Pod przewodem Wasilewskiej

Kiedy w sierpniu 1939 roku podpisywano Pakt Ribbentrop – Mołotow, Komunistyczna Partia Polski była rozwiązana. Szeregowi komuniści pozbawieni instrukcji i wytycznych często czuli się zdezorientowani. Byli wśród nich tacy, którzy uznali, że nastąpiła era trwałej współpracy pomiędzy czerwoną i brunatną rewolucją. Inni porozumienie z Hitlerem uznawali za dowód geniuszu Stalina, który wcześniej czy później zaatakuje i zmiażdży III Rzeszę.
Po 1 września 1939 roku niektórzy dawni KPP-owcy nawet próbowali zgłaszać się do polskiego wojska czy formacji pomocniczych. Jednak już 8 i 9 września 1939 roku w tajnej dyrektywie Międzynarodówki Komunistycznej (Kominternu) informowano komunistów z różnych krajów, że wojna jest „obustronnie imperialistyczna”, a „międzynarodowy proletariat w żadnym wypadku nie może występować w obronie faszystowskiej Polski, gnębiącej mniejszości narodowe, która odrzuciła pomoc Związku Sowieckiego”.

Sowiecka V Kolumna
Na ziemiach wschodnich w tym czasie były tworzone i zaopatrywane w broń komunistyczne grupy zbrojne. Już na kilka dni przed przekroczeniem granic RP przez Armię Czerwoną prowadziły działania dywersyjne przeciwko jednostkom Wojska Polskiego. Inwazja sowiecka z 17 września 1939 roku – przez większość społeczeństwa postrzegana jako „nóż w plecy” – komunistom przyniosła uczucie ulgi. „Myśmy uważali, że im dalej dojdzie Czerwona Armia, tym lepiej” – wspominała po latach Wanda Wasilewska, komunizująca pisarka i działaczka polityczna, wcześniej związana z Polską Partią Socjalistyczną. W ostatnich latach przed wojną współpracowała z sowiecką Międzynarodową Organizacją Pomocy Rewolucjonistom i kryptokomunistyczną Ligą Obrony Praw Człowieka i Obywatela, zdelegalizowaną przez polskie władze państwowe.
Pogłoski o postępach sowieckiego marszu wzbudzały entuzjazm dawnych KPP-owców. „W Warszawie rozeszła się wieść, że wojska radzieckie zajmą teren Polski do Wisły – wspominał Włodzimierz Dąbrowski, później jeden z organizatorów warszawskich struktur PPR. – W związku z tym przemknąłem na Pragę w oczekiwaniu na nadejście Czerwonej Armii”. Setki komunistów z różnych części Polski starały się przedostać na ziemie zajmowane przez Sowietów.
Wielu z nich miało nadzieje na osobiste kariery w strukturach sowieckiej władzy. Najdalej na zachód w 1939 roku Armia Czerwona dotarła aż na przedpola Mińska Mazowieckiego i Wyszkowa. Bardziej na południu zajęła m.in. Łuków, Parczew i Biłgoraj.
Społeczeństwo było sparaliżowane strachem i niepewnością. Kilku- czy kilkunastoosobowe grupki komunistów panoszyły się w powiatach i gminach. Na przykład w zajętym przez bolszewików 24 września 1939 roku Tomaszowie Lubelskim „Rewkom”, czyli Komitet Rewolucyjny, utworzyła grupka osób z wieloletnim działaczem Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy Aleksandrem Żebruniem na czele. „Wraz z towarzyszami zorganizowaliśmy kilkusetosobowy wiec, zakończony pochodem z czerwonymi flagami i śpiewem „Międzynarodówki”. Następnie utworzyliśmy Komitet Rewolucyjny, który przejął władzę w mieście i w powiecie. Z jego inicjatywy powołana została milicja i wszystkie niezbędne agendy administracji” – pisał bliski współpracownik i zastępca Żebrunia Adam Humer, późniejszy wicedyrektor Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, w latach 90. XX wieku skazany na więzienie za zbrodnie komunistyczne. Skądinąd sam Żebruń w 1944 roku także powrócił do Tomaszowa jako pierwszy szef Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w tym mieście. Warto dodać, że w pobliskiej gminie Telatyn „Rewkom” zorganizował Włodzimierz Muś. To także był początek jego późniejszej kariery – w PRL był m.in. dowódcą Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

„Granica przyjaźni”
Ostatecznie nie doszło do utworzenia nowej, sowiecko-niemieckiej granicy wzdłuż Wisły. 28 września 1939 roku podpisano kolejny pakt Ribbentrop – Mołotow. Sowieci mogli włączyć Litwę do swojej strefy wpływów. Za to Niemcy otrzymali Lubelszczyznę i wschodnie Mazowsze. Linią rozgraniczającą oba państwa – „granicą przyjaźni” – była linia rzek Pisa – Narew – Bug – San. Armia Czerwona zaczęła wycofywać się z części już zajętego terytorium.
Dla zwolenników systemu bolszewickiego była to niemiła niespodzianka. „Wycofanie się Armii Czerwonej z tych terenów było dla nas gorzkim ciosem – wspominała Wanda Wasilewska w latach 60. w rozmowie w zaufanym gronie pracowników Zakładu Historii Partii. – Kiedy szliśmy z Chełma z powrotem za Bug, wiedząc, że Czerwona Armia wycofuje się z tych terenów, byliśmy potwornie przybici”. Do jednego z sowieckich żołnierzy powiedziała z goryczą: „Wracacie [na wschód] i zostawiacie nas samych”.
Skądinąd sama Wasilewska i setki innych komunistów podążyli śladem wycofujących się oddziałów sowieckich. Na terenach okupowanych przez ZSRS jesienią 1939 roku znalazło się około 2 tysięcy komunistów oraz „działaczy lewicowych” – uciekinierów ze strefy zajętej przez Niemców.
Do ZSRS ostatecznie włączono ponad 200 tys. km kw., czyli więcej niż połowę Rzeczypospolitej. W październiku 1939 roku pod nadzorem NKWD odbyły się „wybory” do „Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Białorusi” i do „Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Ukrainy”. Poprzedzono je olbrzymią, w znacznym stopniu antypolską kampanią propagandową, do której aktywnie zgłaszali się komuniści. 27 października we Lwowie „uchwalono” oficjalnie prośbę o wcielenie „Zachodniej Ukrainy” do ZSRS. Dwa dni później to samo miało miejsce w Białymstoku, gdzie rzekomi reprezentanci ludności prosili o wcielenie do ZSRS „Zachodniej Białorusi”.
Już na przełomie października i listopada w ramach oczyszczania „strefy nadgranicznej” przeprowadzono deportację ponad 55 tys. obywateli polskich. Jednak nowe władze musiały zapewnić nie tylko sprawne funkcjonowanie administracji, ale też potrzebowały kolaborantów, którzy w sposób planowy zaangażują się w działania na rzecz sowietyzacji ludności. We Lwowie specjalne zadania w tym zakresie Komitet Centralny Komunistycznej Partii (bolszewików) Ukrainy powierzył Aleksandrowi Korniejczukowi, deputowanemu do Rady Najwyższej ZSRS, a także przewodniczącemu Zarządu Związku Pisarzy Sowieckich Ukrainy.
Korniejczuk organizował wiece i spotkania prywatne. Hojnie obiecywał załatwiać różne problemy, mimo że później i tak ich nie mógł bądź nie próbował zrealizować. Zaczęto wydawać polskojęzyczną prasę, która miała być narzędziem indoktrynacji Polaków, a jednocześnie środkiem integrującym polskich komunistów w poszczególnych republikach sowieckich. We Lwowie Korniejczuk potrzebował autorów. Liczył na znane nazwiska. Nadał przez radio specjalny apel, aby akceptujący system sowiecki pisarze i intelektualiści przybywali do Lwowa. Niektórych wymienił po nazwisku.

Towarzyszka Wanda
W ten sposób do Lwowa trafiła Wanda Wasilewska, co było początkiem jej oszałamiającej, budzącej wręcz zazdrość wielu dawnych funkcjonariuszy KPP, kariery w ZSRS. We Lwowie Wasilewska, już wtedy jako zdeklarowana, wręcz fanatyczna, zwolenniczka państwa sowieckiego, szybko odnalazła wspólny język z Korniejczukiem. Z czasem połączyły ich także więzy intymne i została jego żoną. Dzięki wpływom Korniejczuka uzyskała dostęp do samego Stalina.
Już w końcu stycznia 1940 roku została osobiście przyjęta na Kremlu przez sowieckiego dyktatora. Z pewnością musiała zrobić na nim duże wrażenie, skoro od tej pory darzył ją niemal bezgranicznym zaufaniem. W sowieckim państwie oznaczało to więcej niż najwyższe urzędy. W atmosferze nieufności Stalina wobec członków b. KPP paradoksalnie to właśnie ona, przedwojenna działaczka PPS, osoba nigdy do KPP nienależąca, została namaszczona na główną przedstawicielkę polskich komunistów.
24 marca 1940 roku Wasilewska została członkiem Rady Najwyższej ZSRS. Miejsca zajęli tam także Stefan Jędrychowski i Jan Turlejski, ale ich wpływy były nieporównywalne z pozycją Wasilewskiej. Sekretarz Lwowskiego Komitetu Obwodowego KP(b)U Leonid Hryszczuk był gotów do natychmiastowego egzekwowania jej poleceń. Wystawiane przez nią zaświadczenia były honorowane zarówno przez organa administracji, jak i milicji, nawet w sprawach tak sformalizowanych jak wydawanie dokumentów osobistych.
Szczytem możliwości wielu byłych działaczy KPP był udział w spotkaniu z przedstawicielami władz partyjnych Białorusi czy Ukrainy, których Wasilewska miała zawsze na wyciągnięcie ręki. Tylko najbardziej zaufani, wyselekcjonowani ludzie, np. członkowie kierownictw grup specjalnych wysyłanych w różne części świata (w rodzaju późniejszego szefa PPR Marcelego Nowotki), mieli bezpośredni dostęp do tak wysoko postawionych osób jak sekretarz generalny Kominternu Georgi Dymitrow. Tymczasem dla Wasilewskiej Dymitrow był co najwyżej równorzędnym partnerem, czasem nawet mniej od niej wtajemniczonym w kulisy decyzji Stalina: „Ja z Dymitrowem nie miałam wówczas kontaktów, poza kontaktami towarzyskimi, tzn. że chodziłam do niego na czarną kawę. Żadnych spraw u Dymitrowa i przez Dymitrowa nie załatwiałam. Mając dostęp do ludzi, którzy bardziej decydowali niż Dymitrow, wcale się o to nie starałam” – mówiła. W sprawach polskich Wasilewska miała zdecydowanie silniejszą pozycję u Stalina niż sekretarz Kominternu. Stała się człowiekiem-instytucją, jej nazwisko było rozpoznawalne zarówno wśród Polaków, jak i u urzędników lokalnej administracji.
Wielu dawnych KPP-owców z zawiścią patrzyło na to, że do Wasilewskiej muszą się zwracać z prośbami o załatwienie różnych spraw. „Wiem, że nie wszyscy towarzysze uważali to za słuszne, i wiem, że wielu towarzyszy miało do mnie pretensje, że to właśnie ja, a nie oni”. Oczywiście nikt nie śmiał krytykować oficjalnie ani tak wpływowej osoby, ani tym bardziej Stalina. Wiedziano, że może to grozić natychmiastowym aresztowaniem.

Bagaż „prowokacji”
Wielu komunistów się zawiodło, licząc, że władza sowiecka będzie ich wszystkich traktować jako bohaterów walki z „pańską” Polską. Tymczasem nieufność władz sowieckich wobec komunistów z „partii przeżartej prowokacją” była silniejsza. Obowiązywał wciąż zakaz odtworzenia polskiej partii komunistycznej. „Mówiło się o odbudowie KPP w ogóle, ale jako o czymś w przyszłości – opisywała Wasilewska – nie precyzując, czy to będzie na terenie Związku Radzieckiego w obliczu przygotowania do wyzwolenia Polski w czasie [oczekiwanej przez wielu przyszłej, rozpoczętej przez Stalina] wojny radziecko-niemieckiej. […] Należy to rozpatrywać w konkretnej sytuacji. Jeżeli na razie każdy polski komunista był w gruncie rzeczy człowiekiem podejrzanym, dlatego że partia została rozwiązana jako partia przeżarta prowokacją, więc najpierw trzeba było zrehabilitować tych komunistów jako ludzi, z którymi można mówić i do których ma się zaufanie. […] Bo z kogo budować partię – jeżeli to są sami prowokatorzy”.
Sowieckie służby i agentura konsekwentnie pilnowały, żeby nie podejmowano żadnych działań w tym kierunku ani po sowieckiej, ani po niemieckiej stronie linii demarkacyjnej. W takiej sytuacji jedyną drogą do kasty rządzącej sowieckim państwem było wstąpienie do Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików). Jednak nieufność i tym razem była przeszkodą. Dopiero po pewnym czasie, nie bez oporów i po starannej weryfikacji, rozpoczęto przyjęcia do sowieckiej partii. Wasilewską przyjęto do sowieckiej WKP(b) jako pierwszą spośród „byłych obywateli polskich”. Po niej przyjęto dalszych kilkanaście osób, później następnych.
Niektórzy dawni KPP-owcy mogli liczyć na urzędy, posady w przedsiębiorstwach. Z reguły jednak były to posady lokalne, funkcje znaczące co najwyżej w skali poszczególnych miast czy powiatów. Na przykład wcześniejszy etatowy funkcjonariusz KPP, późniejszy organizator i pierwszy szef PPR, Marceli Nowotko początkowo jedynie organizował kolaboracyjne kampanie polityczne związane z „wyborami” do tzw. Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Białorusi. W 1940 r. został oficjalnie przyjęty do WKP(b). Mianowano go bolszewickim odpowiednikiem „starosty powiatowego”, czyli przewodniczącym Rejonowego Komitetu Wykonawczego w Łapach. Późniejszy następca Nowotki na stanowisku szefa PPR Pinkus Finder, dawniej członek Sekretariatu Krajowego KC KPP i sekretarz Komitetu Okręgowego KPP w Warszawie, najpierw był agitatorem i wykładowcą stalinowskiej konstytucji ZSRS, potem został wiceprzewodniczącym, a następnie przewodniczącym Egzekutywy Białostockiej Obwodowej Rady Delegatów. Do WKP(b) został przyjęty w 1941 roku.
Władysław Gomułka najpierw został kierownikiem schroniska dla byłych członków KPP w Białymstoku, potem naczelnikiem wydziału w fabryce zeszytów we Lwowie. W 1941 r. przyjęty do sowieckiej partii komunistycznej WKP(b) został publicystą kolaboracyjnej polskojęzycznej gazety.

Deportacje, terror, wywózki
Komuniści żyli niejako obok problemów, jakie dotykały zwykłych ludzi. Tymczasem dla znacznej części społeczeństwa był to czas niepewności i trwogi. NKWD było panem życia i śmierci. Wychodząc z domu, nikt nie miał pewności, czy wróci. 10 lutego 1940 r. przeprowadzono pierwszą falę masowych deportacji polskich obywateli w głąb ZSRS. Objęła ona 140 tysięcy osadników wojskowych, osadników cywilnych oraz pracowników służby leśnej wraz z rodzinami. Śmiertelność w transportach sięgała 10 procent. 13 kwietnia rozpoczęto drugą falę masowych deportacji, głównie rodzin osób wcześniej aresztowanych, w tym krewnych oficerów przetrzymywanych wcześniej w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. Po aneksji Litwy, Łotwy i Estonii zorganizowano trzecią falę masowych deportacji – tym razem głównie tzw. bieżeńców, czyli uciekinierów spod okupacji niemieckiej. Niezależnie od fal masowych deportacji systematycznie na co dzień przeprowadzano aresztowania i wywózki na Wschód poszczególnych osób, rodzin, osiedli i większych grup ludności, które w sumie objęły setki tysięcy ludzi.
Komuniści mieli świadomość masowych deportacji, widzieli, jak „znikają” przedstawiciele polskiej inteligencji. Tylko niektórzy byli rozczarowani „codziennością” komunizmu. Większość dawnych KPP-owców akceptowała aresztowania „wrogów rewolucji” i terror sowieckiego reżimu jako konieczny sposób oczyszczenia społeczeństwa. Czasami kierowano do Wasilewskiej prośby o interwencję i pomoc w sprawie bliskich. Jeżeli interweniowała w lokalnych strukturach NKWD – to w pojedynczych sprawach swoich znajomych. Masowych deportacji nie traktowała jako problemu, ale jako rzecz normalną – rozprawę sowieckiego państwa z wrogimi elementami. Kiedy w latach 60. Wasilewska była pytana o pierwszą wizytę u Stalina, spokojnie i bez emocji układała sobie wydarzenia z własnego życia pomiędzy falami deportacji setek tysięcy ludzi: „Skonkretyzować to mogę w zestawieniu z innymi wydarzeniami: wybory do Rady Najwyższej na Białorusi i Ukrainie Zachodniej były w marcu-kwietniu 1940 r., w lutym była wywózka osadników, w kwietniu wywożono rodziny oficerskie, w czerwcu była wywózka „bieżeńców”. Gdyby się udało ustalić datę aresztu Władysława Broniewskiego i innych pisarzy, to ustaliłabym miesiąc, dlatego że po ich aresztowaniu wyjechałam do Moskwy”. Charakterystyczne, że w czasie rozmów ze Stalinem poruszyła tylko tematy najistotniejsze, które jej zdaniem tworzyły złą atmosferę wokół partii bolszewickiej. Zarządzenie o odpłatności za studia, nakaz używania ukraińskiego języka wykładowego na uniwersytecie czy ukraińskich tabliczek w mieszkaniach. O aresztowaniach – ani słowa.


Dr Maciej Korkuć (IPN Kraków)
drukuj