By cierpiący nie pozostawał sam
Z dr. Markiem Krobickim, dyrektorem Szpitala Zakonu Bonifratrów św. Jana Grandego w Krakowie, rozmawia Małgorzata Bochenek
W Polsce jest zbyt mało kapelanów, czy powstająca Szkoła Kapelanii zwiększy ich liczbę?
– Niestety, w wielu szpitalach jest tylko jeden kapelan. On przede wszystkim musi dotrzeć do chorych ze świętymi sakramentami i zazwyczaj nie ma zbyt dużo czasu na rozmowę z pacjentem czy z jego najbliższymi. To, pomimo wielu przykładów wspaniałych kapłanów kapelanów, smutny obraz. Jednak nie miejmy złudzeń, że jedynie dzięki tej szkole możemy przygotować więcej kapłanów do tak wyjątkowej służby. Jest to trudne, zważywszy choćby na spadek liczby powołań oraz szczególnie trudny charakter posługi kapelana. Dlatego musimy jeszcze większą troską otaczać tych, którzy podejmują duszpasterstwo wśród chorych. Niestety, bardzo często bywa tak, że nie własny wybór decyduje o staniu się kapelanem, że to szczególne zadanie zostaje narzucone. W tym sensie szkoła na pewno pomoże tym, którym przyjdzie się zmierzyć z tak trudnym doświadczeniem duszpasterskim, jakim jest trwanie przy łóżku chorego i jego rodzinie patrzącej na odchodzenie najbliższej osoby.
Trzeba również pamiętać, że kapelani pełnią swoją posługę nie tylko w szpitalach, ale również w hospicjach czy ośrodkach pomocy społecznej, a każdy ksiądz w parafii, będąc proszonym do chorego leżącego w domu, również powinien posiadać minimum wiedzy na temat, jak pomóc rodzinie w traumatycznych dla niej chwilach.
Idea stworzenia nowej ścieżki edukacyjnej dla kapelanów zrodziła się z doświadczeń zakonu bonifraterskiego…
– Przystąpiliśmy do tej inicjatywy w momencie, kiedy świętujemy 400-lecie obecności Dobrych Braci w Polsce. Obchodzimy roczny jubileusz, który zainaugurowaliśmy w marcu bieżącego roku, a zakończymy w marcu roku przyszłego. Zatem z jednej strony tworząca się szkoła to wynik doświadczeń zakonu, a z drugiej – mamy nadzieję – jeden z owoców jubileuszu. Po wielu rozmowach doszliśmy do wniosku, że należy stworzyć ścieżkę edukacyjną, w ramach której już pracujący kapelani mogliby zdobyć dodatkową wiedzę. Jednak tę wiedzę otrzymaliby również ci, którzy zapragną być kapelanami, którzy myślą, aby swoją kapłańską posługę realizować także – a może przede wszystkim – przy łóżku chorego. Szkoła służyłaby także innym osobom konsekrowanym i świeckim.
Dyskusję nad kształtem takiego ośrodka edukacyjnego rozpoczęto konferencją, która odbyła się w krakowskich Łagiewnikach…
– Tak. Marcowe sympozjum zmieniło trochę nasze patrzenie na formę szkoły dla kapelanów. Ksiądz biskup José Luis Redrado Marchite z zakonu bonifratrów, sekretarz Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, zwrócił uwagę, iż szkołą nie zintensyfikujmy powołań księży. Wskazał, że należy dążyć do tworzenia zespołów duszpasterskich służby zdrowia, które będą funkcjonować w szpitalach. Zespoły te nie muszą składać się wyłącznie z kapłanów, ale mogą je tworzyć również inne osoby konsekrowane, siostry czy bracia zakonni, osoby świeckie, wolontariusze. Dlatego też nie mówimy już o szkole dla kapelanów, ale o Szkole Kapelanii św. Jana Bożego, bo właśnie tak chcemy tę szkołę nazwać. Zatem proponowaną formułę edukacyjną pragniemy skierować nie tylko do kapelanów, ale także do tych, którzy w przyszłości mogliby uczestniczyć w zespołach duszpasterskich oddanych służbie choremu.
Był taki plan, aby w ciągu roku dyskusji wypracować kształt tej szkoły, a nawet więcej, by na zakończenie jubileuszu, w marcu 2010 roku, mogła ona zainaugurować swoją działalność.
Zatem na jakim etapie są prowadzone prace?
– Jesteśmy po dwóch spotkaniach rady programowej, mamy nadzieję, że będzie możliwa kooperacja z Papieskim Uniwersytetem Jana Pawła II w Krakowie. Nie możemy jedynie myśleć o wyszkoleniu zespołów do posługi, trzeba też stworzyć dobrą atmosferę w środowisku medycznym, aby w przyszłości absolwenci kapelanii stawali się partnerami w rozmowach na temat prowadzenia terapii u pacjentów. Szkoła byłaby wsparciem dla duszpasterzy w ich wiedzy, jak również służyłaby szkoleniu ludzi, którzy mogliby być ich asystentami pastoralnymi.
Gdzie będzie się mieścić kapelania?
– Na razie nie znamy jeszcze szczegółów. Trzeba najpierw zbudować program edukacyjny. Czas kształcenia obejmowałby trzy lub cztery semestry, miałby formę studiów podyplomowych. Chcielibyśmy tak zaplanować ścieżkę edukacyjną, by dyplom szkoły był honorowany przez izby lekarskie, izby pielęgniarskie, czyli te gremia, które są partnerem we wspólnym prowadzeniu terapii chorego.
Kapelanię tworzyłby zakon bonifratrów we współpracy z krakowskim uniwersytetem papieskim. Jednak władze zakonne są jeszcze przed rozmowami z władzami uniwersytetu, które zarysują precyzyjniej pola współpracy.
Czy uda się osiągnąć cel już w marcu?
– Na przeszkodzie mogą stanąć procedury, które trzeba pokonać, aby w sposób formalny powołać taką placówkę szkolnictwa wyższego. Konieczne jest również podjęcie działań zmierzających do ukazania rangi szpitalnych kapelanów. Niestety, w Polsce prestiż tej posługi nie jest wysoki. A przecież bycie przy łóżku chorego to jak stanie na granicy nieba i ziemi.
Dziękuję za rozmowę.
