Nie mamy żalu do narodu rosyjskiego

Z Witomiłą Wołk-Jezierską, córką zamordowanego przez NKWD w Katyniu
oficera Wojska Polskiego, rozmawia Łukasz Sianożęcki

Czy słowa szefa rosyjskiego rządu podczas obchodów 70. rocznicy mordu
katyńskiego przybliżają nas do prawdy o tej zbrodni?
– Premier
Władimir Putin nie powiedział nic nowego. Wspomniał wprawdzie w swoim
przemówieniu o jakichś ofiarach, lecz – jak się okazało – były to ofiary także
niemieckie, hitlerowskie, oraz innych niezidentyfikowanych totalitaryzmów.
Wydaje mi się, że całe te uroczystości miały na celu pokazanie Europie, iż
Moskwa chce wykonać pewien gest w stronę Polski. Chcę podkreślić jedną rzecz – w
moim odczuciu premier Putin wymusił to spotkanie chyba pod kątem naszych skarg
złożonych w Europejskim Trybunale Praw Człowieka przeciwko Rosji. Chciał w ten
sposób może jakoś pokazać, że są one nie do końca zasadne.

Nie możemy więc mówić o zapowiadanym przełomie?
– Nie
możemy. Premier Tusk w swoim przemówieniu zwrócił uwagę na to, co Rodziny
Katyńskie podkreślają cały czas – mianowicie na fakt, iż mord katyński to nie
jest pojedyncze morderstwo. Jest to co najmniej 21 857 morderstw, bo każdy z tam
poległych był mordowany oddzielnie. To bym chciała z całą mocą podkreślić.
Nieprawdziwe są także twierdzenia, iż my mamy jakieś żale do narodu rosyjskiego.
My mamy żal do Stalina i jego wszystkich współpracowników o to, co stało się w
Katyniu, Charkowie, Miednoje i innych miejscach, gdzie mordowano polskich
oficerów. Trzeba to jasno podkreślić – to nie jest sprawa narodu, który przecież
też tam był gnębiony, prześladowany i mordowany. Odkąd pamiętam, w mojej
rodzinie niezmiennie powtarzano, że to, co stało się w tych czasach, wydarzyło
się wyłącznie z inspiracji Stalina.

Premier Putin stwierdził, że wszystkie zbrodnie stalinizmu są dziś
już wszystkim doskonale znane. Czy może się Pani zgodzić z taką
tezą?
– Jest to po prostu rozmywanie prawdy i próba wrzucenia
wszystkich zbrodni do jednego worka. Katyń to na pewno także miejsce tragiczne
dla narodu rosyjskiego, gdyż jeszcze na wiele lat przed mordem na polskich
oficerach lasy katyńskie służyły stalinowcom jako miejsce straceń. W tej ziemi
nie ma chyba wolnego skrawka, który nie kryłby szczątków Rosjan. Z tą jedną
różnicą, że my, Polacy, znamy wszystkich naszych rodaków tam pomordowanych z
imienia i nazwiska, zasług dla Polski i przede wszystkim z tego, że byli wierni
swojej Ojczyźnie, przysiędze wojskowej i wierze. Natomiast Rosjanie nie wiedzą,
kogo NKWD z rozkazu Stalina tam mordowało. Wszyscy zabici w tym miejscu Rosjanie
byli pozbawiani nie tylko ubrań i obuwia, ale i wszelkich dokumentów.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj