Bezradność rządu jest bezdyskusyjna
Z senatorem Krzysztofem Zarembą ze Szczecina, byłym członkiem Platformy Obywatelskiej i Rady Krajowej tej partii, rozmawia Paweł Tunia
Zamknięcie stoczni w Gdyni i Szczecinie oznacza bezrobocie. Zakłady Cegielskiego w Poznaniu zapowiadają zwolnienie ponad 560 osób. Brakuje im zamówień na silniki okrętowe.
– Niepowodzenie prywatyzacji oznacza zapaść dla Szczecina i przemysłu stoczniowego, kłopoty nie tylko samych stoczni, ale także m.in. Zakładów H. Cegielskiego w Poznaniu. Budżet Szczecina już teraz po kilku miesiącach przestoju prac w stoczni stracił 10 mln zł, co pokazuje najlepiej, jakie są dotychczasowe skutki. Trudno mi w tej chwili oszacować, jakie straty ponosi budżet państwa. To będzie wiadomo pod koniec roku albo na początku przyszłego. W to trzeba będzie wliczyć także wpływy od innych firm, które kooperowały ze stoczniami, a one są rozsiane właściwie po całej Polsce. W tym miesiącu niemal połowa stoczniowców jest pozostawiona sama sobie i nie dostają żadnych świadczeń.
Czy przesunięcie lipcowego terminu zapłaty za stocznie w Gdyni i Szczecinie na dziś oznacza fiasko prywatyzacji?
– Obawiam się, że 17 sierpnia, czyli dziś, znowu nic się nie wydarzy, ale poczekajmy… Wielokrotnie mówiłem i mogę potwierdzić, że cała ta transakcja sprzedaży stoczni katarskiemu funduszowi była przygotowana dla potrzeb kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Premier Tusk próbował rozmawiać o transakcji w Paryżu z premierem Kataru, ale ten ostatni nie ma żadnego wpływu na banki komercyjne. Układ w transakcji polega prawdopodobnie na tym, że o ile wyniosła cena transakcji, o tyle będzie większa cena gazu sprowadzanego do Polski z Kataru. Można dojść do takich wniosków, tym bardziej że przy tak poważnym zakupie dużego majątku wcześniej robi się rozpoznanie rynku, a nie jest żadną tajemnicą, iż rynek zamówień armatorów na nowe statki bardzo się skurczył w tym roku, nawet o 70 proc. w poszczególnych kategoriach modelowych. Dlatego pojawia się szereg wątpliwości i ta transakcja nie może wyglądać poważnie, tym bardziej że wciąż nie wiemy, kto stoi za tymi funduszami, a wiemy, że gwarantem jest bank. Druga hipoteza jest taka, iż w sprzedaży stoczni chodzi o przejęcie terenu i transakcję na nieruchomościach. Zobaczymy, co wydarzy się dziś. Za sytuację odpowiada premier Donald Tusk i minister skarbu Aleksander Grad. Moim zdaniem, dezynwoltura i zaniechania ze strony premiera skutkują tym, że mamy likwidowane stocznie. Problem listu nieznanego stowarzyszenia, którym usprawiedliwiał wątpliwości Katarczyków minister Grad i wynikająca z tego zwłoka finansowa, jest w ogóle niepoważny. Szkoda o tym w ogóle rozmawiać. Takie usprawiedliwianie to po prostu absurd.
Przed wejściem w życie specustawy na początku roku stocznie mogły funkcjonować, miały zamówienia.
– W specustawie stoczniowej przygotowanej w grudniu powinno było zostać zapisane dokładnie, jakie są oczekiwania wobec inwestora. Teraz ludzie zostali zwolnieni, zaliczki armatorom zostały zwrócone, skasowane zostały dwa portfele zamówień dla obydwu stoczni warte po jednym miliardzie dolarów każdy. Nawet gdyby część armatorów się wycofała, to i tak była praca na półtora roku. Za to odpowiedzialność polityczną ponosi premier Tusk i Platforma Obywatelska. Najlepiej byłoby, gdyby transakcja sprzedaży stoczni została przeprowadzona tak jak wielu innych firm – a więc sprzedaż firmy niepodzielonej, lecz w całości, w trakcie produkcji – dużemu inwestorowi branżowemu. Dzisiaj trudno odpowiedzieć na pytanie, co mogłoby uratować polskie stocznie. Specustawa była niepotrzebna. Zabrakło woli politycznej załatwienia sprawy z Brukselą i KE, tak jak załatwiają to Niemcy i Francuzi. Trzeba się uczyć od tych, którzy są skuteczni, a ci ostatni są bardzo skuteczni na polu walki o swoje interesy.
Dziękuję za rozmowę.
