Radość karpi z przyspieszonej Wigilii

Z prof. Mirosławem Piotrowskim, kierownikiem Katedry Historii Najnowszej KUL, posłem do Parlamentu Europejskiego (EKR), rozmawia Łukasz Sianożęcki



Pana zdaniem, wizyta Jerzego Buzka w Pradze może zmienić cokolwiek w podejściu prezydenta Klausa do kwestii traktatu lizbońskiego?

– Odwołując się do poprzednich wypowiedzi prezydenta Klausa na forum PE, sądzę, że wszelkie naciski na niego nie mają sensu, przynieść mogą jedynie skutek odwrotny do oczekiwanego. Z punktu widzenia Polski jest to korzystne, jednak z punktu widzenia Brukseli może to oznaczać dla niej jedynie odwlekanie pożądanego w końcu przez nią procesu.

Klaus ulegnie naciskom?

– Obecnie trudno przesądzić, kiedy i czy Vaclav Klaus podpisze traktat. Niestety, wszystko wskazuje na to, że po wycofaniu się szefa torysów Davida Camerona z deklaracji, że po wyborach i Wielka Brytania rozpisze referendum w kwestii Lizbony, naciski na czeskiego prezydenta będą tak duże, że w końcu im ulegnie. Pamiętajmy, że jak dotychczas podpisu nie złożył także polski prezydent Lech Kaczyński. Jeśli jednak spełni on swoje zapowiedzi i złoży podpis pod tym dokumentem, to także ten fakt zdecydowanie pogorszy sytuację Vaclava Klausa. Wówczas zostanie on na placu boju sam, i obawiam się, że nie oprze się tak ogromnemu naciskowi. Trzeba sobie jasno powiedzieć: ten traktat jest zły dla całej Europy, a w szczególności dla Polski. Nasz kraj traci na nim najwięcej. I kiedy obecnie obserwujemy zadowolone miny wielu polskich polityków, bo ratyfikacja jest już tak blisko, przypomina mi to bardziej radość karpi na wieść o przyspieszeniu Wigilii.

Te naciski nie są już jednak tak silne. Jedyne, co powiedział przewodniczący Buzek, to to, że bez traktatu z Lizbony UE nie może odpowiednio reagować w wielu ważnych kwestiach, np. walki z bezrobociem. Czy nie jest to pewnego rodzaju szantaż, na który już dała się nabrać Irlandia?

– To również jest retoryka nacisku. W opinii konstytucjonalistów i prawników, bez względu na opinię Trybunału Konstytucyjnego prezydent może tego dokumentu nie podpisać, bo bez jego podpisu nie wejdzie on po prostu w życie. Ten nacisk ze strony Jerzego Buzka istnieje, lecz jest trochę bardziej wysublimowany, ale z drugiej strony możemy się spodziewać, że bezpośrednie naciski na Klausa także będą wywierane. Zaś twierdzenia, że traktat ten usprawni działalność administracyjną Unii bądź załatwi kwestie społeczne, takie jak bezrobocie – są zupełnie nieprawdziwe. W krótko- i średnioterminowej perspektywie dokument ten komplikuje działanie UE, choćby poprzez wprowadzenie takich instytucji jak przewodniczący Rady czy wysoki reprezentant ds. zagranicznych. Wobec tego nie wiadomo, czy bardziej będzie liczył się głos tych dwóch osób, czy pomysły na Europę szefów rządów krajów pełniących w danym czasie prezydencję.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj