Rząd handluje emisjami
Czy dotychczasowe porażki klimatyczne nauczyły czegoś rząd Donalda Tuska? Wygląda na to, że nie. Premier wystawia na sprzedaż nie tylko kluczowe przedsiębiorstwa, ale wziął się też za „handel” emisjami dwutlenku węgla. Z jakim skutkiem? Suwerenność gospodarcza Polski może mocno ucierpieć.
Premier Donald Tusk wynegocjował 9 listopada umowę z premierem José Luisem Zapatero na sprzedaż Hiszpanii polskich limitów redukcji emisji dwutlenku węgla do atmosfery na sumę 25 milionów euro. Rząd zamierza zawrzeć kolejne tego rodzaju umowy z innymi państwami, w tym z Irlandią, na kwotę 15 milionów euro.
Polska na plusie
Polska odniosła niewątpliwy sukces co do redukcji dwutlenku węgla, z dużą nawiązką wypełniając zobowiązania wynikające z protokołu z Kioto. Mieliśmy bowiem obniżyć emisję o 6 proc. w stosunku do roku bazowego, a ostatecznie redukcja wyniosła 32 procent. Daje to ponad 500 milionów ton CO2 do dyspozycji Polski w okresie rozliczeniowym 2008-2012. Nawiasem mówiąc, limit ten mogliśmy powiększyć nawet o 40 milionów ton rocznie, włączając w rozliczenie zobowiązań redukcyjnych pochłanianie dwutlenku węgla przez lasy. Niestety, nie skorzystaliśmy z tej szansy. Co więcej, przyjęta przez Sejm ustawa o handlu emisjami przewiduje, że jednostki pochłaniania przez polskie lasy mogą być wykorzystane przez pozostałe państwa Unii Europejskiej. Zgodnie z protokołem z Kioto, „zaoszczędzone” 500 mln ton CO2 możemy zużyć na wzrost produkcji przemysłowej w Polsce w latach 2008-2012. Możemy też je sprzedać, co właśnie rozpoczął rząd Donalda Tuska.
Hiszpania i Irlandia na minusie
W świetle protokołu z Kioto Hiszpania i Irlandia nie wypełniają swoich zobowiązań w zakresie redukcji dwutlenku węgla. Hiszpania zamiast zredukować emisję o 8 proc., zwiększyła ją w stosunku do roku bazowego o ponad 45 procent. Aby wypełnić swoje zobowiązania, musi więc dokupić 700 mln ton jednostek redukcji emisji. Podobnie wygląda sytuacja w Irlandii, która zamiast zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych o 8 proc., powiększyła ją o kilkadziesiąt procent. W przypadku tych państw wzrost emisji związany był z przyspieszonym rozwojem gospodarczym wynikającym m.in. z uzyskania funduszy pomocowych UE w ostatnich latach.
Czy warto sprzedawać prawa do emisji?
Odpowiedź na tak postawione pytanie jest niezwykle istotna. Sprzedaż może być korzystna pod warunkiem, że za jedną tonę redukcji emisji uzyskamy taką cenę, iż będzie się nam bardziej opłacało ją sprzedać, niż zużyć w celu rozwoju gospodarczego. Musimy pamiętać, że podobnie jak uprzednio Hiszpania i Irlandia, tak obecnie Polska korzysta z funduszy unijnych. Należy się zatem spodziewać wzrostu emisji w naszym kraju. Sprzedaż obecnie posiadanych jednostek redukcji może więc być hamulcem rozwoju gospodarczego i stwarzać trudności w wykorzystaniu przyobiecanych środków unijnych. Koszty aż trudno oszacować. Może się bowiem okazać, że zyskujemy miliony ze sprzedaży, a tracimy miliardy z powodu braku możliwości rozwoju gospodarczego.
Niestety, pytanie o cenę sprzedanej jednej tony redukcji emisji pozostaje bez odpowiedzi. Rząd milczy jak zaklęty, zasłaniając się negocjacjami z innymi państwami, które są zainteresowane zakupem. Według europejskiego systemu handlu emisjami (www.pointcarbon.com), cena jednej tony redukcji emisji CO2 wynosiła, według stanu na 11 listopada, 13,56 euro za tonę. Cena ta ostatnio spadła, co spowodowane jest prawdopodobnie tym, że Polska wygrała w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości proces z Komisją Europejską o przyznany limit redukcji emisji na lata 2008-2012 w ramach KPRU II (Krajowego Planu Uprawnień do Emisji). Proces z KE rozpoczął rząd Prawa i Sprawiedliwości – Polska wnioskowała o zgodę na 284,6 mln ton rocznej emisji na produkcję energii elektrycznej, ciepła, stali, cementu, papieru i szkła, podczas gdy Komisja Europejska przyznała nam 208,5 mln ton. Gdyby Polska nie wygrała w ETS, ceny energii w naszym kraju wzrosłyby jeszcze bardziej niż obecnie, co każdego z nas uderzyłoby po kieszeni.
Sprawa ceny sprzedaży jednej tony redukcji emisji CO2 jest ważna także z innego powodu. W ramach tzw. pakietu klimatyczno-energetycznego wynegocjowanego przez obecny rząd Polska zobowiązała się do redukcji emisji poprzez wychwytywanie i magazynowanie dwutlenku węgla w pokładach geologicznych. Możemy więc wprowadzać dwutlenek węgla w pokłady geologiczne zgodnie z technologią CCS, według Ministerstwa Gospodarki, koszt zatłaczania jednej tony będzie się wahać w granicach od 30 do 100 euro za tonę. Wynegocjowana cena, jak i sam fakt sprzedaży wydają się być również ważne z tego powodu, że na forum Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej nie podjęto jeszcze decyzji co do losu jednostek zaoszczędzonej redukcji emisji po roku 2012, a więc po wygaśnięciu protokołu z Kioto. Według planów ministra środowiska za rządów PiS, decyzja taka miała zapaść podczas 14. Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej w Poznaniu w 2008 r., a jednostki zaoszczędzonej emisji w latach 2008-2012 w przypadku niewykorzystania w tym okresie miały przejść na lata następne. Z powodów zmiany rządu w Polsce w listopadzie 2007 r. i braku zarówno wiedzy, jak i woli politycznej nowego gabinetu nie doszło do żadnych konkretnych ustaleń w Poznaniu. Decyzje mają zapaść w grudniu 2009 r. na 15. Konferencji Stron w Kopenhadze. W tej sytuacji możemy jedynie mieć nadzieję, że rząd Donalda Tuska panuje nad sytuacją, a decyzja o pospiesznej sprzedaży jednostek emisji przed Kopenhagą i wynegocjowana cena opierają się na głębokich analizach gospodarczych, ujmujących chociażby nasze zobowiązania wynikające z pakietu klimatyczno-energetycznego. Mało rozsądna bowiem byłaby sprzedaż zapasów jednostek CO2 tylko po to, aby później słono płacić za redukcję poprzez stosowanie technologii CCS.
Ważne są warunki sprzedaży
Zgodnie z protokołem z Kioto pieniądze uzyskane ze sprzedaży jednostek redukcji emisji powinny być przeznaczone na tzw. zielone inwestycje. Ważne jest więc, o jakie inwestycje chodzi i jakie warunki w tym zakresie zostały wynegocjowane między Polską i Hiszpanią. Nic nie słychać na ten temat. Miejmy nadzieję, że inwestycje te będą służyły polskiej gospodarce i tworzeniu miejsc pracy na terenach wiejskich, a nie drenowaniu naszego rynku i wspomaganiu przemysłu hiszpańskiego związanego chociażby z takimi odnawialnymi źródłami energii, jak elektrownie wiatrowe.
Krótko mówiąc, należy mieć nadzieję, że rząd Donalda Tuska, sprzedając jednostki redukcji emisji, kieruje się dobrem państwa i jego obywateli, a nie jedynie chęcią sprzedaży byle komu i obojętnie, za jaką cenę. Czy tak się stało, dowiemy się wkrótce, gdyż zgodnie z obowiązującym prawem transakcje te muszą być jawne. Wszystko stanie się jasne, gdy rząd udzieli odpowiedzi, po jakiej cenie sprzedał jednostki emisji CO2, dlaczego uczynił to przed Konferencją Stron w Kopenhadze, dlaczego Hiszpanii, na jakich warunkach i w oparciu o jaką strategię rozwoju gospodarczego. Po uzyskaniu odpowiedzi na powyższe pytania będziemy mogli ocenić, czy sprzedaż jednostek redukcji emisji CO2 to sukces, czy porażka Polski. Albo inaczej – czy zyskując miliony, zyskaliśmy miliardy, czy też odwrotnie – sprzedaliśmy za miliony majątek wart miliardy.
Prof. dr hab. Jan Szyszko – poseł na Sejm RP (PiS), kierownik Samodzielnej Pracowni Oceny i Wyceny Zasobów Przyrodniczych SGGW, prezes Stowarzyszenia na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski, minister ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa w rządzie AWS – UW, minister środowiska w rządzie PiS, pełnomocnik rządu ds. Konwencji Klimatycznej ONZ w latach 1999-2001, prezydent 5. Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej w latach 1999-2000.
