Polacy poświęcali swoje życie, by ocalić innych

Z reżyserem Rafałem Wieczyńskim, twórcą filmu dokumentalnego pt.
„Świat Józefa” o rodzinie Sług Bożych Wiktorii i Józefie Ulmów, rozmawia Piotr
Czartoryski-Sziler

Skąd pomysł na film o rodzinie Ulmów, która w czasie II wojny
światowej została zamordowana przez Niemców za ukrywanie w swoim domu Żydów? Czy
inspirują Pana postawy heroiczne?

– Pomysł na film zrodził się w
gronie wielu osób; mnie najbardziej zainspirował album opracowany przez dr.
Mateusza Szpytmę z Instytutu Pamięci Narodowej „Sprawiedliwi i ich świat”
poświęcony rodzinie Ulmów. Jest to temat wciąż za mało znany, o którym trzeba
mówić. Przecież w pomoc Żydom było zaangażowanych – jak się szacuje – kilkaset
tysięcy Polaków. O tym wie tak naprawdę niewiele osób. Nie znamy imion, nie
znamy twarzy tych bohaterów, co powoduje, że trudno nam zrozumieć ich postawę,
wydobyć z suchych informacji frapującą opowieść i poczuć, że jest to część
chrześcijańskiego dziedzictwa. To, co jest fascynujące w tej historii, to fakt,
że Ulmowie i inni mieszkańcy Markowej nie darzyli jakąś szczególną sympatią
swoich żydowskich sąsiadów. Żyli bardziej obok siebie niż razem. Lecz te same
przyczyny, poniekąd religijne, które rozdzielały te dwie społeczności – żydowską
i katolicką, nakazywały ludziom sumienia, takim jak Ulmowie, pomagać Żydom.

Oddając życie za innych wypełnili do końca chrześcijański obowiązek
miłości bliźniego…
– Okazuje się, że Markowa jest przykładem
społeczności, która w sposób szczególny naśladowała Chrystusa. Ciekawe w tej
historii jest to, że kilka rodzin żydowskich, które ocalały, przekazywano do
nowych kryjówek między mieszkańcami Markowej na przestrzeni kilku lat i trudno
zliczyć osoby, które ryzykując własne życie, udzieliły im pomocy. Jedni dali im
tylko chleb, ktoś inny wykopał ziemiankę i dostarczył ciepłej odzieży, jeszcze
ktoś inny przenocował ich w stodole lub ukrywał przez kilka miesięcy. Inni, choć
nie angażowali się bezpośrednio w ratowanie Żydów, ostrzegali ich przed grożącym
niebezpieczeństwem. Ta historia pokazuje, że schematy myślenia na temat relacji
polsko-żydowskich z okresu II wojny światowej i przed nią nie oddają do końca
rzeczywistości; życie wymyka się stereotypom.

Co zafascynowało Pana w Józefie Ulmie? Jakim był
człowiekiem?

– Bardzo przedsiębiorczym, energicznym, radosnym, a
przede wszystkim ciekawym świata. Poza uprawą roli zajmował się działalnością
społeczną, ogrodnictwem, hodowlą jedwabników, pszczelarstwem, fotografią. Sam
skonstruował dla siebie aparat fotograficzny, robił setki zdjęć, które są
naprawdę dobrze skomponowane. Zapisywał też swoje obserwacje dotyczące życia
Markowej i relacji z ludźmi. Mogłoby się wydawać, że należał do elity wiejskiej,
chociaż to inni wiedli prym we wsi i pełnili funkcje społeczne. To człowiek
kochający rodzinę, który jednak nie waha się jej narazić, by pomóc bliźnim, bo
uważa, że tak trzeba. Mimo że miał sześcioro małych dzieci i żonę w stanie
błogosławionym, przyjął do swego domu ośmioro Żydów z rodzin Szallów i
Goldmanów. Jedna z bohaterek występująca w moim filmie mówi, że Józefa Ulmę
ostrzegano o grożącym mu niebezpieczeństwie. Mówiono mu: „Józek, bój się Boga,
coś zrób z tym, możecie zginąć”. On jednak odpowiedział wtedy: „Biada temu, kto
zwątpi”. To jest głęboko chrześcijańskie podejście.

A co zamierzał Pan szczególnie wyeksponować, przedstawiając „Świata
Józefa”?
– Chciałem ukazać kawałek życia tych ludzi, żebyśmy nie
mówili tylko o martyrologii, ale zrozumieli ich postawę. Fakt, że Józef Ulma był
fotografem, umożliwił przyjrzenie się bliżej światu, jaki go otaczał. Dr Mateusz
Szpytma z IPN odnalazł te zdjęcia i wydobył je na światło dzienne. To one
zainspirowały mnie do przedstawienia historii rodziny Ulmów w ten sposób.

Realizował Pan film głównie pod kątem młodzieży? Narracja prowadzona
jest w sposób trochę zbliżony do wideoklipu.
– Dzisiaj trzeba
opowiadać nowocześnie. Niezależnie od wagi i słuszności filmowego tematu
najważniejsze jest, by był on interesujący. Nawet najbardziej szlachetny obraz,
jeżeli nie będzie ciekawy, nie przyciągnie uwagi. Środki nie pozwalały na
zrobienie widowiska, dlatego powstał film dokumentalny. Zawarłem w nim jednak
parę pomysłów reżyserskich, których gdzie indziej nie stosowano. Wszystko po to,
by zainteresować widza i lepiej zrozumieć prezentowane postaci. To prawda, w
„Świecie Józefa” są sekwencje wideoklipowe, ale dzięki nim fotografie Józefa
Ulmy zaczynają żyć.

Film wpisuje się w kampanię społeczną „Życie za
życie”…

– Tak, to bardzo ważne przedsięwzięcie. Jest to kampania
od kilku lat organizowana przez Narodowe Centrum Kultury i Instytut Pamięci
Narodowej. Jej celem jest pokazanie postaw Polaków, którzy z narażeniem życia
ratowali Żydów. Bardzo się cieszę, że film o rodzinie Ulmów, choć powstał
niezależnie, może być częścią tej kampanii. Wcześniej Arkadiusz Gołębiewski i
Maciej Pawlicki zrealizowali ważny film fabularyzowany pt. „Historia
Kowalskich”. Mój film zrealizowany w koprodukcji z TVP jako kolejny w ramach tej
akcji przypomina, że Polacy poświęcali swoje życie, by ocalić innych.

We wstępie do książki „Sprawiedliwi wśród narodów świata” ks. abp
Józef Michalik napisał, że takie rodziny jak Ulmów „ratują zdrowie duchowe
narodu i są trwałym fundamentem żywotności Kościoła”. Myśli Pan
podobnie?
– Oczywiście. Wydaje mi się, że to jest właśnie nasze
dziedzictwo, ogromne bogactwo, którego nie doceniamy, i dlatego trzeba o nim
przypominać. Tacy ludzie, jak Ulmowie podwyższają nam poprzeczkę, pokazują
właściwe podejście do życia w codzienności, które wspaniale sprawdza się i
owocuje w sytuacji trudnego wyboru. Mówią o postawach prostych, powinnościach, o
których świat wielkich świateł chętnie mówi, ale często ma w pogardzie
chrześcijańskie wartości, z których te postawy wynikają. Okazuje się, że właśnie
tutaj bije najżywotniejsze źródło naszej kultury. Ci, którzy zginęli za okazany
gest miłosierdzia chrześcijańskiego, to bohaterowie Polski Walczącej, z których
powinniśmy i mamy prawo być dumni.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj