Wzór dla polityków?

Zagrzewanie w moich dwóch poprzednich felietonach do przejęcia lub
wsparcia jeszcze w tym roku władzy prezydenckiej przez mędrca – ewentualnie
mędrców, zapewne natrafiło na wiele także intelektualnych oporów. Pierwszym z
nich może być żywa pamięć o doradztwie politycznym tych filozofów, którzy w
rozpowszechnionej świadomości społecznej zapisali się raczej jako doradzający
znanym złym władcom. Na wspomnienie imienia Nerona dzisiaj chyba wszystkim robi
się nieprzyjemnie.

Tymczasem akurat ten najbardziej ze wszystkich rzymskich cesarzy opanowany
szaleństwem otrzymał w swojej młodości za życiowego i naukowego doradcę Senekę,
najwybitniejszego przedstawiciela rzymskiego wydania filozofii stoickiej. Tego
złego wrażenia nie zaciera nawet powszechna wiedza, iż Neron skazał na śmierć
swojego nauczyciela i wychowawcę. Jeśli wychowanie jest dobre, to nie może
przynosić aż tak złych owoców, jak to widzimy w biografii szalonego cesarza,
wpędzonego w zbrodnie lękiem o władzę, sławę i używanie życia. Do dzisiaj zatem
wielu historyków szydzi z powodu zawodności pracy pedagogicznej Seneki,
oskarżając go wpierw o dwulicowość. Tak twierdzi np. jeden z najbardziej znanych
historyków starożytności greckiej i rzymskiej, który znakomicie sobie radził
także w PRL. Pisze on dzisiaj, iż doradca i nauczyciel Nerona sam miał poważne
problemy z małżeńską wiernością, co jakoby miało być jasne w karze zesłania pod
zarzutem cudzołóstwa, dzięki akcji legendarnej w rozpustności Messaliny. Jeśli
już w coś wierzyć tej „żonie” cesarza Klaudiusza, to z pewnością nie w jej
troskę o czystość małżeńską. Nic zatem dziwnego, że poważni historycy (np. nasz
Tadeusz Zieliński) uważają za niepoważny akurat ten zarzut pod adresem Seneki.
Nie on był odpowiedzialny za rozpustność Nerona.
Szkodę tej powadze
pedagogicznej i politycznej Seneki uczynili też niektórzy nowożytni gawędziarze
obwołani przez współczesnych im „pijarowców” jako nowi Senecy, jak to uczyniono
np. z Michelem Montaignem. Bezwstydne wyznanie tego ostatniego, iż od młodości
poddawał się rozmaitym „apetytom” seksualnym, z góry musi go wykluczać jako
spadkobiercę ducha rzymskiego filozofa, zawsze przecież zachwalającego seksualne
opanowanie, a nie rozwiązłość. Szkoda tylko, że nie tylko Montaigne, ale także
Neron z tej dobrej, bo rozumnej rady nie zechcieli skorzystać. Z tego powodu
„nowy Seneka” zachwalał w swoich esejach homoseksualne występki swojego władcy,
a Neron porzucił i zamordował uczciwą Oktawię dla rozpustnej i żądnej absolutnej
władzy Poppei.
Seneka nie ma nic wspólnego z tym obliczem swojego wychowanka.
Specjalistyczne czasopisma naukowe wyjaśniają także, iż nad wykształceniem i
charakterem Nerona pracowało jeszcze czterech innych wychowawców. Widać, że
pozostawiono nieletniemu uczniowi swobodę wyboru pomiędzy rozmaitymi życiowymi
opcjami zamiast wskazania na właściwość tylko jednej z nich. Najgorszym
przewodnikiem Nerona była wpierw jego matka Agrypina, która swoimi znanymi
politycznymi zbrodniami za czasów Klaudiusza (włącznie z zamordowaniem jego
samego) już przygotowała duszę swojego syna do takiego samego działania.
Korzystając z tego wzoru, również i ją zamordował, ale nieraz obciąża się tą
zbrodnią także Senekę. Według przywołanego już Tadeusza Zielińskiego (czołowego
w świecie historyka starożytności greckiej i rzymskiej), „sprawiedliwy sędzia
powinien uwzględnić konieczność w jego postępowaniu. Starał się hamować dzikie
zapędy swego wychowanka, póki mógł; kiedy to stało się niemożliwe, starał się
ratować jego legendę”. Z pewnością Seneka nie miał nic wspólnego z okrucieństwem
Nerona, skoro w jednym ze swoich listów ostro gani swojego przyjaciela za
przyglądanie się jatkom gladiatorów (i chrześcijan) w amfiteatrze.
Za
rozpustność Nerona trzeba także obwiniać adoptującego go cesarza Klaudiusza,
który nawet nie potrafił rozeznać rozpustności swojej Messaliny, chociaż inni o
tym doskonale wiedzieli. Natomiast Seneka w swoich listach zachwala nam zawsze i
konsekwentnie panowanie nad sobą w dziedzinie seksualnej. Nie zwalniał od tego
także małżonków, postulując, aby nie traktować własnej żony tak jakby była
prostytutką. Skoro żonie należna jest miłość, to powinno to być wyrażone
odpowiednim sposobem postępowania, czego nie zauważają niektórzy nam współcześni
doradcy „życia małżeńskiego”. Rację miał zatem Dante, umieszczając Senekę (w
„Boskiej komedii”) w gronie starożytnych sprawiedliwych, którzy nie doczekali
się przyjścia Chrystusa.

Marek Czachorowski

drukuj