Kłótnia o pieniądze. Kosztem emeryta

W przepychance pomiędzy rządem i ZUS a otwartymi funduszami
emerytalnymi obie strony walczą o pieniądze ubezpieczonych, ale żadna nie myśli
o ich interesach. Rząd chce zasypać długi ZUS i budżetu pieniędzmi z naszych
składek do OFE. Fundusze żądają za to zdjęcia z nich ryzyka agresywnego
inwestowania oraz otworzenia możliwości wyprowadzenia pieniędzy za
granicę.

Po kontrowersyjnej propozycji przesunięcia części składki z OFE do ZUS
minister pracy Jolanta Fedak testuje kolejny pomysł – umożliwienia ludziom
młodym, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy, pozostania w ZUS, tj. w systemie
emerytalnym pozbawionym filara kapitałowego. Osoby te mogłyby – jak dotychczas –
wybrać dla siebie otwarty fundusz emerytalny, ale jeśli nie dokonałyby wyboru,
to ich składki automatycznie trafiałyby w całości do ZUS. Obecnie w takim
wypadku ZUS losuje fundusz, do którego zostaną przypisani. Minister Fedak
zapowiada, że jeśli propozycja pomyślnie przejdzie konsultacje społeczne i uda
się do niej przekonać rząd – resort natychmiast przystąpi do nowelizacji ustawy
o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych.
– ZUS jest obecnie
największym w kraju dłużnikiem – bieżący deficyt ZUS wynosi ok. 60 mld zł
rocznie i z roku na rok się powiększa. Zobowiązania pozabilansowe ZUS, tj.
środki, które będzie musiał wypłacić w nadchodzących latach na świadczenia tylko
dla osób objętych reformą emerytalną, wynoszą ok. 1,8 bln zł, tj. 140 proc.
polskiego PKB – przypomina dr Cezary Mech, były wiceminister finansów i szef
dawnego Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi. Jego zdaniem, propozycja,
aby przesuwać ludzi młodych do ZUS lub też przesunąć do ZUS część ich składki na
rzecz OFE, jest na dłuższą metę szkodliwa.
– Prowadzi do zwiększenia
zobowiązań ZUS bez generowania aktywów na przyszłe wypłaty. W rezultacie coraz
mniej liczne pokolenia naszych dzieci i wnuków musiałyby finansować świadczenia
rosnącej armii ludzi na emeryturze – tłumaczy dr Mech. Młodzi, jak podkreśla,
nie udźwigną ciężaru tak ogromnych zobowiązań ZUS i wybiorą emigrację, zamiast
pracować w Polsce, ze względu na ponoszenie ciężaru ogromnych składek na
ubezpieczenie społeczne.
Bilans ZUS można poprawić poprzez aktywną politykę
prorodzinną skierowaną na zwiększenie dzietności oraz aktywną politykę
gospodarczą skoncentrowaną na tym, by rosła w Polsce liczba miejsc pracy
dających wysoką wartość dodaną. Niestety, nic takiego się nie dzieje. Młodzi
wykształceni Polacy zamiast wykorzystywać w kraju swoją innowacyjność i
kreatywność, zmuszeni są spędzać godziny „na kasie w supermarkecie” albo „na
zmywaku” za granicą.
– Emerytura wypłacana z dwóch filarów będzie o ponad
połowę niższa od ostatniego wynagrodzenia – ostrzegła kilka dni temu Komisja
Nadzoru Finansowego. – W najgorszej sytuacji znajdą się osoby opłacające składkę
od najniższego wynagrodzenia, w tym drobni przedsiębiorcy pracujący na własny
rachunek – wynika z analizy KNF.
Czarne perspektywy polskich emerytów
wynikają z dramatycznego stanu całego systemu emerytalnego. Problemem jest nie
tylko zła sytuacja finansowa ZUS, ale także nieefektywność OFE, które tracą
pieniądze emerytów, same znakomicie zarabiając.
– Reforma systemu
emerytalnego jest konieczna, ale debata nad nią idzie w złym kierunku – zwraca
uwagę dr Mech.
Dlaczego? Wygląda na to, że zamiast dyskusji nad tym, jak
zwiększyć przyszłe emerytury poprzez gruntowną reformę obu filarów, obserwujemy
przepychanki między ZUS a OFE o to, kto zagarnie pieniądze emerytów. Rząd chce
poprawić bieżącą sytuację finansową ZUS i budżetu za cenę ustępstw wobec
towarzystw emerytalnych. W grę wchodzi m.in. pozbawienie ubezpieczonych
wszelkich zabezpieczeń funkcjonujących obecnie w II filarze. Padają propozycje,
aby zwiększyć limit inwestycji zagranicznych OFE i dodatkowo umożliwić funduszom
inwestowanie w instrumenty pochodne.
– Zwiększenie możliwości inwestowania
OFE za granicą spowoduje odpływ z kraju kapitału emerytalnego na tworzenie
miejsc pracy poza Polską. Stracą na tym obywatele, emeryci i sam ZUS, ponieważ w
kraju będzie mniej miejsc pracy i będą niższe zarobki, do ZUS będzie wpływać
mniej pieniędzy ze składek i w rezultacie świadczenia emerytalne będą niższe –
tłumaczy dr Cezary Mech. Co zaś do inwestycji w instrumenty pochodne, nie należy
– jego zdaniem – zapominać, że właśnie ten typ inwestowania legł u podłoża
obecnego światowego kryzysu.
W złym kierunku zmierza też – według finansisty
– dyskusja nad utworzeniem bezpiecznych subfunduszy dla osób, które zbliżają się
do emerytury.
– Ta debata jest wykorzystywana do podsuwania rządowi pomysłu
wprowadzenia także innych – ryzykownych funduszy, i zniesienia minimalnej stopy
zwrotu – twierdzi dr Mech.
Ze strony firm zarządzających OFE wysuwana jest
swoista „propozycja wiązana”: z jednej strony – bezpieczne inwestowanie składek
osób starszych, z drugiej – agresywne i ryzykowne inwestowanie środków młodszych
ubezpieczonych bez minimalnej gwarantowanej stopy zwrotu.
– Chodzi o to, aby
na tych młodych ludzi przenieść całe ryzyko finansowe agresywnego inwestowania.
To tak, jakby pozwolić funduszom grać w kasynie cudzymi pieniędzmi – uważa dr
Mech.
Dzisiaj ryzyko inwestycyjne ponoszą również towarzystwa emerytalne,
które w razie nieosiągnięcia minimalnej stopy zwrotu z inwestycji muszą z
własnej kieszeni wyłożyć na rzecz ubezpieczonych środki, które straciły.
Pozostaje mieć nadzieję, że rząd – w ferworze reformowania – nie pozbawi nas
wszystkich tego podstawowego zabezpieczenia.
Nasz rozmówca zwraca też uwagę
na brak zainteresowania rządu realnym obniżeniem składki za zarządzanie
pobieranej przez OFE od całości zgromadzonych aktywów. To właśnie ta opłata,
wynosząca obecnie średnio ok. 0,5 proc. zgromadzonych kapitałów rocznie,
najsilniej wpływa na obniżenie naszych przyszłych emerytur. Tymczasem rząd
skupił się na obniżeniu jednorazowej opłaty pobieranej przez OFE od każdej
składki (opłata ta została zmniejszona z 7 do 3,5 proc.), a opłatę od kapitału
pozostawił na wysokim poziomie.

Małgorzata Goss

drukuj