Takie plany muszą istnieć
Gen. bryg. prof. Stanisław Koziej, teoretyk wojskowości, były wiceminister obrony narodowej, wykładowca na Wydziale Strategiczno-Obronnym AON:
Takie plany, zwane „ewentualnościowymi”, od zawsze w NATO istnieją i są na bieżąco opracowywane. W przypadku planów dotyczących obrony państw bałtyckich trzeba przyznać, iż trwa to stosunkowo długo. A co w nich jest? Przede wszystkim różne scenariusze możliwego rozwoju sytuacji, czyli jakie mogą być zagrożenia na danym kierunku i sposoby, jak na nie reagować. Uwzględnia się wówczas siły danego państwa i ewentualne przerzuty wojsk sojuszniczych.
Są to jednak zawsze dokumenty o najwyższej klauzuli tajności, operacyjne, a ich treść nie jest nigdy ujawniana. NATO nie informuje publicznie, czy taki plan na danym kierunku został już opracowany, czy może trwają nad nim prace ani kiedy zostaną one zakończone. Są to czynności operacyjne, o których ze względów oczywistych publicznie się nie informuje. I dlatego dociera do nas stosunkowo mało informacji na ten temat, a jeśli już docierają, to są bardzo skąpe, tak jak w tym przypadku.
Nie jest jednak żadną tajemnicą, że każde państwo je posiada. Także protestująca w tym wypadku Rosja posiada dokumenty odnośnie do zagrożeń, które na jej granicach mogą się pojawić. Nikt jednak zbyt głośno o nich nie mówi, ponieważ są to sprawy, które mogą być wykorzystane w wojnie propagandowej, wojnie informacyjnej czy stosunkach dyplomatycznych między jedną a drugą stroną.
not. ŁS
