Sąd ogranicza swobodę dyskusji
– Ten wyrok dla wolności dyskusji jest niekorzystny i szkodliwy, ogranicza bowiem swobodę dyskusji publicznej w sprawach, które budzą społeczne zainteresowanie – uważa mecenas Krystyna Kosińska, oceniając orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Podtrzymał on orzeczenie sądu okręgowego, który orzekł, że „Nasz Dziennik” naruszył dobra osobiste dziennikarki „Rzeczpospolitej” i ma ją przeprosić. Ewa Czaczkowska poczuła się obrażona uwagami naszego publicysty zgłaszanymi do wiarygodności jej materiału w sprawie ks. abp. Stanisława Wielgusa.
W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Maria Kaniok powiedziała, że oceny sformułowane przez naszego publicystę w kilku artykułach „były ocenami naruszającymi wiarygodność” Czaczkowskiej. Podkreśliła, że sprawy nie można traktować jako dotyczącej wiarygodności akt IPN. Dziennikarka „Rz” napisała bowiem, że takie dokumenty są. Natomiast, według sądu, nasz publicysta nie wykazał, że taka informacja była informacją nieprawdziwą, i z tego względu krytyczne oceny formułowane pod adresem dziennikarki nie są usprawiedliwione.
– Sąd nie ustosunkował się do żadnych konkretnych zarzutów procesowych – stwierdziła mecenas Krystyna Kosińska, pełnomocnik „Naszego Dziennika”, oceniając wyrok. Podkreśliła, że autor artykułów w dzienniku miał prawo do krytycznych ocen wobec Czaczkowskiej, podobnie jak ona w swoich artykułach naruszała dobra osoby trzeciej. – Miał on prawo mieć więc inne zdanie i takimi samymi ocenami posługiwać się w swoich ocenach – zaznaczyła.
Krystyna Kosińska powiedziała, że nie może być tak, iż prawo do swobodnej dyskusji „może być zagwarantowane tylko dla jednej strony, bo w takim razie taka dyskusja zostaje zamknięta”. – Trudno jest przyjąć, żeby jedna ze stron miała uprzywilejowany status, a jednocześnie nie dopuszczać takiej wolności dla drugiej ze stron – wskazywała. Mecenas podkreślała, że orzecznictwo polskich sądów w zakresie swobody publicznej dyskusji nie nadąża za orzecznictwem sądów europejskich, gdzie taka swoboda jest gwarantowana. Z takimi ocenami nie zgadza się sędzia Maria Szulc, która zaznaczyła, iż „decyzja sądu nie zamyka możliwości dyskusji na ten temat”.
Mecenas Kosińska w swojej apelacji podkreślała, że sformułowania użyte przez naszego publicystę mieszczą się w granicach dopuszczalnej krytyki i zostały użyte w uzasadnionym interesie społecznym. Zdaniem sądu jednak, apelacja „nie wykazała, aby taki interes przyświecał tym publikacjom”.
Reprezentujący „Rz” mecenas Jacek Kondracki wskazywał, że dziennikarka nie miała powodu podawać w wątpliwość tych informacji, które były „wiadome” w chwili publikacji artykułów. – Gdyby „Nasz Dziennik” podjął dyskusję w sposób cywilizowany, nie bylibyśmy na tej sali – ocenił. Krystyna Kosińska mówiła, że dziennikarka miała możliwość podjęcia dyskusji z poglądami wyrażanymi na naszych łamach. Ponadto Czaczkowska przyznała, że nie odczuła negatywnych skutków tych publikacji.
Mecenas Kosińska zapowiedziała wniesienie kasacji do Sądu Najwyższego oraz złożenie wniosku o zawieszenie wykonania orzeczenia do chwili jej rozpatrzenia.
Zenon Baranowski
