W obronie polskiej mniejszości

Prześladowanie mniejszości polskiej na Białorusi wywołało powszechne
oburzenie w Polsce. Rząd białoruski mimo tego, że coraz częściej szuka kontaktu
z Unią Europejską, choć uzyskał wsparcie w tym względzie z naszej strony,
wykonał szereg ruchów uderzających w mniejszość polską. Aresztowanie wielu
Polaków jest działaniem bez precedensu na arenie międzynarodowej.

Można w tym miejscu zapytać – dlaczego Alaksandr Łukaszenka pozwala sobie na
tak drastyczne kroki? Oczywiście pewne pozory są zachowywane, minister spraw
zagranicznych Białorusi tłumaczy, że mamy do czynienia nie tyle z brutalną
ingerencją milicji w środowisku działaczy polonijnych, lecz z wewnętrznym
konfliktem wśród polskich organizacji mniejszościowych kłócących się o majątek i
o prawa do reprezentowania Polaków na Białorusi. Białoruskie służby specjalne
zatem miałyby być nie tyle prześladowcą, co rozjemcą między zwaśnionymi
Polakami. Oczywiście są to tylko chwyty propagandowe, wszyscy wiedzą zaś, że
chodzi o wyeliminowanie działaczy związanych z Angeliką Borys, a więc tych,
którzy nie są podporządkowani bezpośrednio rządowi w Mińsku.
Z perspektywy
postronnego obserwatora trudno jest z całkowitą pewnością stwierdzić, jakie są
główne cele Łukaszenki. Być może jego nadrzędna obawa dotyczy możliwości
wykorzystania organizacji polonijnych do działań na wzór ukraińskiej
„pomarańczowej rewolucji”. Być może uderzenie w Związek Polaków jest podyktowane
strachem przed ewentualną białoruską rewolucją. Rząd w Mińsku chciałby w tej
sytuacji zbliżenia z Unią Europejską, ale na swoich warunkach. Z pewnością mamy
tutaj do czynienia z próbą sił. Łukaszenka stara się zdiagnozować („rozpoznanie
walką”), jak mocno zareaguje rząd w Warszawie; jakie są możliwości Polski w
wymuszeniu reakcji innych partnerów unijnych. Wie doskonale, że ocieplenie
stosunków z Brukselą pojawiło się nie na skutek przestrzegania na Białorusi praw
mniejszości narodowych, lecz na skutek konfliktu na linii Mińsk – Moskwa. Bardzo
są zatem ważne dzisiejsze działania władz polskich. Od tego, jak mocno
Łukaszenka odczuje na własnej skórze negatywne skutki swoich decyzji, zależy z
jednej strony przyszłość polskiej mniejszości na Białorusi, a z drugiej –
pozycja Polski w relacjach ze wschodnim sąsiadem. Kiedy Mińsk odczuje, że
Warszawa niewiele może zdziałać w sprawie Polaków na Wschodzie, będzie nas w
przyszłości lekceważył.
Jednak śmiałość, a nawet bezczelność działań władz
białoruskich może wynikać z jeszcze jednego względu. Mińsk widział
niejednokrotnie bardzo umiarkowane, delikatnie mówiąc, działania Warszawy w
kwestii mniejszości polskiej na Ukrainie czy Litwie. Wydaje się, że w imię
kreowania współczesnej postgiedroyciowskiej wizji ułożenia się Polski z
państwami oddzielającymi nas od Moskwy władze polskie zaniedbywały często naszą
mniejszość na Wschodzie. Z realizacji tej quasi-federacyjnej wschodniej wizji
niewiele wyszło, a mniejszość polska ma się tam nie najlepiej. Widać to
namacalnie w redukcji polskiego szkolnictwa i polskiej własności na Litwie czy w
kwestii promocji antypolskiej w gruncie rzeczy, szowinistycznej polityki
historycznej na Ukrainie (szerzenie tradycji OUN – UPA). Milczenie władz
polskich było aż nadto wymowne.
Kiedy przyglądamy się reakcjom polskich władz
oraz polskich mediów na to, co dzieje się na Ukrainie, aż dziw bierze, jak
bardzo jednobrzmiący jest ton komentarzy. Zaczynając od środowisk liberalnych, a
kończąc na narodowych – wszędzie słychać głosy zachęcające do stanowczych
działań zmierzających do wymuszenia na Białorusi przestrzegania praw mniejszości
polskiej. Rząd przyjął nawet wariant negatywnego scenariusza wydarzeń,
przewidując wprowadzenie różnorakich sankcji wobec Mińska. Co więcej – sprawa
obrony polskiej mniejszości stała się dziś tematem niedawno rozpoczętej kampanii
prezydenckiej w naszym kraju. Wszyscy spoglądają teraz, jak zachowuje się
minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, ewentualny kandydat rządzącej
partii do fotela prezydenckiego. Wszak głównym obowiązkiem polskich władz
powinna być troska o losy Polaków nie tylko w kraju, lecz także poza jego
granicami. Polska mniejszość na Wschodzie nie istnieje na Ukrainie, Białorusi
czy Litwie od wczoraj. Zamieszkuje te tereny od wieków. Na skutek jałtańskich
decyzji pozostała poza granicami Polski. Jednakże do dziś odgrywa ona i powinna
odgrywać rolę ambasadora Polski na Wschodzie. To są polskie przyczółki
kulturalne, na bazie których polskość może promieniować na Wschód.
Możliwości
polskiej polityki zagranicznej co do generowania wielkich procesów
geopolitycznych są dziś bardzo ograniczone. Wynika to z naszego stosunkowo
niewielkiego (póki co) potencjału i niekorzystnych konfiguracji
międzynarodowych, z jakimi mamy dziś do czynienia. Nie zmienia to jednak faktu,
że w każdych okolicznościach rząd polski może i powinien domagać się
poszanowania praw Polaków. Można by nawet postawić tezę: nigdy nie należy
składać dobra mniejszości polskiej na ołtarzu choćby bardzo misternych
kombinacji geopolitycznych, którymi mogą nas doraźnie karmić wielkie mocarstwa
zachodnie. Wielkie kombinacje mogą być wszak utopijne, a życie konkretnych
wspólnot polskich zawsze jest konkretne. W tradycji polskiej Naród zawsze był
przed państwem. W czasach zaborów pozbawieni własnej państwowości przetrwaliśmy
na skutek rozwoju kultury narodowej. W czasie II wojny światowej, oprócz
żydowskiego, na zniszczenie skazany był również Naród Polski. W 1939 roku dwa
totalitarne państwa Niemcy i ZSRS nie tylko chciały unicestwić polską
państwowość. Starano się zlikwidować również nasz Naród. Świadczą o tym
mordowanie polskiej inteligencji przez hitlerowców rozpoczęte już w 1939 roku,
czy też mord w Katyniu dokonany przez Sowietów w 1940 roku. Naród nasz przetrwał
II wojnę światową oraz totalitaryzm komunistyczny przede wszystkim dzięki
chrześcijańskiej kulturze i olbrzymiemu wsparciu Kościoła katolickiego
(przykład: postawa kardynała Stefana Wyszyńskiego). Możemy zatem śmiało
skonstatować, że obrona Narodu, jego praw i kultury powinny należeć do
podstawowych obowiązków polityki odrodzonego państwa polskiego. Wydaje się, że
taka powinna być również główna doktryna naszych działań na arenie
międzynarodowej.
Dostrzegalna różnica w reakcjach na wypadki na Białorusi
oraz na to, co dzieje się z mniejszością polską w innych krajach, wiele mówi o
współczesnej polityce polskiej. Ostre stawianie sprawy wobec Mińska niewiele
kosztuje nasze władze. W sumie atak na Łukaszenkę jest bardzo bezpieczny.
Prezydent Białorusi nie jest lubiany zasadniczo na Zachodzie, coraz gorzej widzi
się go także na Wschodzie. Być może dlatego działania polskich władz nakierowane
na obronę praw polskiej mniejszości są bardzo czytelne. Powinno chodzić o to,
aby w analogicznych sytuacjach reagować podobnie, bez względu na to, gdzie prawa
Polaków są łamane: na Białorusi, Ukrainie czy w Niemczech. W przeciwnym bowiem
razie można snuć podejrzenia, że nasze elity polityczne uwikłane są w zbyt wiele
międzynarodowych uzależnień, które blokują je w spełnianiu swych podstawowych
powinności wobec własnego Narodu.

Prof. Mieczysław Ryba

drukuj