetle Tajemnicy
Paschalnej jako wezwanie do udziału w Chrystusowym zwycięstwie, którego
nieomylnym znakiem jest krzyż.
Ks. prof. Jerzy Bajda
