Niedługo mleko po złotówce?

Główny Urząd Statystyczny podał, że we wrześniu przeciętna cena skupu mleka wyniosła 88 groszy. To o 2 proc. więcej niż w sierpniu. Czy to oznacza, że dla producentów mleka zaczęły się wreszcie lepsze czasy? Rolnicy studzą optymizm, bo ich zdaniem, o końcu kryzysu będzie można mówić dopiero wtedy, gdy ceny mleka przekroczą w skupie przynajmniej 1 zł za litr.

Wrześniowy wzrost na pewno rolników cieszy, ale trzeba pamiętać, że w tym roku mleko jest bardzo tanie, bo średnia cena skupu to około 86 groszy. Rok temu o tej samej porze mleko kosztowało prawie złotówkę. Jednak gdyby obecne tendencje wzrostowe się utrzymały, to jest szansa, że jeszcze do końca roku mleko mogłoby dojść do ceny 1 zł za litr. – To byłaby taka bariera psychologiczna i wtedy można by mówić o końcu kryzysu. Pod warunkiem oczywiście, że wiosną przyszłego roku ceny skupu znowu by nie spadły – mówi rolnik Bronisław Zięba. – Chociaż nasza spółdzielnia płaci niecałe 80 groszy za litr, więc mnie i innym dostawcom przyjdzie czekać o wiele dłużej na tak duży wzrost cen – dodaje.
Z informacji GUS wynika, że najdroższe mleko jest wciąż na terenie Podlasia – rolnicy otrzymują tam średnio 98 groszy za litr. W tym właśnie regionie mamy do czynienia nie tylko z największą koncentracją hodowli krów mlecznych, ale tam też działają największe w kraju zakłady mleczarskie, więc i konkurencja między przetwórcami jest duża, a to wymusza utrzymywanie stosunkowo wysokich cen. Nie bez znaczenia jest i to, że tutejsze mleczarnie są w dość dobrej kondycji finansowej w porównaniu z zakładami z innych województw, co powoduje, że mogą płacić rolnikom więcej za dostarczany surowiec.
Dość wysokie ceny są także płacone na Dolnym Śląsku, Opolszczyźnie i Wielkopolsce (90-93 grosze), ale tam odczuwany jest deficyt mleka. Najtaniej od lat jest z kolei na Podkarpaciu (76 groszy).
Na poprawę sytuacji mleczarstwa wpływa też kilkuprocentowy wzrost cen podstawowych przetworów mlecznych. Mleko w proszku kosztuje średnio ponad 7 zł za kilogram, masło – nawet ponad 14 zł za kilogram, a sery dojrzewające – ponad 11 złotych. Skoro więc rentowność mleczarni miałaby tendencję wzrostową, to i rolnicy powinni na tym skorzystać.
Z danych, które mleczarnie przekazały do GUS, wynika, że w obecnym roku kwotowym (rozpoczął się 1 kwietnia) do końca września skupiono od rolników około 4,8 mld litrów mleka. Natomiast nasz limit na cały rok kwotowy 2009/2010 to około 9,3 mld litrów – przez pół roku limit został wykorzystany w prawie 52 procentach. Czy to oznacza, że w przyszłym roku grożą nam kary ze strony Unii Europejskiej za przekroczenie krajowej kwoty mlecznej? Tego nie można wykluczyć, zwłaszcza wtedy, gdy rolnicy, widząc poprawę opłacalności produkcji, zwiększą dostawy mleka do przetwórni. Część hodowców bydła będzie chciała także odrobić wówczas przynajmniej część strat, które ponoszą od wielu miesięcy. – Ale nie można przedobrzyć, bo jak rolnik przekroczy swoją kwotę mleczną, to będzie płacił kary i cały zysk może zabrać mu Unia Europejska – przestrzega Wiesław Michalski, doradca rolny.
Ale pamiętajmy i o tym, że mamy pewien margines bezpieczeństwa, ponieważ w poprzednim roku kwotowym Polska nie wykorzystała w pełni swojego limitu. Jaka będzie tendencja w przyszłości – trudno przewidzieć. To zależy głównie od tego, jak duży będzie sezonowy spadek produkcji mleka w miesiącach zimowych.


Krzysztof Losz
drukuj