Orkiestra na 70-lecie
Agresja Związku Sowieckiego na Polskę 17 września 1939 roku dokonała się bez wypowiedzenia wojny, na mocy tajnych paktów zawartych z Hitlerem i przy złamaniu 10-letniego traktatu o nieagresji z Polską. 70 lat temu dwóch agresorów od lat kwestionujących porządek prawny w Europie, ukształtowany przez traktat wersalski, dokonało wspólnie czwartego rozbioru Polski. Związek Sowiecki zagarnął prawie połowę Rzeczypospolitej (200 tysięcy km2), którą zamieszkiwało wówczas 13 milionów ludności, z czego ponad 5 milionów stanowili rdzenni Polacy. Na terenach Polski Wschodniej znalazło się w niewoli ponad 300 tysięcy żołnierzy. Do dziś nie można ustalić, ilu ich zginęło i gdzie są ich miejsca wiecznego spoczynku.
Tragiczny los spotkał polską ludność, którą wcielono siłą do Związku Sowieckiego. Eksterminacji Narodu Polskiego dokonywano poprzez deportacje w głąb Związku Sowieckiego. W wyniku czterech dużych fal deportacji (luty 1940, kwiecień 1940, czerwiec i lipiec 1940 oraz czerwiec 1941) wywieziono od 1,5 miliona do 2 milionów obywateli polskich, głównie Polaków. Instrukcja sowieckiego NKWD wskazywała, kto podlega deportacji: członkowie partii politycznych, studenci, policja państwowa, żandarmeria, oficerowie, sędziowie, ochotnicy, osoby usunięte z komunistycznej partii, uchodźcy, emigranci, przemytnicy, osoby, które podróżowały za granicę, personel Czerwonego Krzyża, duchowni i ci, którzy się udzielali na terenie parafii; szlachta i arystokracja, ziemianie, kupcy, bankierzy, przemysłowcy, łowcy, restauratorzy, hotelarze oraz esperantyści i… filateliści. Kluczem do zbrodni była narodowość polska i sowieckie kryteria klasowe, jakby w uzupełnieniu hitlerowskiego klucza mordowania ze względu na narodowość
– Polacy (i inni Słowianie), a w pierwszej kolejności Żydzi.
Wspólny niemiecko-sowiecki plan wymordowania obywateli polskich: Polaków i Żydów, miał raz na zawsze wyeliminować Naród, którego jedynym „grzechem” było to, że znalazł się w granicach odrodzonego po traktacie wersalskim państwa polskiego leżącego między dwoma totalitarnymi, zaborczymi państwami.
SS i Gestapo, zarówno pod względem prawnym, jak i moralnym, zostały potępione i uznane za zbrodnicze przez Trybunał Norymberski. NKWD, w tym jego oddziały z Mińska, które mordowały polskich oficerów w Katyniu, nie zostało osądzone. Nie doszło do postulowanej od lat „Norymbergi 2”, która osądziłaby zbrodnie sowieckie w czasie II wojny światowej, w tym te, które Związek Sowiecki sam uznał w Norymberdze za zbrodnie ludobójstwa.
Katyń, Charków, Miednoje są symbolami ludobójstwa sowieckiego na polskich Kresach, jak Palmiry, Piaśnica, Auschwitz, Stutthof i inne miejsca kaźni są symbolami ludobójstwa niemieckiego. Katyń jest też symbolem gigantycznego kłamstwa, matactwa i manipulacji, które od 70 lat mają ten sam cel: ukrycie, zatarcie prawdy, odrzucenie odpowiedzialności za ludobójstwo. Katyń to także symbol ludzkich heroicznych zmagań, dowód na to, że zawsze znajdą się ludzie, którzy w poszukiwaniu prawdy i ludzkiej sprawiedliwości nie pozwolą się zastraszyć. Wielu za tę prawdę oddało swoje życie.
Polakiem, którego życiorys może być niekwestionowanym przykładem heroizmu walki zbrojnej i walki o prawdę, jest prof. Janusz Kazimierz Zawodny (żołnierz Września „39, porucznik „Miś” w Powstaniu Warszawskim, więzień oflagu Murnau), człowiek, który poświęcił swoje życie dochodzeniu prawdy o Katyniu. To jego monumentalna praca „Death in the Forest”, która ukazała się w latach 50. na Zachodzie, była pierwszą pracą o mordzie w Katyniu i losie polskich oficerów w Związku Sowieckim. Polskie wydanie ukazało się dopiero w 1989 roku. Jak pisze prof. Janusz Zawodny: „w celu zdobycia dowodów lub zniszczenia dowodów wywiady kilku państw walczyły o materiały dotyczące lasu katyńskiego w Związku Sowieckim, Polsce, Niemczech, Włoszech, Anglii i Stanach Zjednoczonych. Znikali związani z tą sprawą ludzie, ginęły w tajemniczy sposób (nawet z siedziby wywiadu wojskowego USA) dokumenty. Jednego z głównych świadków masakry katyńskiej, rosyjskiego wieśniaka Iwana Kriwoziercowa, znaleziono powieszonego”. Dodajmy, że wielu ludzi, czy to tych, którzy brali udział w pracach międzynarodowych komisji badających tę zbrodnię, czy międzynarodowych ekspertów lub rzeczoznawców PCK, musiało się ukrywać, niektórzy ginęli w tajemniczy sposób. Podobny los spotykał członków ich rodzin. Wspomnieć tu trzeba Duńczyka dr. Helge Tramsena, jednego z 12 lekarzy patologów, których Niemcy w 1943 roku zawieźli do Katynia. O tym, co widział, opowiadał przed amerykańskim trybunałem oraz w Radiu Wolna Europa. Do końca życia był przekonany, że śmierć jego córki, żony kompozytora Romualda Twardowskiego, nie była przypadkowa.
Po 70 latach znajdują się ludzie, i to na wysoko eksponowanych w państwie stanowiskach, którzy głoszą, że żyjemy od 20 lat w wolnej Polsce, a równocześnie wycofują swoje wcześniejsze opinie o Katyniu, twierdząc, że nie było to ludobójstwo, tylko zbrodnia wojenna. Świadomie łagodzą znaczenie i wymowę tej ludobójczej zbrodni, wprowadzając słowne zamienniki i niejednoznaczne relatywizujące uzupełnienia typu „o charakterze ludobójstwa” czy „o znamionach ludobójstwa”. Nie wiadomo, czy robią to tylko w ramach walki politycznej, chcąc pokazać obecnej Rosji swoje „lepsze” oblicze niż „twarda” opozycja, czy jest jeszcze coś innego, co nakazuje im postępować dziś tak, a nie inaczej. Czy mają świadomość, że nie tylko oddalają szansę odnalezienia i upamiętnienia innych poza Katyniem masowych grobów polskich żołnierzy, ale swoim postępowaniem podtrzymują te siły w Rosji, które nigdy nie chciały zmierzyć się z prawdą? Orkiestra, o której pisał Vladimir Volkoff, gra.
Wojciech Reszczyński
