Za „na pamiątkę” do prokuratury


W Radrużu, wsi położonej w województwie podkarpackim, w powiecie lubaczowskim, od kilku dni trwa nękanie fundatorki pomnika ku czci ofiar OUN-UPA. Pani Jadwiga Zaremba ufundowała go na przycerkiewnym cmentarzu w miejscu pochówku trzech z ponad dwudziestu mieszkańców Radruża, zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Powiatowa Inspekcja Nadzoru Budowlanego uznała to za samowolę budowlaną i skierowała sprawę do prokuratury.

– Miejsca pochówku większości z nich są nieznane. Ci ludzie nie mają nawet krzyża, dlatego zdecydowałam, że cmentarz będzie najlepszym miejscem dla upamiętnienia wszystkich, którzy w Radrużu zginęli z rąk UPA – powiedziała portalowi Kresy.pl fundatorka, która postawienie krzyża finansowała z własnej nauczycielskiej emerytury. – Na krzyżu chciałam umieścić tablicę z nazwiskami ofiar: Polaków i Ukraińców, którzy zginęli z rąk banderowców. Nie włączyłam do tej liczby nazwisk dwóch osób narodowości żydowskiej, bo obawiałam się, że krzyż może się nie spodobać środowiskom żydowskim – wyjaśniła Zaremba. Problem w tym, że Powiatowa Inspekcja Nadzoru Budowlanego uznała to za samowolę budowlaną. Stanisław Różycki, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Lubaczowie, twierdzi, że to, co wybudowała pani Zaremba, nie jest ani krzyżem, ani nagrobkiem, ale pomnikiem, który został postawiony bez zezwolenia. – Jeżeli figurują słowa: „Tu spoczywają”, to jest to nagrobek, a jeśli: „Chwała” lub „Na pamiątkę”, wtedy jest to pomnik – oznajmia inspektor.
Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Lubaczowie. – Zarzutem było to, że jest to stawiane bez zezwolenia na terenie cmentarza zabytkowego, co wymaga zgody PINB oraz opinii konserwatora zabytków. Dlatego tę sprawę badamy. Na obecnym etapie postępowania stwierdzono, że są to wstępne prace, bo jest tam krzyż bez tablicy. Trwa przesłuchiwanie świadków – oznajmia prokurator Maria Budzianowska z Prokuratury Rejonowej w Lubaczowie.


Jacek Dytkowski
drukuj