Czy nauka i religia są rzeczywiście wrogami
Tematem, na który często schodzę w rozmowach z przyjaciółmi i znajomymi, jest pozorny konflikt pomiędzy religią i nauką. Zaskakująco wiele osób uważa, że tych dwóch potężnych sił istniejących w naszym społeczeństwie nie da się ze sobą pogodzić. Niektórzy nawet twierdzą, iż zachodzi między nimi wewnętrzny konflikt.
Kiedy ktoś się dowiaduje, że jestem naukowcem, a jednocześnie księdzem katolickim, często z niedowierzaniem pyta: „Jak to możliwe?”. Choć osobie postronnej może się wydawać, że nauka i religia rywalizują ze sobą w odniesieniu do tych samych zagadnień, to w rzeczywistości wcale tak nie jest.
Już pod koniec XVI wieku słynny kardynał Cezary Baroniusz zauważył, iż religia uczy nas, „jak dojść do nieba, a nie jak chodzi niebo”. Dla odmiany nauka wyjaśnia zjawiska fizyczne zachodzące w świecie i właśnie „jak chodzi niebo”. Ta prosta, ale ważna różnica, która później znalazła się w pismach Galileusza, przypomina nam o tym, że nauka i religia są obiektywnie niesprzeczne, bo mają odrębne dziedziny, które się ze sobą nie pokrywają.
Ale nawet jeśli ich dziedziny są od siebie różne, to nauka i religia mogą i muszą prowadzić dialog. Zauważył to już Albert Einstein, czyniąc swą słynną uwagę: „Nauka bez religii jest kulawa; religia bez nauki jest ślepa”. Nauka i religia potrzebują siebie nawzajem i muszą ze sobą współpracować. Papież Jan Paweł II potwierdził tę fundamentalną prawdę, mówiąc: „Nauka może oczyścić religię z błędów i przesądów. Religia może oczyścić naukę z idolatrii i fałszywych absolutów”.
To zadanie współpracy i oczyszczania nie jest jednak łatwe w sytuacji wzajemnych powątpiewań, podejrzeń i wrogości. Jednym z powodów tej wrogości jest to, że religia często oczyszcza naukę, nalegając na pierwszeństwo etyki. Wielu naukowców niechętnie przyznaje, że interesom ludzkości służy się prawdziwie jedynie wtedy, gdy wiedzę naukową łączy się z prawym sumieniem, a odkrycia naukowe przecedza przez sito etyki.
Ten rozbuchany konflikt pomiędzy religią a nauką w rzeczywistości okazuje się konfliktem pomiędzy ludźmi nauki i ludźmi religii, a nie pomiędzy samą nauką i samą religią. Przyparci do muru niektórzy naukowcy mogą się czuć nieswojo, spostrzegając, że nauka nie może adekwatnie poradzić sobie z zagadnieniami dotyczącymi wartości lub znaleźć odpowiedzi na podstawowe pytania, o których traktuje religia. Ludzie wiary mogą odczuwać podobne zagrożenie, kiedy ostatecznie muszą przyznać, że Biblia to nie podręcznik naukowy.
Dalszym wytłumaczeniem podejrzeń pomiędzy naukowcami i ludźmi wiary może być zła wola generowana poprzez hałaśliwą mniejszość naukowców, którzy sugerują, że religia wpływa „osłabiająco” na umysł lub też że mężczyźni i kobiety wierzący „nie muszą wysilać szarych komórek”, postępując według religijnych dogmatów i niezłomnych zasad etycznych. W rzeczywistości jest jednak na odwrót. Prawdziwa religia, jak i dobra nauka zachęcają do bardziej wyważonego, racjonalnego działania i bardziej uporządkowanej refleksji, gdyż skłaniają do myślenia o stworzonym świecie, którego jesteśmy częścią. Niepodważalne dogmaty religijne czy też niezłomne zasady etyczne nie zduszają myślenia – na takiej samej zasadzie, jak niepodważalne definicje i niezmienialne wzory geometryczne nie tłumią myślenia studenta geometrii. Zasady geometrii nie zmniejszają „wysiłku naszych szarych komórek”, lecz wręcz przeciwnie – pomagają nam rozumować w sposób bardziej poukładany, przekazując nam kategorie, których potrzebujemy, żeby zagłębić się w tę gałąź matematyki. Podobnie dogmaty religijne i rzetelne nauczanie etyczne zapewniają nam te kategorie, których potrzebujemy, aby w sposób rozsądny podjąć dyskusję na temat kwestii ostatecznych, w obliczu których staje każdy z nas, czyli zagadnień dotyczących celowości, moralności i ludzkiego przeznaczenia. Religia, jak wyraził to Gilbert Keith Chesterton, nigdy nie jest „uwięzieniem myśli, lecz jej płodną podstawą i ciągłą wobec niej prowokacją”.
Wyjście poza wzajemne podejrzenia powstałe pomiędzy naukowcami a ludźmi wiary jest więc pierwszym krokiem potrzebnym do tego, aby zobaczyć, że religia i nauka wcale nie są wrogami. Te dwie dziedziny są w stanie nie tylko pokojowo współistnieć, ale w osobie naukowca religia i nauka mogą się ze sobą połączyć i wzajemnie się wzmacniać. Wybitny astronom i matematyk Jan Kepler, który jako pierwszy obliczył eliptyczne orbity planet, ujął to chyba najtrafniej, pisząc: „Głównym celem wszystkich dochodzeń na temat świata zewnętrznego powinno być odkrycie panującego w nim racjonalnego porządku i harmonii, nadanych mu przez Boga, a nam objawionych za pomocą języka matematyki”.
Owo źródło racjonalności, którym jest sam Bóg, powinno być źródłem nieustannego zachwytu dla każdego z nas, tak jak w przypadku Einsteina, który rozmyślał: „Najbardziej niepojętą cechą tego świata jest to, że da się go pojąć”.
Ks. dr Tadeusz Pacholczyk otrzymał doktorat w dziedzinie neurologii na Yale University i kontynuował pracę naukową na Harvardzie. Jest kapłanem diecezji w Fall River (Massachusetts) oraz dyrektorem do spraw nauczania i oświaty w Narodowym Katolickim Ośrodku Bioetycznym (National Catholic Bioethics Center) w Filadelfii. Zob.
www.ncbcenter.org
