Przedświąteczne przygotowania?
Akurat w Wielkim Poście, tuż przed świętami, zorganizowano Polakom
projekcję filmu „Agora”, który zdecydowanie zachęca do wyjazdu na jakieś Wyspy
Kanaryjskie zamiast świętowania. Po cóż celebrować chrześcijańskie misterium
męki i śmierci Chrystusa, skoro chrześcijaństwo może czynić ludzi tylko
gorszymi, a nawet zbrodniarzami, jak o tym próbuje przekonać film.
Wprawdzie teoretycznie „wiemy”, że kamera może czynić nawet cuda, ale filmowe
obrazki pięknych budowli starożytnej Aleksandrii, uroda Rachel Weisz w roli
Hypatii i wyłącznie zbrodnicze oblicza ubranych na czarno chrześcijan mogą w
znacznym stopniu utrwalić w duszy niezwykle czytelne przesłanie tego filmu.
Niezależnie od deklaracji składanych przez reżysera i dystrybutorów dzieło to
nie tylko traktuje aleksandryjskich chrześcijan początku V wieku jako
zbrodniarzy i największych prymitywów w mieście, co ważniejsze – obciąża się za
taki stan ich dusz przyjęcie chrześcijańskiej religii. Jeśli np. jeden z
bohaterów filmu jeszcze dobrze zapowiada się w młodości, to po przejściu z kultu
bożków na chrześcijaństwo przemienia się w szaleńczego mordercę. To wrażenie
utrwalone zostaje w podanej widzom informacji, iż film opowiada o realnych
wydarzeniach, które dokonały się w Aleksandrii i miały swój krwawy finał w 415
roku, kiedy to chrześcijanie rozszarpali na ulicy tego miasta Hypatię, niezwykle
poważaną w mieście kobietę, zajmującą się pracą naukową i nauczycielską, także w
zakresie filozofii (co uwiecznił Rafael w słynnej „Szkole Ateńskiej”). Czy zatem
należy się uderzyć w chrześcijańskie piersi i raczej skorzystać z „długiego
weekendu”, niż świętować?
Chociaż niektóre polskie media zauważyły – być może
w celach reklamowych – antychrześcijańskie przesłanie filmu, to jednak tym
faktem zdają się nie frapować. Przyzwyczajono się do bezkarnego poniżania,
wyszydzania i szkalowania chrześcijan, a nawet stało się to normą we
współczesnym świecie. Sami prześladowani nieraz wytykają swoim prześladowcom, że
to nie z szacunku dla innych religii omijają szerokim łukiem drwiny np. z
muzułmanów, ale ze zwykłego tchórzostwa. Ta interpretacja nie powinna jednak
wykluczać jeszcze innej. Nieustające w dziejach krzyżowanie przede wszystkim
chrześcijan świadczy o tym, że to akurat od nich oczekuje się spełnienia
najwyższych ideałów moralnych i religijnych. Ich urzeczywistnianie, a nawet samo
ich przypominanie musi rodzić wyjątkową wobec nich agresję. Czegoż zresztą oni
sami powinni najwięcej pragnąć, skoro siebie znaczą symbolem
krzyża?
Rozumienie tych faktów nie może jednak przesłonić obowiązku
pamiętania o tych chrześcijanach, którzy starali się i starają o realizację
chrześcijańskiego ideału, a nawet nieraz udało się im ten ideał osiągnąć.
Przecież nie tylko mamy „katolików”, którzy trafiając do Sejmu, od razu gotowi
są poprzeć najgorszą zbrodnię, jak to regularnie widzimy w parlamentarnych
starciach odnośnie do aborcji czy in vitro. Rządząca dzisiaj formacja polityczna
potrafiła wyłonić aż dwóch kandydatów na urząd prezydenta, którzy jednak różnią
się pomiędzy sobą być może tylko poglądami na temat szczegółów technicznych
odnośnie do tego, jak mordować (za pieniądze podatników czy z własnej kieszeni)
„nadliczbowe” ludzkie embriony fabrykowane w laboratoriach. Ciekawe, jak
wybierze w tej sprawie katolicki lud, który chyba nie włączyłby się w szeregi
oszalałego aleksandryjskiego tłumu rozrywającego na strzępy Hypatię? Czyżby po
wiekach miał ktoś nakręcić film o polskich katolikach, którzy swoimi głosami
wyborczymi za politykami popierającymi in vitro wzięli udział w oczywistej
publicznej zbrodni?
Ale z pewnością nie wszyscy z nas w takim krwawym tłumie
zjawią się przed urnami, jak zresztą było to także podczas linczu na Hypatii.
Mamy w Polsce najlepszego znawcę tej tragedii – prof. Marię Dzielską, wnuczkę
bł. Matki Celiny Borzęckiej, założycielki Sióstr Zmartwychwstanek, barwnej
postaci czasów porozbiorowych. Pani profesor (zajmująca się na UJ historią
początków Cesarstwa Bizantyjskiego) znana jest na całym świecie zwłaszcza z
głośnej i wysoko cenionej także przez specjalistów książki „Hypatia z
Aleksandrii”, przetłumaczonej już na kilkanaście języków. Obalony zostaje w tej
monografii między innymi rozpowszechniony mit, iż zamordowanie Hypatii miało
przyczynę w walce chrześcijaństwa z pogaństwem, jak to nam wmawia „Agora”.
Włącza się on tym samym w tradycję – zapoczątkowaną w epoce oświecenia przez
Johna Tolanda, antykatolickiego libertyna, a przejętą między innymi przez
Woltera, kontynuowaną zaś przez Edwarda Gibbona, znanego angielskiego historyka
– traktującą mord na Hypatii jako sprawne narzędzie walki z chrześcijaństwem, a
zwłaszcza katolicyzmem. Oprócz prezentacji w szczegółach tej ideologicznej
legendy książka prof. Dzielskiej pozwala dobrze zrozumieć życie i tragiczny
koniec Hypatii, o czym postaram się w innym miejscu coś napisać.
Jak widać,
do kina trzeba nieraz pójść z książką.
Marek Czachorowski
