Chcę w swoim kapłaństwie służyć ludziom

Z o. Stanisławem Grzybkiem, misjonarzem oblatem Maryi Niepokalanej,
rozmawia Małgorzata Pabis

Czym dla Ojca jest kapłaństwo?
– Dla mnie kapłaństwo jest
powołaniem, ale przede wszystkim służbą. Bez służenia ludziom kapłaństwo byłoby
jakieś „suche”. Zawsze ma ono polegać na służbie drugiemu człowiekowi. W tym
roku minie 40 lat mojego kapłaństwa. Jestem szczęśliwy, choć zdrowia nie mam
najlepszego. Serce działa tylko dzięki rozrusznikowi, ale ktoś powiedział, że
trzeba umierać na stojąco. Do końca chcę w swoim kapłaństwie służyć
ludziom…

Jak to się stało, że Ojciec został księdzem?
– Nie ma w
życiu przypadków, ale u mnie zdecydował „przypadek”… Miałem 14 lat, gdy w
mojej parafii trwały misje parafialne. Prowadzili je misjonarze oblaci Maryi
Niepokalanej. Był to rok 1958, byłem wtedy w siódmej klasie. Któregoś dnia
stanąłem w kolejce do spowiedzi. I tu można zobaczyć, jak ważna jest rola
spowiednika. Jeden kapłan spowiadał i kolejka zmniejszała się u niego bardzo
szybko. A drugi długo rozmawiał w konfesjonale z ludźmi. Wyszedłem z tej
„szybkiej” kolejki i poszedłem do tego drugiego kapłana. Wtedy misjonarz zapytał
mnie, do której klasy chodzę, rozmawiał ze mną o mojej przeszłości. Miałem wtedy
złożone dokumenty do szkoły średniej. Po tej spowiedzi zabrałem „papiery” i
przeniosłem je do niższego seminarium duchownego prowadzonego przez Ojców
Oblatów. Tam najpierw spędziłem cztery lata, potem poszedłem do nowicjatu na
Świętym Krzyżu, a w końcu do seminarium. Po tych wszystkich latach formacji
przyjąłem święcenia kapłańskie. Najpierw dwa lata pracowałem na parafiach w
Polsce, a potem musiałem wyjechać z kraju…

No właśnie… Musiał Ojciec opuścić Polskę, dlaczego?
– W
1983 roku wyjechałem z Polski do Francji, gdyż byłem „niepożądanym elementem w
Polsce Ludowej”. Dziesięć lat pracowałem wśród Polonii we Francji, prowadziłem
misje także w Kanadzie i Belgii. Powiedziałem sobie, że wrócę do Ojczyzny
dopiero wtedy, kiedy będzie wolna.

Jeżdżąc po świecie, widział Ojciec takie kraje, gdzie bardzo brakuje
kapłanów… Jeden z Ojca współbraci opowiadał, jak ludzie pozbawieni kapłana
wkładali do konfesjonału krzyż i wtedy klękali przy kratkach i wyznawali swoje
grzechy…
– Ci ludzie, choć bardzo pragnęli korzystać z sakramentów
świętych, nie mogli… Nie mieli u siebie kapłana… czuli głód… Takim krajem
jest obecnie np. Francja. W niektórych jej rejonach Msza św. sprawowana jest raz
na kilka miesięcy… Istnieją tam tereny, gdzie ludzie już dawno nie widzieli
kapłana.
Będąc we Francji, mogłem obserwować, jak prawdziwe jest zdanie:
„Uderzą w pasterza, a rozproszą się owce”. Bo jak nie ma księdza, nie ma
parafii, kościoła, modlitwy. Robi się duchowa pustynia. Budynki seminariów dziś
stoją puste, a niektóre diecezje od dziesiątków lat nie miały powołań. Niestety,
Francuzów dziś można nazwać neopoganami, którzy o religii nie wiedzą nic albo
prawie nic. Bo kto ma im to przekazać? A to wszystko odbija się na ich życiu
codziennym. Jak może żyć człowiek bez Pana Boga? Świątek, piątek i niedziele
pracuje, nie uznaje żadnych świętości… Tam ludzie nie żyją już hasłem „ora et
labora” – módl się i pracuj, ale „chleba i igrzysk”…

Wielki Czwartek to święto kapłanów. Czym dla Ojca jest ten święty
dzień?
– Ja w tym dniu robię sobie szczególny rachunek sumienia z
tego, jak współpracuję z Panem Bogiem. Ja nie lękam się kapłaństwa. Ja kocham
kapłaństwo, kocham Pana Boga, więc nie mogę się Go bać, lękać. Mimo różnych
potknięć, mimo że Pan nieraz wyciągał mnie z różnych tarapatów, dziękuję Mu w
każdy czwartek, a zwłaszcza w Wielki Czwartek za to, że mogę pracować na Jego
niwie.
Wielki Czwartek to dzień pełen pracy dla kapłanów. Choć przeżywamy
swoje święto, pamiątkę ustanowienia sakramentu Eucharystii i kapłaństwa, to
wtedy najlepiej czynem poprzeć to święto. Wielu kapłanów w tym dniu spowiada,
służy ludziom swoją kapłańską mocą.

Nikt oprócz kapłana nie ma mocy sprawowania Eucharystii. Czym dla
Ojca jest ta moc przemieniania chleba w Ciało, a wina w Krew Pana
Jezusa?

– Kiedyś dostałem tę władzę przez biskupa, który mnie
wyświęcił. I to jest piękne, że każdy sakrament, a zwłaszcza Eucharystia, może
być sprawowany na mocy tej władzy. Mogę się pochylić nad chlebem jak Chrystus w
Wieczerniku i przemienić go w Jego Ciało. A potem rozdać Go ludziom, aby i oni
mieli w sobie ten przedsmak Nieba. Piękna, cudowna rzecz – nie odprawiać Mszę
św., ale ją sprawować, tak aby to była modlitwa Wieczernika.

W Wielki Czwartek Roku Kapłańskiego nie można nie wspomnieć ks.
Jerzego Popiełuszki, którego beatyfikacja odbędzie się w
czerwcu…

– Ksiądz Jerzy Popiełuszko jest symbolem wolności. To tak
łatwo dziś powiedzieć, ale on za tę wolność poniósł śmierć, żebyśmy my mogli żyć
w wolnym kraju. Takie ofiary sprawiły, że ludzie zaczęli „widzieć”. Ksiądz Jerzy
służył Bogu, ludziom i prawdzie.
Żyłem w tamtym czasie, pracowałem i wiem, że
takich kapłanów było więcej. Ich ofiary sprawiły, że w Polsce nastała wolność, a
ja mogłem wrócić do kraju. Dobrze rozumiem ks. Jerzego Popiełuszkę. W tamtych
latach byłem w podobnej sytuacji jak on – wieszałem krzyże w szkołach, mówiłem
patriotyczne kazania, jednym słowem – nie byłem pokornym obywatelem PRL. Ciągle
miałem na głowie SB. Z Polski wyjechałem przed śmiercią ks. Jerzego, w 1983
roku. Pamiętam taki epizod, jak krótko po jego śmierci jechałem na krótki urlop
do Polski. Wtedy na granicy w Świecku przeżyłem potężną kontrolę. W mojej
pamięci zapisało się zdanie, które wówczas powiedziałem kontrolującym mnie
funkcjonariuszom: „Zabiliście jednego, proszę, możecie zabić i mnie. Pytam
jednak, za co”.

Wielkim zagrożeniem dla kapłanów jest laicyzacja.
– Wielu
kapłanów wchodzi dziś na drogę laicyzacji. A to wiedzie donikąd, bo kapłan musi
się odróżniać od tłumu. Pracujemy dla ludzi, jesteśmy dla ludzi symbolem. Kapłan
ma służyć. Tę służbę widać nieraz na pielgrzymkach kapłanów, choćby do Lourdes,
gdzie przyjeżdżają spracowani księża po osiemdziesiątce i mają zawsze na sobie
sutannę. Bo kapłan nie powinien nosić krawata, modnych ubrań, ale ma od
wszystkich odróżniać się tym, że nosi sutannę. Dla wielu wiernych jest to
wielkie umocnienie i radość, że ktoś potrafi być odważny i z podniesioną głową
pokazywać ludziom, iż jest poświęcony Bogu.

Jak Ojciec zachęciłby młodych ludzi do życia w
kapłaństwie?
– Myślę, że najlepiej zachęca przykład innych. Ja
jestem oblatem dzięki o. Józefowi Maksymiukowi, o którym już mówiłem. To dzięki
rozmowie z nim podjąłem swoją decyzję. Potem, kiedy już byłem kapłanem, razem z
tym ojcem pracowałem. Pamiętam, jak kiedyś byliśmy w jednej szkole, a ja
zachęcałem, szczególnie chłopców, do poświęcenia życia Bogu. Kiedy powiedziałem
o zaletach życia w kapłaństwie, zgłosiło się około dwudziestu chętnych, by iść
za Chrystusem. Kiedy powiedziałem o trudnościach takiego życia, rękę podniósł
tylko jeden chłopiec. Moim zdaniem, najważniejszy jest dobry przykład księży…
Wtedy młodzi ludzie będą odważnie wchodzić na drogę kapłaństwa.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj