Twardy materiał jest dla śledczych niedostępny
Z posłem Zbigniewem Wassermannem (PiS), członkiem sejmowej komisji
śledczej do spraw zbadania afery hazardowej, rozmawia Paweł Tunia
Jakie rozbieżności między zeznaniami polityków Platformy
Obywatelskiej a tymi składanymi przez byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego
wyłaniają się z dotychczasowych przesłuchań?
– Zasadnicze
rozbieżności występują między wersją pana premiera Donalda Tuska i pana
Kamińskiego. Te wersje – uzupełniane o zeznania Jacka Cichockiego, sekretarza
Kolegium ds. Służb Specjalnych – różnią się też od pozostałych. Należy je
doprecyzować. Uważam, że trzeba ponownie przesłuchać i pana Kamińskiego, i pana
Cichockiego na zamkniętych posiedzeniach, aby wyłowić te sprzeczności, co wymaga
spokojnej analizy.
Komisja przeprowadzi konfrontacje?
– Co do konfrontacji
premier Donald Tusk – Mariusz Kamiński to z wyjątkiem pana przewodniczącego
Mirosława Sekuły chyba nikt nie ma wątpliwości, że powinna ona zostać
przeprowadzona. Co do innych konfrontacji, wszystko zależy od wagi wydarzeń.
Według zeznań prokuratorskich Ryszarda Sobiesiaka, biznesmena z
branży hazardowej, do których miała dotrzeć „Rzeczpospolita”, to Marcin Rosół,
były szef gabinetu ministra sportu Mirosława Drzewieckiego, mógł być źródłem
przecieku o akcji CBA.
– Wpisuje się to dokładnie w wersję Mariusza
Kamińskiego, dość precyzyjnie przez niego uwiarygodnioną. W tym kierunku ja
prowadziłem przesłuchania wicepremiera Grzegorza Schetyny i premiera Tuska oraz
ministra Mirosława Drzewieckiego. Chodzi o spotkanie 19 sierpnia ub.r., na które
Drzewiecki został zaproszony przez premiera, wiedząc, w jakiej sprawie, a zatem
wiedząc, że chodzi o kwestię dopłat. Czyli z góry dostał sygnał, że coś
niepokojącego dzieje się w sprawie, w której on się dogadywał z Ryszardem
Sobiesiakiem i Janem Koskiem. Sytuacja, kiedy to później premier zaprasza na
rozmowę i Schetynę, i Drzewieckiego, a Drzewiecki u siebie w biurze w
ministerstwie robi alarm i każe przygotować dokumenty w związku z rozmową u pana
premiera, a w tych przygotowaniach bierze udział Rosół – świadczy o dużym
prawdopodobieństwie zaistnienia właśnie wówczas przecieku. Potwierdzałoby to
tezę, że ta wersja [z Rosołem – przyp. red.] jest bardzo prawdopodobna, a kto
wie, czy na dzisiaj nie najbardziej prawdopodobna.
Sprzeczności w zeznaniach między politykami PO a Sobiesiakiem dotyczą
nawet trwania ich znajomości. Sobiesiak miał powiedzieć, że zna Drzewieckiego i
Schetynę od 20 lat, a Schetyna mówił przed komisją, że zna Sobiesiaka od 2003
roku. Drzewiecki zeznał natomiast, że poznał Sobiesiaka dziesięć lat
temu.
– Myślę, że gdybyśmy dzisiaj porównali zeznania tych panów, to
znaleźlibyśmy sporo tego typu sprzeczności, ale szaleńczo prowadzone prace
komisji nam to uniemożliwiają. Po każdym dniu przesłuchania powinniśmy mieć
możliwość otrzymać co najmniej jeden dzień na przeanalizowanie nowych materiałów
czy zapoznanie się ze starymi. Wtedy mógłbym spokojnie porównać treść zeznań
tych świadków. Wówczas niepotrzebny mi jest artykuł w gazecie w celu wykazania,
że ich zeznania różnią się w wielu miejscach.
Różnice w zeznaniach są
istotne, bo taka sytuacja to powód do myślenia, że mamy do czynienia z
zeznaniami nieprawdziwymi i ktoś kłamie, jeśli o tym samym fakcie mówi inaczej.
Tyle tylko, że przewodniczący Sekuła tak prowadzi komisję, iż nie ma szans na
to, aby zapoznać się z aktami prokuratorskimi, bo albo mamy czas w sobotę i
niedzielę, a wtedy jesteśmy w domu, a nie w Warszawie, albo też w ciągu tygodnia
pracujemy w Sejmie od 9.00 do 21.00, a nie możemy tych materiałów ani wynieść z
komisji, ani skopiować, bo nie wolno tego zrobić. Jesteśmy sparaliżowani i w
wielu wypadkach nasze przesłuchania to są przesłuchania-farsy polegające na
zadawaniu pytań: „Co pan wie w tej sprawie…?” albo „Co pan powiedział
dziennikarzowi…?”, a twardy materiał jest dla nas w ogóle niedostępny. To jest
dramat prac tej komisji.
W czwartek przed komisją ma się stawić Ryszard Sobiesiak, bardzo
ważny świadek. O co będzie pytany?
– Istnieje ogromna liczba
wydarzeń, co do których powinny paść pytania. Widać, że te dotychczasowe relacje
są niespójne i w pewnej części nieprawdziwe – musimy właśnie wyjaśnić, w jakiej.
Myślę, że po przesłuchaniu Sobiesiaka będziemy mogli porównać jego zeznania z
tymi, które złożył wcześniej Drzewiecki.
Komisja będzie miała czas na takie analizy?
– Premier
Tusk publicznie się do tego zobowiązał, w momencie kiedy zaczął się chwalić, że
w pełni robi wszystko, aby wyjaśnić aferę. Powiedziałem mu, co robi
przewodniczący komisji, co robią inni, żeby storpedować tę możliwość. Widziałem
– a chyba nie udawał – że okazał ogromne zaskoczenie tą sytuacją i na moje
nalegania publicznie się zobowiązał, że to, co może, to zrobi, aby komisja
przestała szaleńczo i wariacko pracować.
Zeznania świadków są pełne?
– Stosunkowo wyczerpująco był
przesłuchany premier Tusk, wyczerpująco Mariusz Kamiński i minister Jacek
Cichocki, natomiast przesłuchania Mirosława Drzewieckiego, Zbigniewa
Chlebowskiego, Adama Szejnfelda i Grzegorza Schetyny to była farsa. Dlatego że
nie mieliśmy dostępu do dokumentów, które w dużej części były pod ręką, ale nie
mogliśmy z nich korzystać, ponieważ za późno zostały nam udostępnione i na
krótki czas. Zeznania układają się w logiczne związki. Wiedza tych ludzi wpływa
na możliwość dokonania ustaleń u następnych ważniejszych świadków. Myśmy tej
szansy nie mieli. Praca musi wyglądać tak, że dostajemy podpisany przez świadka
protokół, który staje się dokumentem i dowodem, i taki dowód możemy porównać z
innymi dowodami, stwierdzić ewentualne różnice. Wtedy można dobrać odpowiednie
sposoby działania i podjąć decyzję, czy będziemy konfrontować, czy będziemy
zawiadamiać prokuraturę o możliwości złożenia fałszywych zeznań.
Dziękuję za rozmowę.
