Rynek rolnikom nie pomoże


Tegoroczne żniwa, choć z powodu deszczów były opóźnione, jednak pod względem wielkości plonów nie były najgorsze. Rolników martwią natomiast, utrzymujące się już drugi rok z rzędu, niskie ceny, jakie oferuje się im za ziarno. Producenci oczekują, że interwencję na rynku podejmie rząd – aby spowodować wzrost cen skupu – ale do tego raczej nie dojdzie. Niewykluczone, że z tego powodu wybuchną wkrótce protesty rolników.

Ocenia się, że w Polsce zbierze się w tym roku blisko 27 mln ton zbóż. Najsłabsze plony – z powodu obfitych deszczów w czerwcu i lipcu – zbiorą rolnicy z południowych terenów Polski. Pola przyległe do rzek zostały zalane, więc nic już z nich nie można zebrać. Natomiast zboże skoszone z innych pól jest słabej jakości z powodu zawilgocenia. W innych rejonach Polski, na przykład w województwie podlaskim, plon nie będzie może rewelacyjny, ale całkiem dobrej jakości. – Zboża jare plonują nieco niżej niż w roku ubiegłym. Plony zbóż ozimych są na poziomie roku poprzedniego, z tym że żyto ma plon niższy. Ogólnie w województwie podlaskim plony zapowiadają się dobrze – powiedział nam Stanisław Dudziuk, główny specjalista ds. zbóż w Podlaskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Szepietowie. W województwie tym narzekać mogą tylko ci rolnicy, którym zboże zniszczyły gwałtowne zjawiska atmosferyczne. Tak było w części gmin Przerośl i Filipów. Tam w kilkunastu wsiach uprawy zniszczyło gradobicie.
Zimna wiosna i późniejsze ulewy spowodowały opóźnienia w dojrzewaniu zbóż, ale ciepła i słoneczna pogoda w lipcu i sierpniu poprawiła ich jakość, która jest jednak zróżnicowana w zależności od regionu kraju – najgorsza na południu, a najlepsza na północy i tam, gdzie są odpowiednie warunki glebowe. Jakość określa się w przypadku zbóż na podstawie m.in. zawartości białka i glutenu. Ten drugi czynnik wskazuje przydatność do wypieku.
Rolników wciąż jednak martwią niskie ceny płacone za zboża. Często nie pokrywają one nawet kosztów produkcji. Niektórzy gospodarze czekają na wzrost cen – inni jednak nie mogą czekać ze sprzedażą, gdyż brakuje im gotówki na bieżącą działalność bądź na spłatę rat zaciągniętych kredytów. Tak niskie dochody z uprawy zbóż mogą spowodować pogorszenie się ich jakości w następnych latach, gdyż rolników nie będzie stać na zakup dobrych nasion w centralach nasiennych ani na odpowiednie nawożenie gleb. To z kolei obniży plonowanie, które jest i tak na jednym z najniższych poziomów w Europie.
Aby uprawa pszenicy konsumpcyjnej była opłacalna, cena jej sprzedaży musi kształtować się, w zależności od regionu kraju, od 500 do 600 złotych. Natomiast obecnie tona pszenicy konsumpcyjnej jest skupowana po 460-480 złotych. Przypomnijmy, że przed sezonem większość ekspertów oceniała, iż pszenica będzie kosztowała w granicach 530-550 zł/tonę. Pszenicę paszową można już kupić od 430 zł/t, a żyto za 300 zł/tonę. Niskie ceny wynikają głównie z importu taniego zboża, np. pszenicy, z Czech i Słowacji. Obecnie podaż zbóż jest duża, a popyt niewielki. Zakłady przemysłowo-spożywcze, takie jak piekarnie, młyny czy mieszalnie pasz, zaopatrują się na bieżąco, kupując małe ilości zbóż. Z dużymi zakupami czekają, bo liczą na dalsze spadki cen.
Z apelem do premiera w sprawie skupu ziarna wystąpił Polski Związek Producentów Roślin Zbożowych (PZPRZ). Związek wnosi „o podjęcie działań, które wspomogą producentów zbóż w ich bardzo trudnej sytuacji, potęgowanej utrzymującą się kolejny rok złą koniunkturą na rynku zbóż, czego przejawem są bardzo niekorzystne dla producentów ceny, nie gwarantujące pokrycia kosztów produkcji nawet przy wysokich plonach”. PZPRZ zwraca uwagę, że sytuacja na rynku zbożowym ma wpływ nie tylko na kondycję gospodarstw rolnych i przemysłu pracującego na rzecz rolnictwa, ale przede wszystkim na bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Związek uważa, że tej sprawy nie można zostawić „wolnemu rynkowi”, bo on nie ureguluje rynku zbożowego, „wprost przeciwnie, może doprowadzić do jego upadku i marginalizacji”. Rolnicy twierdzą, że rząd może podjąć szereg działań wspierających producentów zbóż. Chodzi głównie o ochronę rynku przed importem taniego ziarna głównie z Ukrainy, ponieważ ten kraj „dysponuje tak olbrzymimi nadwyżkami ziarna, że nawet niewielki odsetek jego zbiorów docierający do Polski może zdestabilizować rynek”. Zaś na Ukrainie koszty produkcji pszenicy są o wiele niższe niż w Polsce, więc może ona oferować ziarno po konkurencyjnych cenach.
Ponadto władze krajowe powinny wspierać eksport polskiego zboża (rząd powinien dążyć np. do uruchomienia unijnych dopłat eksportowych). Z kolei w ramach doraźnych działań należy zwiększyć krajową rezerwę zbożową, „co mogłoby przynajmniej częściowo poprawić dramatycznie niekorzystną sytuację na rynku”. Ale rolnicy odrzucają interwencyjny skup, bo UE ustaliła cenę tony pszenicy tylko na poziomie 101 euro, a to jest mniej niż teraz producenci dostają za ziarno. Wiele dobrego mogłoby przynieść rozwijanie produkcji biopaliw w oparciu o krajowe nadwyżki zbożowe, czego jednak nie rozwijamy. Trudno raczej oczekiwać, aby rząd znalazł w dziurawym budżecie pieniądze na podjęcie interwencji na rynku zbożowym.
Jeśli sytuacja ze skupem ziarna nie poprawi się w najbliższym czasie, już wkrótce może dojść do wybuchu protestów na wsi. O podjęciu takich akcji uprzedzała niedawno choćby rolnicza „Solidarność”.


Adam Białous
drukuj