Zło dobrem zwyciężaj
Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15, 13).
Męczeńska śmierć Sługi Bożego księdza Jerzego Popiełuszki to szczyt kapłaństwa i chrześcijaństwa. On wiedział, z kim ma do czynienia i co może Go spotkać, a mimo to nie odstąpił od obranego programu, którego dewizą było Pawłowe „zło dobrem zwyciężaj”. Skąd czerpał odwagę i siłę? Z Ewangelii, Eucharystii, posługi kapłańskiej. W Jego osobie jak w soczewce skupiło się wiele cech charakterystycznych dla ludzi, którzy obrali najlepszą cząstkę w oddaniu swojego życia Bogu. Wiele o księdzu Jerzym mówi się i wspomina, a wszystko jest istotne, bo pozwala na ciągłe odkrywanie przez następne pokolenia człowieka niezłomnego, dobrego i wiernego aż do śmierci. Ksiądz Jerzy był po pierwsze obrońcą życia; bronił poczętych dzieci, robotników złaknionych sprawiedliwości, chorych, cierpiących niedostatek materialny i moralny, a w szczególny sposób swoich oprawców, przedstawicieli totalitarnego systemu, którzy wskutek owoców śmierci księdza ostatecznie musieli skapitulować, pomimo że na pozór odnieśli zamierzony „sukces”, ale nie wzięli pod uwagę najistotniejszej prawdy, że ziarno, aby wydało plon, musi obumrzeć. Tak jest w każdej wielkiej i udanej ludzkiej sprawie: dobrzy rodzice „umierają” dla swoich dzieci, nauczyciele – dla uczniów, żołnierze – dla zachowania granic, lekarze – dla pacjentów, politycy – dla Narodu… Jednak nikt do umierania się nie wyrywa, raczej każdy chce żyć, i to – rzecz jasna – najwygodniej, najdostatniej. Dlatego śmierć za przyjaciół uznana jest przez samego Chrystusa za wyraz największej miłości, a ludzie, którzy przyjęli ten krzyż, uznawani są za świętych. To, co po nich pozostaje, jest dla innych zachętą do działania, wzmocnieniem w chwili zniechęcenia, źródłem siły w przypadku niemocy. Tak też jest oczywiście po śmierci księdza Jerzego Popiełuszki i Bogu samemu wiadomo, ile osób czerpie odwagę i moc płynącą od grobu Sługi Bożego. Na pewno mogą umacniać się tu obrońcy życia, lekarze, robotnicy, ale też wszyscy pozostali, którym bliska jest prawda, wolność i Ojczyzna. W Roku Kapłańskim ów szczególny, bo srebrny jubileusz męczeństwa katolickiego księdza jest wymownym znakiem czasów, które księży nie kochają. O kapłanach mówi się źle, wręcz wulgarnie, często z nienawiścią i pogardą; wytyka się im wszelkie wady, przypisuje najgorsze zachowania, a pojedyncze przypadki niewierności uogólnia się do całości stanu. Bolesne i niesprawiedliwe są to sądy i często wyrażane są przez ludzi, którzy nie dostrzegają belki w swoim oku. Ich surowość i bezwzględność kłóci się z równoczesnym przymykaniem oczu na przejawy demoralizacji charakterystycznej dla współczesnej cywilizacji. Ci sami ludzie chętnie przyzwalają na szerzący się permisywizm, a więc swobodę seksualną, homoseksualizm, rozwody, zabójstwa nienarodzonych dzieci, nieuczciwość w przestrzeni życia społecznego i osobistego. Przykład Hiszpanii jest bardzo wymowny. Ten katolicki przecież kraj stał się poligonem doświadczalnym różnej maści odmieńców. I chociaż społeczeństwo mówi zdecydowane NIE tym eksperymentom, to jego głos jest ignorowany. W sobotę w Madrycie 2 miliony osób demonstrowało swoje poparcie dla życia ludzkiego, sprzeciwiając się ustawie zezwalającej na swobodną aborcję, w tym także nieletnim dziewczętom. Jak dalece można dojść w zaślepieniu „bezideowości” i „laickości”, możemy na razie śledzić z odległości, współczuć i wspierać Hiszpanów w ich walce o podstawowe prawo człowieka do życia. Ksiądz Jerzy Popiełuszko na pewno będzie naszym orędownikiem, by w Polsce nigdy nikomu nie przyszedł do głowy taki pomysł. Pewnie są tacy, którzy nie wierzą w takie wstawiennictwo, ale to tylko ich strata.
Hanna Wujkowska
