Homilia wygłoszona przez Biskupa Polowego WP, podczas Mszy św. radiowej w 90.rocznicę powołania do istnienia Polskiej Policji w Bazylice św. Krzyża w Warszawie.
i nie ceni przeszłości, ten nie jest
godzien szacunku teraźniejszości
ani nie ma prawa do przyszłości”
(I Marszałek RP Józef Piłsudski)
Powołanie i rozmnożenie chleba to kluczowe treści liturgii słowa dzisiejszej niedzieli. Jesteśmy powołani, żeby być świadkami cudu Eucharystii, którego zapowiedzią było rozmnożenie chleba przez Jezusa. Jezus, podobnie jak kiedyś Mojżesz, prowadzi tłum do Królestwa Bożego, obiecanego przez Ojca. To właśnie Królestwo Boże, zbawienie, jest ostatecznym celem naszej wędrówki i wszelkich starań. Wędrówka ta jest zapoczątkowana Paschą, czyli przejściem od jednego sposobu życia – ziemskiego, na wzór tego świata – do nowego życia, w wierze. Dziś tą Paschą jest sakrament chrztu, potwierdzony potem dojrzałą decyzją wiary. Z tą chwilą chrześcijanin wyrusza w swoją życiową drogę do Boga.
W tej wędrówce nie idziemy sami, lecz jesteśmy prowadzeni przez Jezusa. To On nam towarzyszy, wskazuje drogę i troszczy się o najważniejsze sprawy. Człowiek jest nieraz za słaby, aby zaradzić wszystkim potrzebom i sprostać trudnościom pustynnej drogi życia. Ale zawsze możemy liczyć na Jezusa.
To, czego nie jest w stanie zrobić człowiek, to czyni Bóg. Właśnie dlatego daje nam Eucharystię. Jezus wie dobrze, czego potrzebujemy. I dlatego chce nam dać inny chleb – Chleb Życia i Miłości – Eucharystię. Doskonale wie, że nie da się go kupić za żadne pieniądze, ale wystawia nas na próbę, czy gotowi jesteśmy coś dla tej miłości poświęcić. Jeśli damy z siebie to, na co nas stać, wtedy dzięki Bożemu błogosławieństwu na pewno wystarczy. Apostołowie w stosunku do potrzeb nie mieli prawie nic. 200 denarów to była równowartość prawie rocznej pensji, a oni mieli jedynie pięć chlebków i dwie ryby. A jednak starczyło i jeszcze zostało! O to zatroszczył się już Chrystus. My mamy jedynie być gotowi, żeby Mu zaufać i pomóc. A wtedy wszystkie nasze potrzeby – i doczesne, i wieczne, będą zaspokojone z nawiązką.
Obchodzimy w tym roku 90. rocznicę powołania Policji Państwowej w Polsce. Sejm II Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 24 lipca 1919 roku uchwalił ustawę o Policji Państwowej, która jako organ wykonawczy władz państwowych i samorządowych miała za zadanie ochronę bezpieczeństwa, spokoju i porządku publicznego.
Gdy w 1919 roku, w dopiero co odradzającym się kraju, pierwsi policjanci podejmowali swoją służbę na rzecz porządku i praworządności, to zanim udali się na swoje posterunki, składali przysięgę, że na powierzonym stanowisku pożytek państwa polskiego oraz dobro publiczne mieć będą zawsze przed oczyma. Policjanci składali tę przysięgę Bogu wszechmogącemu w przekonaniu, że źródłem rzeczywistego męstwa w wypełnianiu wszelkich zobowiązań jest Bóg.
Od kilkunastu lat, podobnie jak to miało miejsce w II Rzeczpospolitej i obecnie w wielu krajach europejskich, policjanci mogą korzystać w sprawach duchowych z pomocy kapelanów. Jest to potrzebne zwłaszcza wtedy, gdy policjant jest w trudnej osobistej sytuacji, jest w stresie, jest uwikłany w jakieś uzależnienia i potrzebuje pomocy. Kapelan, który zna życie i uwarunkowania pracy policjanta, może mu przyjść z pomocą, również sakramentalną, w walce z największym przeciwnikiem człowieka, jakim jest zło rodzące się w sercu. Tu potrzebny jest ciągły wysiłek nad kształtowaniem własnego sumienia. Społeczeństwo potrzebuje osób pełniących swoje obowiązki ze świadomością, że każda praca, każda służba wykonywana sumiennie przyczynia się do budowy sprawiedliwszego i prawdziwie wolnego społeczeństwa.
Dla zbadania nieuczciwych struktur powołuje się w Polsce dość często kolejne komisje śledcze. Warto jednak sobie uświadomić, że jeżeli społeczeństwo nie odzyska tego najbardziej wartościowego środka kontroli, jakim jest prawe sumienie każdego człowieka, to komisji trzeba będzie powoływać coraz więcej. Nic tak drogo nie kosztuje, jak brak ukształtowanych prawych sumień w sercach ludzi, którym powierzamy dobro wspólne, dobro Ojczyzny. Dziś często mówimy o ekologii w wielu dziedzinach życia, ale nikt nie chce mówić o ekologii i wrażliwości ludzkich sumień.
Wciąż jest duże społeczne przyzwolenie dla rażącego naruszania zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowych. Godzimy się na bardzo szybką jazdę, narażamy życie i zdrowie nie zapinając pasów bezpieczeństwa, przymykamy oko, jeśli ktoś z naszych bliskich lub znajomych wsiada do samochodu pod wpływem alkoholu! Czy tak musi być? Jestem przekonany, że nie. Stawką jest przecież wartość najważniejsza – ludzkie życie! Otoczmy zatem troską życie także na naszych drogach! Szybkość zabija wszystkich użytkowników dróg: kierowców, pieszych i rowerzystów. Zmniejszenie przeciętnej prędkości o 5 proc. redukuje liczbę wypadków o 30 proc. W ciągu ostatnich 15 lat w Polsce zdarzyło się ponad 820 tys. wypadków drogowych, w których zginęło blisko 100 tys. osób, a ponad milion zostało rannych.
Tragiczny powrót maluchem z dyskoteki: pięć osób nie żyje, a jedna jest ciężko ranna. Ludzka głupota czy przeznaczenie? – taką wiadomość przesłał operator sieci komórkowej, zachęcając do dyskusji za pomocą SMS-ów na ten temat. Wybór między głupotą a przeznaczeniem zdecydowanie mi nie odpowiada. Jednak problem postawiony przez operatora domaga się refleksji. Podobnie jak wielkie billboardy na naszych szosach z nagrobnym krzyżem w miejscu wypadku i tym samym dylematem – głupota czy przeznaczenie? Również podawanie liczby ofiar wypadków w miejscach szczególnie niebezpiecznych prowokuje do refleksji…
Jazda po drogach ma wymiar moralny, związany z odpowiedzialnością. W obliczu odpowiedzialności moralnej może pojawić się u ludzi pokusa ucieczki od niej. W przypadku etyki motoryzacyjnej w polskich realiach taka pokusa jest wyjątkowo silna. Żaden z nas, kierowców, nie jest winien! Winne jest państwo, ministerstwo, polityka…
Bardzo wiele wypadków rzeczywiście wynika z fatalnego stanu polskich dróg. Głównym jednak sprawcą wypadków jest sam kierowca. Człowiek, który siadając za kierownicą, podejmuje się konkretnego czynu ludzkiego, świadomego i dobrowolnego. Co w tym wypadku wpływa na kształt moralny tego czynu?
Na pewno istotnym jest stan samochodu. Wiadomo powszechnie, że na polskich drogach jeździ wiele zabytków ściągniętych ze złomowisk Europy. „Podrasowane” przez mechanika te automobile nie oszukają jednak swoją marką upływu czasu. Nie oszukają zniszczeń, korozji, stanu silnika. Tym bardziej, im bardziej kierowca oszczędza na przeglądzie technicznym pojazdu.
Drugą przyczyną są umiejętności. Przytoczona wcześniej wiadomość o ofiarach z malucha jakby sugerowała symbiozę stanu auta i umiejętności. Można przecież owo „z dyskoteki” przełożyć na mieszankę brawury, alkoholu, zmęczenia zabawą… Zapewne, jako Polacy, jesteśmy bardzo dobrymi kierowcami, ale takie uogólnienia są niebezpieczne.
Niebezpiecznym jest nadmierna ufność sobie samemu, swoiste zuchwalstwo. Ono może sięgać pewnych wzorców, zaobserwowanych w mediach, na filmie, czy grze komputerowej. Jednak, może nigdzie tak jak tu, okazuje się, że wirtualna rzeczywistość jest inna niż ta realna.
Przy tym brakowi umiejętności lub wręcz brawurze jazdy rzadko towarzyszy kultura. Widać to, kiedy przekraczamy naszą zachodnią granicę. Za nią rodzą się nawyki przepuszczania pieszych na przejściu, włączania się z zamkniętego na autostradzie pasa na czynny ruchem ciągłym, płynnym… Tutaj szybko zanika owa nabyta sprawność… Powrót na fatalne polskie drogi wiąże się z fatalną polską brawurą i zanikiem przewidywalności zdarzeń.
Żaden jednak ludzki czyn tak naprawdę nie jest zupełnie i absolutnie jednostkowym. Przeciwnie, każdy czyn tworzy pewne uczestnictwo z drugimi w tym, co jest dobrem lub złem.
Każda jazda, nawet najbardziej indywidualna, ma wymiar społeczny. Przecież odbywa się nie po betonowej plaży czy płycie lotniska, ale na drodze, po której poruszają się inni: piesi, rowerzyści, maszyny rolnicze, samochody osobowe i ciężarowe, pojazdy uprzywilejowane. Każdy z nich to nie tylko opis elementu w planszach egzaminacyjnych, ale konkretny człowiek, idący z pracy do domu, jadący rowerem po godzinach pracy, to rolnik na polu, który wsiadł na swoją maszynę po raz pierwszy od roku, to beztroscy narzeczeni, zajęci sobą, a nie ruchem drogowym, to kierowca wiozący pasażerów autobusem…
Agresywne działania za kierownicą mają różne przyczyny. Mogą być związane z emocjami, pośpiechem, wpływem alkoholu lub narkotyków, a także postawami i zachowaniami innych uczestników ruchu drogowego. Agresja może skutkować przekraczaniem dozwolonych limitów prędkości, wykonywaniem niebezpiecznych manewrów podczas zmiany pasa ruchu, niestosowaniem się do znaków i sygnałów drogowych, np. przejeżdżaniem na czerwonym świetle, agresywnym używaniem klaksonu i wykonywaniem niegrzecznych gestów. Wyniki badań OBOP mówią, że do działań agresywnych, z jakimi najczęściej spotykają się kierowcy, należą w 77 proc. zbyt szybka i brawurowa jazda. W nieco mniejszym stopniu spotykane jest wymuszanie pierwszeństwa – 50 proc., zbyt ostra i dynamiczna jazda (44 proc.), jazda tuż za poprzedzającym pojazdem bez zachowania bezpiecznego odstępu (39 proc.) i tyle samo stanowią sytuacje gwałtownych wejść na jezdnię przez pieszego, tzw. wtargnięcia, oraz poruszanie się pieszych po drogach bez jakichkolwiek elementów odblaskowych w nocy.
Tam, gdzie jest człowiek, łamią się schematy. Trzeba umieć to wszystko odczuwać, przeżywać, tego doświadczać… Trzeba przede wszystkim umieć przewidywać.
Prosty znak drogowy tylko zapowiada jakąś bardziej złożoną rzeczywistość. Przecież nie oddaje do końca stopnia krzywizny jezdni, nie przypomni, że ten zakręt biegnie w lesie, w którym dłużej utrzymuje się wilgotna jezdnia, nie przewidzi, że za zakrętem zatrzymał się na wysepce autobus z dziećmi, które rozbiegają się po lesie…
Podstawowym zadaniem i obowiązkiem kierowcy jest zdolność przewidywania, tak jak ma to miejsce w szachach, ale z nieporównywalnie szybszym refleksem. Wyobraźnia zyskuje tutaj walor moralny.
Wspomnieć także wspomnieć o dość często spotykanej na drodze odmianie agresji, to jest tzw. prywatnej egzekucji prawa. O ile agresywne gesty czy nadużywanie sygnałów świetlnych lub dźwiękowych są bardzo przykre i świadczą jedynie o niskiej kulturze dopuszczającego się tych zachowań kierowcy, o tyle już np. świadome uniemożliwianie zakończenia manewru wyprzedzenia i powrotu na prawy pas ruchu w sytuacji bezpośredniego niebezpieczeństwa zderzenia z nadjeżdżającym z przeciwka pojazdem stanowi oczywisty zamach na zdrowie czy życie współuczestnika ruchu. Takich „egzekutorów” prawa nie brakuje niestety na naszych drogach. Jest nim kierowca jadący uparcie lewym pasem jezdni jednokierunkowej z dopuszczalną prędkością i umyślnie uniemożliwiający wyprzedzenie pojazdów jadących prawym pasem, jest nim również kierowca, który chcąc dać nauczkę wyprzedzającemu nadjeżdżającemu z przeciwka, umyślnie kontynuuje jazdę przy osi jezdni, choć mógłby bez problemu umożliwić ten manewr, zbliżając się do prawej krawędzi jezdni lub nawet zjechać na utwardzone pobocze.
Niestety, u wielu z nas podczas jazdy odzywają się czasem złe instynkty. Wady nie są jednak po to, by im ulegać, ale by z nimi walczyć. Dlatego nie traćmy czasu i od zaraz starajmy się cywilizować nasze zachowania na drodze – bo od tego zależy często życie nasze i naszych bliźnich.
Warto także obok słów głupota czy przeznaczenie, wprowadzić jeszcze jedno – grzech. Nieodpowiedzialność na drodze jest grzechem. Zarówno gdy wynika z jazdy po piwie czy czymś mocniejszym, jak i wtedy, gdy kierowca pragnie spróbować swoich możliwości oraz gdy nie liczy się z warunkami jazdy innych. Skoro pada słowo „grzech”, to oznacza, że problemy, powyżej zarysowane, zostały uznane i ocenione przez sumienie. A może w związku z tym warto, aby przy okazji różnych rekolekcji, konferencji, a nawet i z racji błogosławienia pojazdów – obok modlitwy pojawił się też rachunek sumienia kierowcy. A także rachunek sumienia drogowca, wykonawcy dróg, mostów… Im częściej będą odświeżane nasze sumienia w tym względzie, tym może lepiej będzie nam się jeździło (ks. P. Bortkiewicz).
Drodzy Policjanci i Policjantki,
Pełnicie trudną, ale niezbędną służbę społeczeństwu, nie szczędząc wysiłków, aby zapewnić ład i porządek. Pomagacie ludziom przestrzegać praw, które są podstawą zgodnego i harmonijnego współżycia. Dzięki Wam dobra publiczne i prywatne zostają zabezpieczone, a zdrowie obywateli jest chronione dzięki Waszym działaniom prewencyjnym. Łatwo się domyślić, że wszystko to nakłada na Was ogrom zadań, które wymagają konsekwencji i ofiarnego zaangażowania w służbę wspólnemu dobru, a także wrażliwości na człowieka, poczucia odpowiedzialności, niewyczerpanej cierpliwości i postawy akceptacji wobec wszystkich. Są to niełatwe umiejętności, dlatego tak ważne jest, abyście mogli liczyć na pomoc Bożą.
Praca policjanta jest dziś szczególnie trudna, niebezpieczna i odpowiedzialna, dlatego potrzebna jest im nasza życzliwość i modlitwa. Dzisiejsza Uroczystość to piękna okazja do wyrażenia naszej wdzięczności wszystkim policjantom i policjantkom, za ich poświęcenie i trud, a także ich rodzinom i bliskim.
Przypomnę na zakończenie również słowa modlitwy kierowcy, która jest często przez nas zapominana: „Boże, daj mi pewną rękę i bystre oko, abym na drogach nie wyrządził nikomu krzywdy. Nie pozwól, Dawco Życia, abym stał się przyczyną śmierci i kalectwa, a także zachowaj mnie od nieszczęścia i wypadku”.
Amen.
+ Tadeusz Płoski
Biskup Polowy Wojska Polskiego
Warszawa, 26 lipca 2009 r.
