A ty toń, plantatorze
Już w przyszłym roku produkcja tytoniu może stać się w Polsce całkowicie nieopłacalna
Jeżeli Komisja Europejska wprowadzi w życie plan likwidacji dopłat do uprawy tytoniu w całej Unii Europejskiej, to w Polsce dla 15 tysięcy gospodarstw specjalizujących się w uprawie tej rośliny oznaczać to będzie bankructwo. KE chce walczyć z palaczami, ale uderza w interesy rolników i producentów papierosów, a przy okazji daje możliwość zarabiania ogromnych pieniędzy przestępcom.
Jeżeli znikną dopłaty do uprawy tytoniu, to tegoroczne zbiory w Polsce będą prawdopodobnie ostatnimi. Dotyczy to zwłaszcza północno-wschodniej części kraju. Plantatorzy mówią, że gleby są tu tak słabe (5.-6. klasa), że oprócz mało wymagającego tytoniu nic innego na nich nie wyrośnie. Choć zbiory liści przeprowadza się pod koniec lipca, to plantatorów nikt o odebraniu im dopłat jeszcze nie uprzedził i na pewno nie spodziewają się oni tak złych wieści. Przeciwnie, liczą na to, że tak jak im to obiecano w przyszłym roku, po pięciu latach nierównego traktowania UE zrówna wysokość dopłat do tytoniu w krajach starej „15” i „10” państw przyłączonych w 2004 roku.
Do roku 2009 plantatorzy otrzymywali z UE bezpośrednie dopłaty do kilograma wyprodukowanego tytoniu oraz oddzielnie na modernizację produkcji. Niedawno Komisja Europejska postanowiła zlikwidować dopłaty do produkcji tytoniu na terenie całej Wspólnoty. Taka decyzja może spowodować w Polsce bankructwo 15 tysięcy gospodarstw specjalizujących się w uprawie tej rośliny. Dopłaty mają zniknąć już w 2010 roku. Plantatorzy liczą jeszcze mimo wszystko na dotrzymanie obietnic przez rząd.
– Nasze władze obiecały nam, że w latach 2010-2012 otrzymywać będziemy z Unii dopłaty do usług niezwiązanych z produkcją tytoniu, czyli 50 procent tego, co otrzymywaliśmy w ubiegłych latach – mówi Jan Milanowski, prezes zarządu Zrzeszenia Producentów Tytoniu „Tabako” z siedzibą w Suchowoli, które zrzesza 500 plantatorów tytoniu z rejonów m.in. Suchowoli, Augustowa, Ełku i Szczuczyna. – Ten czas Unia daje nam na zmianę profilu produkcji. Jednak do tej pory sama Bruksela wydała już 5 mln euro na znalezienie alternatywy dla uprawy tytoniu w Polsce. I nie znalazła nic, więc wielu z nas uważa, że po tych 3 latach nie da już nic – dodaje Milanowski.
Bez dopłat uprawa tytoniu jest nieopłacalna. – Jeżeli plantator dostawał do tej pory mniej więcej 5 złotych dopłaty do wyprodukowanego kilograma tytoniu, to jedynie te pięć złotych stanowiło jego zysk. Resztę zżerają bardzo wysokie koszty produkcji – mówi Milanowski. Przewiduje on również, że uprawa tytoniu w Polsce przestanie mieć rację bytu już od roku 2010, kiedy to Unia zacznie wypłacać plantatorom (przez trzy lata) pieniądze nawet wówczas, gdy nie będą oni uprawiać tytoniu. – Jeżeli Unia będzie płacić za nicnierobienie, to po co sadzić? Tylko po to, żeby się narobić i nic z tego nie mieć? – pyta Milanowski. – Z moich obserwacji wynika, że przywódcy UE dążą do tego, żeby zupełnie w Europie i w Polsce zniszczyć rolnictwo, a zająć się tylko handelkiem chińskimi czy indyjskimi wyrobami. Bo tak to wygląda. Po kolei likwidują u nas plantacje buraków cukrowych, uprawę chmielu, niszczą stocznie, teraz na tapetę wzięli nas – wylicza Milanowski.
Plantatorzy z województw podlaskiego i warmińsko-mazurskiego produkcję tytoniu zaczęli modernizować już w roku 1996. Wprowadzili wówczas m.in. pierwsze suszarnie kontenerowe z automatycznym procesem suszenia liści. Do roku 2002 w rejonie pojawiło się aż 400 takich nowoczesnych obiektów z kompleksowym wyposażeniem. Większość gospodarzy nastawiła się wyłącznie na uprawę tytoniu, likwidując inne gałęzie produkcji rolnej. Niektóre plantacje sięgają tu kilkunastu hektarów. – W uprawie tytoniu zrobiliśmy w tych latach olbrzymi skok technologiczny. Wielu plantatorów zainwestowało po kilkaset tysięcy złotych. Mamy teraz wszystko, co nam potrzebne do sprawnej, nowoczesnej produkcji i właśnie teraz chcą nas zniszczyć – zaznacza Milanowski. Z plantacji tytoniu oprócz samych plantatorów i ich rodzin utrzymuje się również wielu pracowników sezonowych pracujących podczas zbiorów. W północnej części województwa podlaskiego, gdzie tytoń uprawia się od pokoleń, istnieją wyspecjalizowane w zbieraniu liści brygady robotnicze. W brygadach tych w województwach podlaskim i warmińsko-mazurskim sezonowo pracuje około 5 tysięcy osób. W skali kraju może to być nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Duże plantacje tytoniu oprócz wymienionych województw funkcjonują m.in. w woj. lubelskim, świętokrzyskim czy małopolskim.
Plantatorzy, członkowie Zrzeszenia Producentów Tytoniu „Tabako”, uprawiają tytoń głównie dla jednej z największych w Polsce fabryk papierosów British American Tobacco w Augustowie. Od kilku lat rolnicy nie kontraktują jednak dostaw z samą fabryką, ale z jej podnajemcą, tzw. pierwszym przetwórcą, którym jest w tym przypadku firma Universal Leaf Tobacco Poland. Podlascy plantatorzy uważają, że nawet w przypadku, gdy oni przestaną uprawiać tytoń, fabryce nie grozi upadek, ponieważ zacznie ona importować tytoń z krajów dalekiej Azji. Problem w tym, że tytoń ten nie jest najlepszego gatunku. Nie istnieje tam zupełnie kontrola jakości. – My nie twierdzimy, że palenie tytoniu wpływa na polepszenie zdrowia, przeciwnie, ale paradoksalnie ten tytoń, który my uprawiamy, to „najzdrowsza trucizna na rynku”, bo jest uprawiana pod ogromnym reżimem europejskich wymagań ekologicznych. To jest bez użycia żadnych szkodliwych środków chemicznych – podkreśla Jan Milanowski. – Niedawno Rosjanie kupili 200 ton chińskiego tytoniu. A kiedy go zbadano w laboratorium, okazało się, że pełno w nim bardzo silnej substancji chemicznej, rakotwórczej, zakazanej u nas już 40 lat temu – dodaje Milanowski.
Zdaniem niezwykle wpływowego w Brukseli antynikotynowego lobby likwidacja uprawy tytoniu w UE spowoduje, że nałogowi palacze przestaną palić. Jednak na przykładzie Polski widać, iż palaczy nie ubywa nawet z powodu ostatnich wielkich rządowych podwyżek akcyzy na papierosy. Ubywa za to z tego powodu pieniędzy w budżecie państwa. W ostatnim roku stracił on na podwyżce akcyzy na papierosy około 1,5 mld złotych. W tym roku może to być już 5 mld złotych straty. Czy ludzie przestali palić? – nie, palacze zaczęli się po prostu zaopatrywać w towar pochodzący z przemytu (np. z Rosji, Ukrainy czy nawet Turcji) lub wytwarzany w nielegalnych fabrykach w kraju, z czego zyski czerpie mafia. Tylko w ostatnich kilku miesiącach policja wykryła w Polsce trzy ogromne nielegalne fabryki papierosów. Funkcjonariusze straży granicznej alarmują natomiast o ogromnym wzroście ujawnionych prób przemytu papierosów.
Adam Białous
