Jest zapotrzebowanie na szkoły katolickie
Z ks. dr. Sylwestrem Jeżem, przewodniczącym Rady Szkół Katolickich oraz dyrektorem warszawskiego Katolickiego Zespołu Edukacyjnego im. ks. Piotra Skargi, rozmawia Jacek Dytkowski
Z jakimi problemami najczęściej borykają się obecnie szkoły katolickie w Polsce?
– U nas niewątpliwie barierą jest strona finansowa. Wprawdzie wielu rodziców chciałoby, żeby ich dzieci uczyły się w szkole katolickiej, ale czesne – które jest i tak stosunkowo nieduże w porównaniu z innymi szkołami niepublicznymi – stanowi pewne obciążenie. Jeśli nawet wynosi 500 zł, w rzeczywistości dla wielu rodzin jest to duża przeszkoda. Pomimo tego wielu rodziców, nieraz dużym kosztem, decyduje się na posłanie swych pociech do szkoły katolickiej. Gdyby stopa życiowa była u nas większa albo też państwo w większym stopniu dofinansowywało te ośrodki edukacyjne, tym bardziej byłyby one dostępne.
Od pewnego czasu liczba takich szkół w Polsce jest stabilna, mimo że zapotrzebowanie na nie wyraźnie rośnie.
– W Polsce rokrocznie przybywa jednak szkół katolickich. Nie jest to jakiś zastraszający przyrost. Mamy wiele wspólnot zakonnych, stowarzyszeń, diecezji, parafii i w ogóle zaangażowanych katolików świeckich, którzy byliby gotowi taką placówkę założyć, ale problemem jest baza lokalowa. Owszem, od 1990 r. było więcej możliwości, bo zakon lub diecezja odzyskiwali jakieś pomieszczenia, które były im zabrane po wojnie, ale ta sytuacja w tej chwili jak gdyby się skończyła. Obecnie wybudowanie właściwego obiektu, takiego, który spełniałaby określone standardy – jest już sporym wysiłkiem. Z trudnością może zdobyć się na niego zgromadzenie zakonne lub diecezja. Przeszkodą w rozwoju szkół katolickich na pierwszym planie jest dlatego baza lokalowa, gdyż nie ma gdzie ich organizować. Powoli jednak diecezje tworzą takie placówki, powstają i buduje się nowe obiekty, ale jest to stanowczo za mało względem potrzeb. Tym niemniej każdego roku szkół przybywa. W tej chwili mamy ich prawie 500 – to już jakaś poważna liczba. Pamiętajmy, że po wojnie było ich mniej niż dziesięć, więc jest znaczny przyrost od 1990 roku.
Istnieje więc potrzeba tworzenia nowych szkół katolickich?
– Tak. Oczywiście atmosfera – jak i względem całej działalności Kościoła – nie jest temu w Polsce sprzyjająca. Na pewno w jakiejś mierze rzutuje to również na działalność edukacyjną. Rodzice jednak widzą, że rzeczywiście trzeba zatroszczyć się o wychowanie swojego dziecka i oddać go w dobre ręce. Uważają, że takim miejscem jest właśnie Kościół.
Czym kierują się rodzice, posyłając dziecko do szkoły katolickiej?
– Właściwie trzeba by było zapytać: czym się kierują, a czym powinni? I czym byśmy chcieli, ażeby się kierowali? Chcielibyśmy mianowicie, żeby traktowali szkołę katolicką jako miejsce, które dobrze wyedukuje dziecko, ale też nauczy poszanowania ewangelicznych wartości, jakie w domu pielęgnujemy. Zatem jej zadaniem jest m.in. kontynuacja takiego procesu wychowania. Jednak prawda jest taka, że wielu rodziców posyła do nas dzieci, nie kierując się tymi względami, ale tylko dlatego, że są to szkoły bezpieczne i solidne. Wiedzą, że w tych szkołach dzieckiem dobrze się zaopiekujemy, że jest w nich mniejsze prawdopodobieństwo jakichś niepożądanych zdarzeń. W wyniku tego podejścia do roli szkoły katolickiej mamy część takich uczniów. Jest to dla nas trochę trudne, z drugiej strony jednak trzeba sobie przypomnieć, że podobnie było z katechezą, kiedy narzekano, że straciła na jakości przez to, że zdecydowano się nauczać jej w szkołach. Wiadomo jednak, że jej powrót nastąpił w 1990 r., a stało się to z inspiracji Ojca Świętego Jana Pawła II. Wiedział, że w czasach dużej laicyzacji ważne jest, żeby Kościół wyszedł naprzeciw, do szkoły, bo jak tego nie zrobi, to być może młodzież do salki katechetycznej w ogóle nie przyjdzie. Dlatego Jan Paweł II mówił, że szkoły katolickie również mają być otwarte dla osób niewierzących – jeśli nie kontestują one światopoglądu chrześcijańskiego – oraz dla innych wyznań. Czyli jeśli ktoś niewierzący ma szczere pragnienie bycia w dobrej szkole i otrzymać dobre podstawy wychowawcze i jest jakąś osobą poszukującą – też trzeba go przyjąć. Dlatego może dobrze, że są takie osoby, chociaż ci ludzie nieraz szukają szkoły katolickiej ze względu na inne motywacje. Jeżeli dziecko takiej właśnie poszukującej osoby będzie uczyć się w takiej placówce, musi tym samym uczestniczyć w pewnej mierze w jej życiu i może samo też w jakiś sposób zrewiduje swoje życie.
To od rodziców, ale także nauczycieli i wychowawców zależy w dużej mierze, jaka będzie formacja edukacyjna i duchowa uczniów. Jak Rada Szkół Katolickich (RSK) wspiera rodziców i pedagogów na tej drodze?
– Zajmujemy się nauczycielami, szkołami, ale nie bezpośrednio rodzicami, bo oczywiście nie jesteśmy w stanie tego czynić jako RSK. Zależy nam na formacji kadry pedagogicznej. Organizujemy wiele spotkań, które mają za zadanie wspierać grono pedagogiczne szkół. Są one skierowane dla dyrektorów i nauczycieli. Odbywają się kursy zarządzania oraz spotkania, które dotyczą już bardziej szczegółowych spraw związanych z wychowaniem. Wszystkie spotkania dla dyrektorów mają swoją część formacyjną. Nawet jeśli na konferencjach poruszamy sprawy związane z prawem oświatowym, to zawsze towarzyszy im także część formacyjna. Co roku mamy kilka takich spotkań.
Czego one konkretnie dotyczą?
– Zawsze odbywa się wielkie ogólnopolskie spotkanie – Forum Szkół Katolickich, na przełomie listopada i grudnia na Jasnej Górze. Trwa ono trzy dni, są tam poruszane tematy aktualne, ale przede wszystkim o charakterze – można powiedzieć – wychowawczym. Ostatnio chociażby poruszaliśmy na naszych spotkaniach nauczanie Ojca Świętego razem z różnymi aspektami w odniesieniu do rodziny, tożsamości narodowej czy wychowania. Przygotowujemy też pewne materiały formacyjne dla nauczycieli. Nie jesteśmy oczywiście w stanie objąć swoim zasięgiem wszystkich nauczycieli. Organizujemy spotkania, z każdej szkoły zapraszając po dwie osoby – i chcemy, żeby później na radach pedagogicznych przedstawiły one to, co na tych spotkaniach poruszaliśmy. W tym celu rozprowadzamy również materiały. Pracujemy zatem z nauczycielami, pokazujemy im różne drogi formacji, a później pracę z rodzicami.
Jakie najczęściej podmioty prowadzą szkoły katolickie – czy są to zgromadzenia zakonne, czy świeckie organizacje?
– Najwięcej, oczywiście, zgromadzenia. Salezjanie prowadzą wiele szkół katolickich. Ten zakon plasuje się na pierwszym miejscu pod tym wzglądem. Większość szkół prowadzą zgromadzenia żeńskie – to istotny procent. Poza tym szkolnictwem katolickim zajmują się także diecezje i różne stowarzyszenia.
A organizacje świeckie?
– Oczywiście są też świeckie stowarzyszenia, które również prowadzą w Polsce szkoły. By taką placówkę zorganizować, muszą one wystąpić do biskupa o dekret stwierdzający, że jest to szkoła katolicka. Oczywiście powinny być też spełnione pewne określone warunki. Chciałbym tu dodać, że wśród szkół katolickich od pewnego czasu coraz więcej z nich ma rangę publicznych. A taką placówkę może prowadzić nie tylko samorząd, ale również inny podmiot, z tym że musi otrzymać na to zgodę. My akurat jesteśmy szkołami niepublicznymi, ale na prawach szkoły publicznej. U nas na przykład mamy publiczne gimnazjum i przedszkole.
Jakie są tego zalety?
– Polega to na tym, że otrzymujemy większą dotację z miasta i nie pobieramy czesnego. Wymagane są tylko pewne niewielkie opłaty za dodatkowe zajęcia. Istnieje taka tendencja, na przykład w Małopolsce, gdzie większość szkół katolickich ma charakter publiczny. Jest to o tyle ważne, że otrzymują one większą dotację, a wtedy automatycznie są bardziej dostępne.
Dziękuję za rozmowę.
