Druzicka? Nie mam sobie nic do zarzucenia

Z Pawłem Wypychem, ministrem w Kancelarii Prezydenta, rozmawia Maria S. Jasita



„Nasz Dziennik” opisał sprawę Katarzyny Druzickiej, która od kilku lat bezskutecznie walczy z sądem o odzyskanie córeczki zabranej do domu dziecka. Zna Pan jej historię?

– Czytałem ten artykuł.

Co Pan sądzi o tej sprawie?

– Tutaj problem jest w decyzji sądu, a sądy w Polsce są niezawisłe. Wydaje mi się, że skoro ta Pani tak bardzo stara się o odzyskanie dziecka, to należałoby zrobić wszystko, żeby taką możliwość miała. Oczywiście jest tutaj problem warunków mieszkaniowych. Są więc dwie kwestie do rozwiązania. Po pierwsze, czy gmina jest w stanie wywiązać się ze swoich zadań i zapewnić lokal socjalny albo komunalny dla tej pani i jej dziecka. Po drugie, czy ta pani ma realną szansę we własnym zakresie takie mieszkanie sobie zapewnić. Myślę, że to może być dla niej zdecydowanie trudniejsze. Jednak na pewno z punktu widzenia dobra i tej matki, i tego dziecka kwestia biedy nie może być jedynym czynnikiem powodującym, że dziecko przebywa w placówce.

Kancelaria Prezydenta zamierza w jakiś konkretny sposób pomóc pani Druzickiej?

– Problem polega na tym, że Kancelaria Prezydenta w żaden konkretny sposób pomóc nie może, ponieważ jeśli chodzi o kwestię podziału kompetencyjnego, to decyzje sądu są niezawisłe. W związku z tym nie mamy prawa na nie wpływać. Możemy tylko i wyłącznie wyrażać swoją opinię, ale nie wolno nam rekomendować sądowi podjęcia tej czy innej formy orzeczenia. Poza tym, jak rozumiem, jedyną przeszkodą są kwestie lokalowe – to też nie jest sprawa Kancelarii Prezydenta. Tym się zajmuje samorząd.

W 2000 r. był Pan dyrektorem Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie. I to właśnie Pana podpis widnieje pod wnioskiem o przekazanie trzyletniej wówczas Natalii do domu dziecka. Nie miał Pan żadnych wątpliwości?

– Proszę przeczytać, jakie są kompetencje Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. W Polsce o umieszczeniu dziecka w placówce decyduje sąd rodzinny i opiekuńczy – żaden urzędnik, nawet ja. W związku z reformą administracji z 1999 roku po powstaniu powiatów, jedyną zmienną jest to, że przedtem sąd, wydając orzeczenie o umieszczeniu dziecka w domu dziecka, wskazywał, iż ma być to placówka nr 1 przy ulicy X. Natomiast po wejściu w życie reformy administracyjnej sąd decydował tylko i wyłącznie o umieszczeniu dziecka w placówce. Natomiast rolą Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie było – i do dziś jest – wydanie decyzji administracyjnej o umieszczeniu dziecka w konkretnym miejscu. Na podstawie wyroku sądu kierownik PCPR decyduje, czy to ma być dom dziecka nr 1 czy nr 3, po pierwsze – kierując się możliwościami w zakresie wolnych miejsc, po drugie – również kwestią ewentualnego wsparcia dla rodziny czy pracy z nią. Z artykułu wiem, że siostry dość dobrze współpracują z tą matką. Zatem jeszcze raz powtórzę: rola kierownika PCPR – w tym wypadku moja i mojego podpisu – sprowadza się tylko i wyłącznie do wykonania wyroku sądowego. To musiałby być kraj niemający nic wspólnego z demokracją, gdyby to urzędnicy decydowali o odebraniu komuś dziecka.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj