Trzeba próbować działać wspólnie

Z prof. Andrzejem Nowakiem, sowietologiem, redaktorem dwumiesięcznika
„Arcana”, rozmawia Marcin Austyn

Jak, Pana zdaniem, potoczy się życie polityczne po tragicznej śmierci
pary prezydenckiej i osób jej towarzyszących? Możemy się spodziewać zwrotu
jakościowego w polityce?

– Zacznę od tego, że straszliwie
przygnębiły mnie ostatnie dni. Nie doczekano końca żałoby, nie uszanowano powagi
chwili, i pojawiły się słowa, które mnie bardzo zasmuciły poziomem agresji,
nienawiści i złości, który przypomina mi to, co widziałem wcześniej tylko w
filmie „Śmierć prezydenta” opisującym wściekłość masy podburzonej przez
podżegaczy. Nie twierdzę, że ten znakomity obraz Jerzego Kawalerowicza był
prawdziwy historycznie, ale teraz przekonałem się o tym w rzeczywistości. Ci
ludzie, którzy chyba nigdy nie byli w katedrze na Wawelu, w krypcie, krzyczą:
„won z Krakowa!”, „zabierzcie go do Warszawy!”. Jak tak można? Jako krakowianin
z urodzenia przeżywam to i bardzo się wstydzę. Oczywiście nie jest to cały
Kraków i niech cała Polska wybaczy podobne zachowanie, które nie jest postawą
krakowian, a podburzonej tłuszczy. Mówię o tym, ponieważ te smutne wydarzenia
zburzyły nadzieje, które można było mieć – być może na wyrost – w tej atmosferze
tuż po katastrofie. Niestety, agresja polityczna ujawniła się w listach,
protestach i pełnych zawiści słowach. Kto dał tym ludziom prawo do wypowiadania
się w takiej chwili, w takich okolicznościach i z takim poczuciem wyższości o
prezydencie RP, który był przecież dobrym i skromnym człowiekiem? To
przerażające.

Te ekscesy świadczą, że wszystko wróci na dawne tory?

Nie, że wróci, ale już wróciło.

Jednak czołowi politycy zachowują się z godnością…

Dlatego wciąż żywię nadzieję, że ta tragedia, w której połączeni zostali
politycy wszystkich opcji dotąd walczących, coś zmieni. Katastrofa najboleśniej
dotknęła reprezentację PiS, ale też poważnie SLD, jak również PO i PSL. Wszyscy
ci ludzie polegli w służbie Ojczyźnie. Wszyscy więc zasługują na najwyższy
szacunek. Mam nadzieję, że żadna partia nie zlekceważy tego moralnego dorobku,
który uzyskała w wyniku tej tragedii. Zmarnowanie tego tytułu do bycia dumnym z
polskości w przypadku każdej z tych partii byłoby – ujmując w kategoriach
politycznych – ogromnym błędem. Trzeba jednak pamiętać, że ludzie są omylni, i
obawiam się, iż taki błąd może zostać popełniony… Nadzieję na polepszenie
sytuacji budzi też fakt, że politycy połączeni tragedią przekonają się, iż Naród
zobaczył ich w innym świetle niż dotychczas, że społeczeństwo uświadomiło sobie,
iż zajmowanie się polityką to trudny obowiązek – nie tylko wystawne kolacje,
pokusy korupcyjne, ale też ciężka, nieustanna praca. Byłoby szkoda zmarnować to
doświadczenie. Liczę więc na pewne wyhamowanie ze strony polityków. Zresztą w
tej chwili widzę wyraźnie, że wśród partii politycznych nie ma żadnego
negatywnego sygnału. To ludzie z zewnątrz, tzw. autorytety – bo przecież ludzie
wypowiadający się w tak haniebny sposób za wyrzuceniem zwłok prezydenta RP z
Wawelu, zanim jeszcze one ostygły, stracili wszelkie prawa do noszenia miana
autorytetu moralnego – niszczą tę atmosferę.

Uda się zastąpić tych wszystkich znakomitych ludzi?
– Nie
da się ich zastąpić. Wspomnę tylko niektórych: prezydent Lech Kaczyński, Janusz
Kurtyka, Zbigniew Wassermann, Władysław Stasiak, Aleksander Szczygło, Przemysław
Gosiewski – gdzie znaleźć drugiego tak pracowitego posła? Kto zastąpi rzecznika
Janusza Kochanowskiego? Drugiego takiego umysłu w Polsce nie mamy. Nikt ich nie
zastąpi. Jednak z drugiej strony widać mobilizację ludzi, którzy dotąd odmawiali
udziału w polityce, patrząc na nią jak na obrzydliwe widowisko, w którym
ujawniają się tylko najgorsze instynkty. Widząc śmierć wybitnych polityków
wszystkich orientacji, wiele osób czuje dziś potrzebę zamanifestowania być może
poprzez to, że trzeba spróbować ich zastąpić, i nie mówię tu o zajmowaniu
stanowisk. To wydaje mi się pozytywnym zjawiskiem.

Czekają nas wcześniejsze wybory prezydenckie. Prawica jest w
dramatycznej sytuacji, ale musi stanąć na nogi. Pozostaje pytanie, czy wystarczy
sił.

– Decyzje leżą w gestii jednej osoby i jest niezręcznością
występowanie tu w roli doradcy. Wydaje mi się, że bez względu na to, na kogo
wskaże Jarosław Kaczyński, to niezmiernie ważne jest, by jak najszerzej otworzyć
się na nowych ludzi, ale także na te środowiska, które się rozpierzchły, które
spierały się do tej pory o sprawy ważne, ale sprawy, które muszą zejść na drugi
plan w obliczu takiej tragedii i takiego zagrożenia dla przyszłości
Rzeczypospolitej. Trzeba odsunąć waśnie na bok i próbować działać wspólnie. Jak
wspomniałem, konkretne decyzje w obecnej sytuacji są związane z decyzją brata
tragicznie zmarłego prezydenta RP.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj