Schetyna przestraszył się łatki „sprzyjającego faszystom”
Głośne protesty środowisk kresowych, kombatanckich i patriotycznych skłoniły władze Polski do zablokowania w ostatniej chwili wjazdu na teren naszego kraju ukraińskich uczestników rajdu rowerowego, podążających europejskimi śladami Stepana Bandery. Cykliści przez kilka godzin oczekiwali na odprawę na przejściu granicznym w Medyce, bezskutecznie. Po analizie dokumentów Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji uznało, że wizy zostały przez uczestników rajdu wyłudzone.
Na przejściu granicznym w Medyce funkcjonariusze Straży Granicznej podjęli wczoraj decyzję o odmowie wjazdu do Polski uczestnikom rajdu śladami Stepana Bandery. – Decyzja ta została podjęta w zgodzie z polskim prawem i w zgodzie z prawem UE – zaznaczył Tomasz Siemoniak, wiceminister spraw wewnętrznych. Jak podkreślił, resort nie ocenia i nie odnosi się do historii i poglądów obywateli innych państw, którzy chcą wjechać na teren Polski, a w sprawie od początku nie było dobrej woli uczestników rajdu. – Wnioski, które zostały przedłożone konsulowi, nie odpowiadały rzeczywistemu celowi pobytu tej grupy. Przekazano pismo Bieszczadzkiego Towarzystwa Cyklistów potwierdzające, że te osoby mają być na imprezach rowerowych w Polsce, ale chodziło o inne imprezy i inne terminy – dodał. Siemoniak zaznaczył też, że w żadnej innej, oficjalnej formie władze polskie nie zostały powiadomione, że taka zorganizowana grupa zamierza przebywać na terenie Polski, a tym bardziej w żaden sposób nie został określony cel takiego pobytu. – Uznajemy, i potwierdziła to kontrola funkcjonariuszy Straży Granicznej, że wizy zostały wyłudzone – dodał. Przedstawiciele MSWiA i MSZ zaznaczyli, że Polsce zależy na dobrych stosunkach z Ukrainą, na uczciwej pamięci o historii i realizacji wspólnych wyzwań, a zwłaszcza wspólnej organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku. Siemoniak zaznaczył, że Ukraińcy są zawsze mile widziani w Polsce, jednak ich wizyty muszą odbywać się według obowiązujących zasad.
Blisko godzinę po ogłoszeniu decyzji MSWiA w mediach, organizator rajdu Pawło Sawczuk twierdził, że nie został poinformowany o zakazie wjazdu do Polski. Zaznaczył, że przebywa w pomieszczeniu Straży Granicznej, do którego skierowano go, gdy pojawił się na polskiej granicy. Sawczuk mówił, że on i jego koledzy zostali rozdzieleni i nie mają ze sobą kontaktu. W rozmowie z PAP zastanawiał się, co może oznaczać decyzja władz Polski dla uczestników rajdu. – Będziemy deportowani? Otrzymamy zakaz wjazdu do Unii Europejskiej? – pytał.
Przeciwko przebiegowi rajdu przez Polskę, odbywającego się ku czci Stepana Bandery, odpowiedzialnego za ludobójstwo dokonywane przez oddziału OUN-UPA na Kresach Wschodnich, protestowały środowiska kresowe, kombatanckie, organizacje patriotyczne i mieszkańcy ziem, które pamiętają mordy dokonywane przez banderowców w czasie II wojny światowej.
Z zablokowania rajdu zadowolony jest dr Jerzy Bukowski, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie. Zaznaczył jednak, że źle się stało, że władze polskie tak długo zwlekały z decyzją. – Nasze władze przez dwa tygodnie nic nie zrobiły, by w końcu załatwić sprawę na granicy. Nie zdziwię się, jeśli teraz Polacy będą mieli utrudniony wjazd na Ukrainę. W mojej ocenie, minister spraw zagranicznych powinien już dawno jasno powiedzieć, że nie życzymy sobie na terytorium Polski rajdu Bandery. Takiej postawy oczekiwałem. Wybrano metodę biurokratyczną – powiedział w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Bukowski uznał też, że zablokowanie wjazdu młodych cyklistów do Polski uchroniło ukraińskie dzieci, które nie rozumiały całej sytuacji i nieświadome stały się elementem politycznej prowokacji nacjonalistów ukraińskich.
Marcin Austyn
