Koniec z polityką przymykania oczu

Polska powinna dawać do zrozumienia Ukrainie, że działania szowinistów gloryfikujących zbrodniarzy UPA nie zyskają akceptacji z naszej strony i w żaden sposób nie będą tolerowane. Również Ukraina powinna sobie odpowiedzieć na pytanie, czy na tamtejszej scenie politycznej jest miejsce dla tego typu ugrupowań – uważa Ewa Siemaszko, badacz zbrodni nacjonalistów ukraińskich na Kresach II Rzeczypospolitej. To odpowiedź na reakcje szowinistycznych środowisk na Ukrainie oburzonych rezolucją Sejmiku Województwa Podkarpackiego w sprawie upamiętnienia ofiar ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA.

Jak już informowaliśmy, radni w przyjętej podczas ostatniej w 2009 r. sesji sejmiku rezolucji oddali cześć Polakom i obywatelom II RP innych narodowości pomordowanym przez zbrodniarzy wywodzących się z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii. Potępiając zbrodniarzy – autorów ludobójstwa, wyrazili zarazem wdzięczność tym Ukraińcom, którzy z narażeniem życia nieśli pomoc polskim sąsiadom. W uzasadnieniu stwierdzono, że dalsze przymykanie oczu na problem narastania tendencji szowinistycznych wśród niektórych środowisk ukraińskich zachęca je do coraz bardziej agresywnych zachowań.

W odpowiedzi wołyński oddział ukraińskiej szowinistycznej partii Swoboda ostro zaprotestował, uznając, że Polacy nie mają prawa decydować, kto na „odwiecznie ukraińskich terytoriach” jest dla nich bohaterem, a kto zbrodniarzem.


Ludobójstwo bez przedawnienia


– Takie nerwowe ruchy świadczą tylko o obawie tych środowisk przed historyczną prawdą, a także o zaciekłości i wrogości wobec Polski – uważa Stanisław Szarzyński, członek zarządu Światowego Kongresu Kresowian. Jego zdaniem, takie zachowania są niezrozumiałe dla współczesnej Europy, gdzie akty ludobójstwa nie ulegają przedawnieniu. – Nikt nie może nam nakazać zapomnieć o naszych rodakach, ale także o Żydach czy nawet Ukraińcach, którzy zginęli z rąk zbrodniarzy UPA. Dziś we Lwowie dzień i noc pilnuje się pomnika Bandery, co świadczy o tym, że nie wszystkim Ukraińcom podoba się gloryfikacja UPA – zauważa Szarzyński.

Przedstawiciel Kresowian sądzi, że odradzający się z coraz większą siłą szowinizm ukraiński jest m.in. efektem bierności polskich władz i poprawności politycznej, a wręcz uległości wobec ukraińskich zachowań wrogich Polsce.

– Osobiście znam Polaków, którzy chcieliby w jakiś sposób wyróżnić Ukraińców, którzy w czasie mordów uchronili ich przed zagładą. Niestety, ukraińscy bohaterowie boją się przyjęcia tych honorów z uwagi na możliwość odwetu ze strony nacjonalistycznych środowisk – dodaje Szarzyński.

Czy podobną rezolucję przyjmą radni Przemyśla? – Rokrocznie w czerwcu odbywają się uroczystości (Panachyda) na cmentarzu wojskowym w Pikulicach na obrzeżach Przemyśla, gdzie spoczywają żołnierze armii Ukraińskiej Republiki Ludowej oraz Ukraińskiej Armii Galicyjskiej. W tym czasie w Przemyślu organizowany jest przemarsz Ukraińców, m.in. w mundurach galowych UPA oraz z flagami banderowskimi. Bulwersuje to mieszkańców miasta, a także obraża uczucia Kresowian. Na takie zachowania nie może być przyzwolenia – zaznacza członek zarządu Światowego Kongresu Kresowian.

Przypomnijmy, że również w Pawłokomie k. Przemyśla, gdzie w 2006 r. z udziałem prezydentów Polski i Ukrainy Lecha Kaczyńskiego i Wiktora Juszczenki odbyły się uroczystości upamiętniające polskich i ukraińskich mieszkańców, ofiary tragedii z 1945 roku, kombatanci UPA paradowali w strojach galowych z proporcami bez żadnych przeszkód.


Milczenie rozzuchwala szowinistów


W ocenie Ewy Siemaszko, współautorki monumentalnej monografii „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945”, reakcja ukraińskiej szowinistycznej partii Swoboda nie jest odosobniona. Pierwsze wrogie gesty pojawiły się już w lipcu 2009 roku, kiedy Sejm RP potępił zbrodnie nacjonalistów ukraińskich. Za tą długo oczekiwaną uchwałą poszły akty na niższych szczeblach administracji samorządowej i państwowej. To z kolei musiało zbulwersować środowiska szowinistyczne, burząc im lansowany od lat „szlachetny” wizerunek upowców. – W tej sytuacji ta nerwowa reakcja jest zrozumiała. Skoro nacjonaliści dążą za wszelką cenę do heroizacji UPA, która na dużą skalę odbywa się na terenach zachodniej Ukrainy, wkracza w centrum, a nawet – choć niezbyt udanie – próbuje wejść na tereny wschodniej Ukrainy, gdzie spotyka się ze zdecydowanym odporem, to trudno się dziwić, że niepokój nacjonalistów budzi postawa Polski, która jeszcze do niedawna milczała zupełnie – uważa Ewa Siemaszko. Postanowienia, w tym Sejmiku Województwa Podkarpackiego, które jednoznacznie określają stosunek Polski i Polaków do UPA, są niezbędne do ułożenia prawidłowych stosunków pomiędzy Polską a Ukrainą. – Skrajne, szowinistyczne środowiska ukraińskie nie są większością. Przewaga Ukraińców nie identyfikuje się z takimi ugrupowaniami. One są oczywiście bardzo hałaśliwe, a nawet agresywne, i tym bardziej Polska powinna dawać do zrozumienia Ukrainie i jej najwyższym władzom, że tego typu działania nie mogą i nie będą mieć naszej akceptacji. Milczące przyzwolenie, z jakim jeszcze do niedawna mieliśmy do czynienia ze strony polskich władz, rozzuchwala, mało tego – utwierdza szowinistyczne środowiska w słuszności tego, co robią. Tymczasem w Europie, gdzie tak wiele się mówi o przestrzeganiu praw człowieka, takie zachowania nie mogą mieć miejsca – argumentuje Ewa Siemaszko.

Rezolucja Sejmiku Województwa Podkarpackiego wywołała agresję ze strony ukraińskich nacjonalistów. Zapowiedzieli oni, iż będą domagać się reakcji od władz Ukrainy, a ze strony Rady Obwodu Wołyńskiego przyjęcia uchwały z żądaniem publicznych przeprosin ze strony polskiej. Tymczasem historyk Andrzej Zapałowski, prezes Podkarpackiej Ligi Samorządowej i poseł poprzedniej kadencji do Parlamentu Europejskiego, jest przekonany, że rezolucja ta była bardzo potrzebna zwłaszcza na Podkarpaciu, gdzie od kilkunastu lat mamy do czynienia z aktywizacją części środowisk ukraińskich, które na grunt Polski przenoszą promowanie struktur OUN-UPA. – Dotychczasowe doświadczenia pokazywały, że władze Podkarpacia, zarówno samorządowe, jak i administracji państwowej, starają się nie zauważać problemu, mało tego – w większości uciekają przed nim, tłumacząc to dobrosąsiedzkimi stosunkami. Tymczasem władze ukraińskie nie tylko nie starają się hamować zapędów środowisk szowinistycznych dotyczących OUN-UPA, ale wprost prowokują władze polskie czy reaktywują prawdę historyczną – stwierdza Zapałowski. W jego przekonaniu, rezolucja radnych wojewódzkich to bardzo wyraźny sygnał władz Podkarpacia, że kończy się czas przymykania oczu na prowokowanie przez władze samorządowe zachodniej Ukrainy zachowań wrogich Polsce i Polakom.

Ogółem zbrodniarze OUN-UPA na dawnych Kresach Rzeczypospolitej zamordowali w latach 40. XX w. nawet dwieście tysięcy Polaków, w tym kobiety, dzieci i starców.


Mariusz Kamieniecki
drukuj