Rosół wypytywał o konkurs

Reprezentantka ministra sportu w radzie nadzorczej Totalizatora
Sportowego Monika Rolnik stwierdziła przed hazardową komisją śledczą, że nie ma
wpływu na to, jak mówią o niej „osoby trzecie”. Lobbyści branży hazardowej
liczyli, jak wynika ze stenogramów rozmów podsłuchanych przez Centralne Biuro
Antykorupcyjne, że Rolnik pomoże córce Ryszarda Sobiesiaka w wejściu w skład
zarządu Totalizatora.

Monika Rolnik, dyrektor w rządzonym przez Mirosława Drzewieckiego resorcie
sportu, została członkiem rady nadzorczej Totalizatora Sportowego 30 czerwca
2009 roku. 21 lipca rada zdecydowała o warunkach konkursu na nowego członka
zarządu Totalizatora. O to stanowisko ubiegała się Magdalena Sobiesiak, córka
Ryszarda Sobiesiaka. W jednej z rozmów Sobiesiaka z byłym prezesem Totalizatora
Sportowego Sławomirem Sykuckim ten ostatni stwierdził, że liczy na głos
„dziewczyny od Drzewka”. Nowego członka zarządu wybierała bowiem rada nadzorcza
Totalizatora, do której weszła urzędniczka ministerstwa sportu. Rolnik
przyznała, że słowa, które pod jej adresem kierują biznesmeni, nie stawiają jej
w dobrym świetle, ale ona nie ma wpływu na to, co o niej mówią osoby trzecie.
Stwierdziła także, że nie zna Sykuckiego, a o tym, iż Magdalena Sobiesiak ubiega
się o stanowisko w zarządzie Totalizatora, dowiedziała się dopiero wtedy, gdy
otwarto koperty ze zgłoszeniami kandydatów. To były szef Totalizatora Sykucki
przygotowywał córkę Sobiesiaka do rozmowy kwalifikacyjnej w Totalizatorze, a gdy
się dowiedział, że Magdalena Sobiesiak będzie ubiegać się o to stanowisko, wręcz
roztaczał przed jej ojcem świetlaną przyszłość, gdy już uda się biznesmenowi
umieścić tam swoją córkę. Były szef CBA Mariusz Kamiński, zeznając przed
komisją, spekulował, że w wyniku umieszczenia w zarządzie Totalizatora osoby
związanej z konkurencją dla tej firmy na rynku hazardowym mogło dojść do próby
podziału rynku hazardowego, co skutkowałoby szkodą Skarbu Państwa.
Rolnik
zeznała, że Marcin Rosół, szef gabinetu politycznego ministra sportu Mirosława
Drzewieckiego, wypytywał ją o warunki i terminy związane z konkursem na członka
zarządu Totalizatora. Stwierdziła jednak, iż nie pytała, po co Rosołowi te
informacje. To Rosołowi minister Mirosław Drzewiecki przekazał CV Magdaleny
Sobiesiak, które z prośbą o pomoc w znalezieniu córce pracy otrzymał od Ryszarda
Sobiesiaka.
Monika Rolnik miała swój udział w procesie utworzenia i
przesłania do Ministerstwa Finansów pisma z 30 czerwca ubiegłego roku,
podpisanego przez ministra Drzwieckiego, iż resort sportu nie chce już dopłat od
gier. Takie stanowisko było zgodne z oczekiwaniami Ryszarda
Sobiesiaka.
Rolnik, w wyniku polecenia Drzewieckiego, zleciła napisanie pisma
do wiceministra finansów Jacka Kapicy, że ministerstwo sportu rezygnuje z
drugiego etapu budowy Narodowego Centrum Sportu. To na ten cel miały zostać
przeznaczone pieniądze z tak niechcianych przez kolegów polityków Platformy z
branży hazardowej dopłat od gier. W piśmie znalazł się jednocześnie zapis, że
resort sportu tych dopłat już nie chce. Mirosław Drzewiecki tłumaczył, że wcale
nie chodziło o rezygnację z dopłat, a zapis w tej sprawie, który był po myśli
jego kolegów z branży hazardowej, znalazł się tam „przez pomyłkę” i w wyniku
„błędu ludzkiego”. Rolnik zeznała, że sporządzenie pisma zleciła Rafałowi
Wosikowi, dyrektorowi departamentu prawno-kontrolnego w ministerstwie sportu.
Pismo od swojego podwładnego przyjęła, ale pytana wczoraj, dlaczego
„przepuściła” w nim zapis o rezygnacji z dopłat, stwierdziła, że „nie ma
upoważnienia do weryfikacji merytorycznej zapisów”, nie zna tej ustawy, a za
treść pisma odpowiadał Wosik. Drzewiecki z kolei zeznał przed komisją, że zlecił
napisanie do resortu finansów pisma w sprawie rezygnacji z drugiego etapu budowy
NCS i później już nie ingerował w jego treść.
Rolnik powtórzyła to, co
Drzewiecki, że celem pisma nie było wycofanie się ministerstwa sportu z zapisu o
dopłatach. Nie potrafiła jednak odpowiedzieć na pytanie Bartosza Arłukowicza
(Lewica), jak w takim razie wytłumaczyć punkt tego pisma poświęcony właśnie
wycofaniu się resortu sportu z dopłat. Zbigniew Wassermann (PiS) dopytywał z
kolei, w jaki sposób Wosik tłumaczył się z tego zapisu, skoro to on ma
odpowiadać za to pismo. Zwrócił uwagę, że wiadomość mailowa, w której Wosik
przesłał do Rolnik do akceptacji treść tego pisma, nosiła tytuł: „Ustawa o grach
losowych. Rezygnacja z dopłat”, co jednoznacznie wskazuje, czego to pismo
dotyczy. Rolnik na tego maila nie odpisała. Stwierdziła, że Wosik „nie pamiętał
okoliczności powstania tego pisma”. Wassermann zapytał przy tym, czy rozmawiali
o tym, iż Wosik w tej sprawie złożył w prokuraturze inne zeznania.
Już 6
lipca Sykucki chwalił się pismem, które podobno powstało przez pomyłkę: „mam na
rękach pismo o wycofaniu się Drzewieckiego z dopłat” – mówił w rozmowie z
Sobiesiakiem.
Ministerstwo sportu z rezygnacji z dopłat później się wycofało.
Stało się to jednak już po powiadomieniu przez Mariusza Kamińskiego premiera
Donalda Tuska o tym, co dzieje się wokół ustawy hazardowej i sprawy dopłat.

Artur Kowalski

drukuj