Niszczący charakter liberalizmu radykalnego

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Trzeba zdawać sobie sprawę, że dziś cały „postępowy” świat zachodni na swych szczytach animowany jest liberalizmem jako ideologią, programem życia i działania i jako światopoglądem. Żeby zatem ten świat zrozumieć w aspekcie socjalnym, politycznym, kulturowym i duchowym, trzeba go oglądać w świetle idei wolności, która ma przenikać wszystkie dziedziny i wymiary życia jednostek i społeczeństw. Rozumienie liberalizmu staje się więc kluczem do poznania, w jakim kierunku zmierzają wiodące dziś siły, również w Polsce.


Groźny redukcjonizm


Wolność jest darem Bożym i istotną strukturą człowieka jako jednostki i jako społeczności. Ale faktycznie może być ona bardzo rozmaicie, niekiedy negatywnie, przedstawiana i kształtowana. Toteż liberalizm dzisiejszy odsłania coraz bardziej jakieś swoje także ciemne oblicze. Oferuje rzekomo pełną wolność w każdej dziedzinie życia i ma stanowić istotny przełom dziejowy ludzkości, a faktycznie popełnia wielki grzech pierworodny, który polega na tym, że odrywa wolność od rzeczywistości i samą wolność traktuje jako jedyną i pełną rzeczywistość. Grozi to całkowitym zniszczeniem naszego życia:

– Życie społeczno-polityczne i kulturalne jest redukowane jedynie do tematu wolności, oczywiście źle rozumianej.

– Liberalizm radykalny programuje całkowite odcięcie się od przeszłości dla tworzenia jedynie nowości, totalnej i radykalnej.

– Liberalizm ten odrzuca wszelkie ograniczenia, zasady, prawa, reguły, struktury stałe, posuwając się niekiedy do zanegowania – w imię techniki – praw fizyki, biologii, przyrody i logiki, jak typowy mit.

– Wynika z tego też rodzaj samoubóstwiania się, według którego człowiek uważa się za stwórcę samego siebie i całej rzeczywistości ludzkiej i nie potrzebuje nie tylko Boga, ale i natury. Tworzy to nowoczesną mitologię techniczną.

– Wolność oderwana od prawdy, praw, konieczności i wartości ma zburzyć skorupę starego świata, a stworzyć świat całkowicie nowy, na podobieństwo rajskiego królestwa obfitości i techniki.


Obszary niszczenia


1. Liberalizm, jaki się dziś zrodził w kulturze zachodniej, wypiera przede wszystkim pojęcie Boga, którego przedstawia jako ewentualnego przeciwnika człowieka, a w konsekwencji wyrzuca samo Jego pojęcie z życia publicznego. W teorii toleruje prywatną wiarę w Boga i prywatną religię, ale uważa, że całość życia publicznego ma być, „jakby Boga nie było”, czyli teoretycznie i praktycznie ateistyczna: vita publica sine Deo. Człowiek ma być dopiero wtedy wolny, kiedy zajmie miejsce Boga. W konsekwencji nie istnieje żaden sens najwyższy, nie ma odniesienia jednostki i społeczności do jakiegoś punktu stałego i absolutnego i wolność człowieka przed nikim nie odpowiada w sposób ostateczny. W świecie nie ma żadnych śladów rozumności, celowości, ani wyższej miłości. Jest on tylko jakimś naszym towarem, materiałem, jest anonimowy, dziki, rządzony jedynie przypadkami i sam siebie zarówno stwarza, jak i niszczy, jak w pogańskiej mitologii hinduskiej. Nie ma Boga w życiu publicznym, to znaczy, że życie nie ma obiektywnego sensu, jest pozbawione logiki i odpowiedzialności. I oto i w Polsce jest coraz więcej prowodyrów życia, którzy chcą Polski bez Boga, bez Kościoła, bez katolików. I choć ludzie ci nie mają jeszcze bardzo wielkich wyników, to jednak musimy rozpoznawać ich zamiary i cele i odebrać im z rąk stery państwa.

2. Trzeba dostrzegać, że liberalizm radykalny oznacza zerwanie programowe z etyką tradycyjną, chrześcijańską i ogólnoludzką. Często mamy za złe liberałom, że łamią etykę w paru punktach, jak zabijanie embrionów ludzkich, aborcja, eutanazja, „małżeństwa” homoseksualne, a zapominamy, że twórcy ideologii liberalnej odrzucają całą dotychczasową etykę. Prawda, że wielu liberałów, zwłaszcza nierefleksyjnych, zachowuje się w innych dziedzinach tak samo, jak chrześcijanie, ale to dlatego, iż wyrośli z tradycji chrześcijańskiej i kontynuują ją podświadomie lub uważają ją po prostu za liberalistyczną, ale programowo etyka liberalna ma być całkowicie nowa i ma tworzyć nowy cały system antychrześcijański, zwłaszcza antykatolicki.

Kodeks etyczny decyduje o zachowaniach i działaniach oraz o sprawnościach doskonałościowych człowieka. Ludzkość od początku kształtuje mądrość moralną, sprawności dobrego życia i działania, po prostu prawidłowe postawy moralne, zwane u nas cnotami. Starożytni Grecy ustalili, że głównymi podstawami doskonałości ludzkiej są cztery cnoty, nazwane potem kardynalnymi: roztropność, sprawiedliwość, męstwo (dzielność) i wstrzemięźliwość (opanowanie). Roztropność to uzdolnienie rozumu do właściwego rozeznawania dobra i zła. Sprawiedliwość to trwała postawa oddawania drugiemu człowiekowi i społeczności tego, co im się należy. Męstwo to dzielność pokonywania trudności w drodze do dobra. Wstrzemięźliwość to stała sprawność porządkowania popędów, namiętności i pożądań dla utrzymania właściwych miar w korzystaniu z życia cielesnego i duchowego (por. Katechizm Kościoła Katolickiego nr 1805-1809). Dziś ideologowie liberalizmu stawiają, choć w sposób trochę skrywany, na miejsce roztropności irracjonalny szał życia, na miejsce sprawiedliwości – traktowanie drugiego człowieka jako rzecz, na miejsce męstwa – tchórzliwe unikanie trudności, na miejsce wstrzemięźliwości – wyzwalanie wszystkich popędów bez jakiegokolwiek okiełznania. To ostatnie widać dobrze w dążeniu do rozkoszy seksualnych, choć to się łączy często z zabijaniem dzieci poczętych. I to zabijanie uważane jest za dobre, gdyż nie krępuje wolności hedonistycznych. W Wielkiej Brytanii w roku 2004 było 197 tys. 913 aborcji legalnych, w tym 40 tys. 387 u nieletnich dziewcząt. A w Chinach, Ameryce, Rosji, Indiach i innych państwach przeprowadza się miliony aborcji rocznie. Wszystko to przeważnie dlatego, że za coś dobrego nie uważa się opanowania popędu, lecz raczej wolne rozpasanie.

Nie mówię tu już o najwznioślejszej etyce ewangelicznej, która dorobek całej ludzkości udoskonala w niepojętej mierze, a która była – i jest – traktowana jako zespół norm bardzo prostych i oczywistych. „Dołóżcie – nauczał np. św. Piotr – wszelkich starań, aby do waszej wiary (w Boga) dołączyć prawość, do prawości poznanie (dobra moralnego), do poznania opanowanie, do opanowania wytrwałość, do wytrwałości pobożność, do pobożności braterską życzliwość, a do życzliwości braterskiej miłość (…). Komu brak tych cnót, jest ślepy, niedowidzący” (2P 1, 5-9). Takie wskazania chrześcijańskie u radykalnych liberałów wywołują pobłażliwy uśmiech nad rzekomą naiwnością, a niekiedy wewnętrzną wściekłość, gdyż zło zawsze się irytuje na dobro.

3. Liberalistyczna koncepcja wolności ładnie brzmi, ale faktycznie zmierza do utworzenia świata całkowicie oderwanego od tradycji ludzkiej. Jest to tragiczny błąd. Tradycja bowiem to nic innego jak otrzymanie daru życia z góry i jego samokontynuowanie się na świecie. Ona przecież nas urodziła, ukształtowała, ukierunkowała, obdarzyła wszelakimi dobrami, zdobywanymi zarówno przez długie tysiące lat, jak i przez dopiero co przemijającą przeszłość. Przez tych niedojrzałych myślicieli liberalizmu tradycja jest pojmowana za płytko, tylko jako folklor, zbiór zwyczajów i nawyków społecznych. Przy tym niektórzy powiadają, żeby absolutnie nie oglądać się na przeszłość, a patrzeć jedynie w przyszłość. Zdanie to ma o tyle rację, że życie zawsze biegnie w przyszłość, ale rodzi się w przeszłości i przebiega przez teraźniejszość, która została ukształtowana przez przeszłość. Przekreślanie przeszłości w całości jest najwyższą głupotą. Przeszłość to nasza rodzicielka, wychowawczyni, nauczycielka i zarazem prorokini na przyszłość. Tradycja dała nam mentalność, pojęcia, sposoby i modele myślenia i działania, idee etyczne, języki, systemy reakcji, cechy osobowościowe, ogromne zasoby wiedzy. Tradycja skraca o tysiące lat okres naszego dojrzewania, bez niej każdy człowiek i cała ludzkość zaczynaliby od niemowlęctwa i dzieciństwa społecznego. Każde pokolenie musiałoby zaczynać od zera.

Oczywiście nie znaczy to, że nie powinniśmy tradycji uzupełniać, doskonalić, ubogacać, korygować i wreszcie szukać nowych dróg ludzkości na różnych obszarach. Jedynie potępianie całej tradycji w czambuł jest, jeśli nie przestępstwem, to najwyższą głupotą.

4. Skrajni liberałowie zrywają z dawną kulturą, zwłaszcza klasyczną i chrześcijańską, o chrześcijańskiej szaleni autorzy konstytucji UE nie chcieli wspomnieć choćby jednym słowem. Nie rozumieją, że kultura we właściwym znaczeniu, materialna, cywilizacyjna i duchowa, nie jest kształtowana w całkowitej dowolności, jak plastelina w rękach dziecka, lecz ma swoje określone, trwałe i mocne prawidła, zasady i metody, które ograniczają bezkształtne majaczenia liberalne.

Liberałowie chcą dotychczasowe kultury dać do antykwariatu lub muzeum, a ich miejsce mają zajmować: erupcja dowolności i irracjonalności, burzenie, prymitywizm życia i obyczajów, egoizm, wielkie chamstwo, jak wśród naszych polityków liberalnych, miotanie najgorszymi bluźnierstwami przeciwko religii w wystąpieniach w literaturze, przygłupiastych kabaretach i w sztukach, duża beztematyczność w twórczości, popuszczenie wodzy wszelkim namiętnościom i totalne posługiwanie się kłamstwem. W rezultacie jest to raczej antykultura, która niszczy osobowe i duchowe życie jednostek i społeczeństw.

5. Liberalizm od dłuższego czasu jest bardzo szkodliwy w pedagogii i edukacji, zarówno dzieci i młodzieży, jak i starszych. Oszołomieni hasłem czystej wolności zrywają z klasycznymi procesami edukacji i wychowania, zwłaszcza z wymaganiami, rygorem, dyscypliną, pracowitością i po prostu z samowychowaniem. Porzucają oni możliwie wszystkie bodźce zewnętrzne, nawet naganę słowną za zło, niekiedy nawet pouczanie, a stawiają prawie wyłącznie na impulsy i chęci wewnętrzne. Odrzucają przy tym wewnętrzną skłonność do zła, lenistwa, okłamywania i unikania wysiłku.

Odrzuca się naganę, wyraźne ocenianie i karanie, bo tylko wolność i własne chęci są uważane za motor wszelkich osiągnięć. Toteż należy odrzucić wszelkie reguły i zewnętrzne metody wychowawcze. Według niektórych należy nawet uznać, że uczenie, co jest prawdą, a co fałszem, co jest dobrem, a co jest złem, ma charakter nacisku i determinizmu. Człowiek rodzi się aniołem i sam do wszystkiego dojdzie. Uczenie się i wychowywanie ma być w formie przyjemnej zabawy i szkoła musi wszystkich pociągać. Jeśli tego nie czyni, to jest to wina nauczycieli i wychowawców. Przy tym też programiści nauczania nie chcą ludzi z wielkimi ideami, intelektualistów i humanistów. Zostawiają to tylko bardzo nielicznym jednostkom, od ogółu chcą tylko sprawnych pracowników (pokłosie marksizmu), niewolników pracy, robotów technicznych. W ogóle społeczeństwo przyszłości ma mieć dwie klasy: niewielką społeczność elitarną i oligarchiczną oraz klasę zawodową i pracowniczą.

W tym kierunku zdają się zmierzać i polskie pseudoreformy nauki i szkolnictwa. Rząd PO myśli o prywatyzacji szkół i ich regionalizacji. Edukacja nie byłaby już ani państwowa, ani powszechna. Nie ma modelu ucznia ogólnopaństwowego, jest tylko model wielkomiejski, małomiasteczkowy i wiejski. W ten sposób dąży się do rozbicia jedności państwa, rozbicia jedności tematycznej nauczania i do podzielenia kultury narodowej na folklory lokalne. Dziwne, że nauczyciele nie zdają sobie z tego sprawy. Widzą oni tylko niektóre problemy, a nie dostrzegają całego złowieszczego systemu, który chce przeformować całkowicie mentalność polską. Teoretycy zachodni eksperymentują na społeczeństwach wschodnich, na ile da się kształcić i wychowywać dowolne modele ludzi niższego rzędu, bawią się w bogów.

Liczni też niestety Polacy, zauroczeni edukacją liberalistyczną na Zachodzie, pogardzają szkolnictwem polskim, że jest dużo słabsze od zachodniego, zacofane i nieliberalne. Dopiero teraz się dziwią, jak to się dzieje, że kiedy dzieci naszych emigrantów powracają z Zachodu, to muszą brać roczne korepetycje, żeby sobie poradziły z wyższym poziomem i żeby nie zostały cofnięte do niższej klasy. I uczęszczają na korepetycje nie tylko z polskiego, ale także z matematyki, historii, geografii, fizyki i z innych przedmiotów. Wszystko to znaczy, że liberalizm niszczy szkołę i degraduje ucznia, naukowo i osobowościowo, wychowując słabe charaktery.

6. Liberalizm zmierza do zredukowania funkcji państwa, a nawet do jego zniesienia w przyszłości, co godzi w dorobek tysiącleci, które doskonaliły życie zbiorowe przez tworzenie różnych form państwowych. Każde państwo dziś ma być rzekomo zagrożeniem wolności obywateli. Bez względu na to, jaką państwo ma konstrukcję, choćby było prostą i wolną umową społeczną (Th. Hobbes). Jednak dysponuje pewnymi elementami dyscypliny, nacisku, a nawet, jeśli trzeba, i przymusu, np. wobec przestępców lub w razie konieczności zbrojnej obrony. Liberałowie chcą w gruncie rzeczy zlikwidować wszelkie determinizmy państwowe, nawet naczelne władze, strukturę ładu, porządku, elementów spójności itp. Jest to idea nieodpowiedzialna, bo jakkolwiek państwo nie może być totalitarne i absolutystyczne, to jednak musi mieć pewne środki nadrzędności i przymusu, gdyż w każdym wielkim społeczeństwie zawsze występują potężne konflikty interesów, antagonizmy, tarcia, zmagania się, tendencje dezintegracyjne. A przede wszystkim musi istnieć siła spajająca i organizująca całość dla wspólnego rozwoju, postępu i osiągania celów społecznych. Kto odrzuca konieczność władzy ogólnospołecznej, jest bardzo niebezpiecznym utopistą, jak anarchista.

Proszę sobie wyobrazić brak stosunkowo silnej władzy państwowej wobec ogromnych przestępstw niemal we wszystkich dziedzinach, wobec band, a choćby i wobec szalejącej młodzieży, jak we Francji, Hiszpanii, Danii, ostatnio w Grecji. Niektórzy powiadają, że władzę państwową może zastąpić władza samorządowa. Oni nie rozumieją, co mówią. W samorządach bezwład, chaos, napięcia, walki, egoizm indywidualny i grupowy, dezintegracja, korupcje i inne bywają nieraz jeszcze większe niż w obszarze całego państwa i bez prymatu władzy państwowej samorządy lokalne straciłyby szybko swój byt. Poza tym jeśli na czele państwa jest tylu nieodpowiednich ludzi władzy, jak choćby w naszym rządzie, to dużo gorzej bywa na dole. Nawet najwybitniejsze i najbardziej kompetentne jednostki nie mogą sobie poradzić.

7. I wreszcie bardzo niszczącym mitem jest ubóstwianie wolnego rynku, choć faktycznie taki jeszcze nigdzie nie istnieje. Jest to rodzaj współczesnej gnozy, że rynek jest jakąś personifikacją posiadającą rozum, wolę, cnoty i opiekuńczość wobec człowieka. Wiadomo, że pewne obszary procesów rynkowych muszą być wolne, ale liberałowie chcieliby absolutnej wolności rynku i jego niezależności od jakichkolwiek struktur organizacyjnych i kierowniczych. Przy tym liberałowie zakładają naiwnie, że człowiek w sferze rynkowej nie ma żadnej skłonności do zła, a chce tylko dobra drugiego człowieka.

Tymczasem wolny rynek bez etyki, bez prawideł ustalanych przez odpowiedzialne czynniki i bez odpowiedniej kontroli to wielki poligon walki człowieka z człowiekiem, niekiedy źródło tragedii i kataklizmów, droga do zniewalania jednych przez drugich, a wreszcie rozkład samej gospodarki społecznej. Rynek nie istnieje bez człowieka. Brak kontroli ze strony władz i zwyczajna chciwość bankowców doprowadziły, jak wiemy, do ogromnego kryzysu gospodarczego w Ameryce i na całym świecie, co wyznał wielki guru liberalizmu gospodarczego Alan Greenspan, szef banku centralnego USA. Wolny rynek, bez kontroli władz i w sytuacji niemoralności, umożliwił Bernardowi Madoffowi, prezesowi giełdy Nasdaq utworzyć gigantyczną 50-miliardową oszukańczą piramidę finansową, która się teraz rozpadła, depcząc całe masy ludzi.

Ciekawe, że marksizm i liberalizm, uważające się za najsilniejsze na płaszczyźnie gospodarczej, padają właśnie gospodarczo. Dzieje się tak dlatego, że mają mylną koncepcję człowieka i mitologizują gospodarkę materialną. I nie można zrozumieć, dlaczego ten liberalizm teoretyczny i praktyczny, który sprowadził już kryzys gospodarczy na skalę światową, ma jeszcze tylu zwolenników. System kapitalistyczny, mimo swych wad, jeszcze się trzyma, ale wersja liberalistyczna już pada. Toteż Ameryka Baracka Obamy chce choć częściowo odejść od wolnego rynku w całościowym ujęciu, czego jednak nie czyni nadal ekipa G.W. Busha. Poza tym teoria wolnego rynku liberalistycznego to same sprzeczności. Widać to dobrze na przykładzie Polski, gdzie w imię wolności gospodarczej komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes, jednym zdaniem skazała na śmierć gospodarczą trzy polskie stocznie, a z nimi setki tysięcy robotników. Co ciekawsze, rząd PO czuje się filuternie „wolny”.

Każdy system gospodarczy powinien uwzględniać naukę o człowieku jako jednostce i społeczności. Skrajny liberalizm w dziedzinie społecznej, politycznej i gospodarczej powinien być zastępowany przez personalizm społeczny.


Jeszcze parę refleksji


Teoretycy liberalizmu stworzyli sobie mit, że całe życie ludzkie we wszystkich dziedzinach sprowadza się do wolności bez podstaw trwałych, bez ograniczeń i bez prawideł, i przejęli francuski i sowiecki kult rewolucji, według której świat zaczął się dopiero od nich i na nich się skończy. Zakłada to, mówiąc otwarcie, że wielkie miliardy ludzi w przeszłości i dziś, poza liberalizmem, są to po prostu nieszczęśnicy i idioci. Wobec takiego absurdu i takiej ślepej pychy wielu wodzów liberalizmu już dziś zaczyna się wycofywać z liberalizmu, przynajmniej z powszechnego i radykalnego (G. Soros, J. Habermas i inni). Według Witolda Gadomskiego, sama PO zaczyna tracić impet liberalizmu w niektórych obszarach („Gazeta Wyborcza”, 10-11.01.2009). Problem w tym, że kierunek ten wniknął już głęboko w świat prostej inteligencji, polityków, działaczy społecznych i niektórych ludzi nauk humanistycznych. I ci ludzie coraz mocniej atakują wszystko, co nie jest zgodne z teoriami liberalizmu. I od tych ataków nie chroni nas żadne prawo w państwie rzekomo liberalnym. Dobry jest przykład z geotermią Fundacji „Lux Veritatis”: jedno ministerstwo odebrało dotację, a drugie zakazało zbiórki pieniędzy wśród katolików. To się nazywa wolność! Przecież to jest choroba i przestępstwo i nie ma od tego odwołania do sądu. Z kolei w szerszym zakresie Daniel Cohn-Bendit, Brian Crowley, Martin Schulz i inni chcą zniszczyć „w imię wolności” prezydentów Polski i Czech za to, że próbują oni zachować odrobinę wolności swoich społeczeństw i państw. Takim liberałom pomyliła się już prosta logika, a chcą opanować świat współczesny.

Niestety, jednak w PO przeważa ciągle ideologia i praktyka liberalna, do czego dołączają liczni politycy z innych partii, może poza PSL. Ot, takie kwiatki. Pewien profesor, ateista, powiedział niedawno w TV, że zabijanie embrionów ludzkich przy metodzie in vitro jest czymś „głęboko ludzkim”, natomiast przeciwstawianie się temu zabijaniu ze strony katolików jest „czymś nieludzkim”. Tu nie ma żartów, liberałom coś się w głowach porobiło. Nawet i senator Jarosław Gowin, chyba najinteligentniejszy człowiek w PO, myślał, że może być sobie katolikiem i liberałem i nie zabijać embrionów ludzkich przy metodzie in vitro. Ale koledzy z PO szybko dają mu poznać, że kto nie jest gotów zabijać embrionów, i w ogóle dzieci poczętych, nie jest żadnym liberałem, ani dobrym członkiem PO, lecz zwyczajnym sobie „religiantem” katolickim. Zresztą, takie przewartościowanie wolności ludzkiej na wolność zabijania niewinnych dokonało się już w większości krajów UE. Kiedy np. wielki książę Luksemburga, Henryk Bourbon, z powodów religijnych nie podpisał ustawy o eutanazji, to ma być ukarany przez parlament łagodnie, jak na liberałów przystało, a mianowicie odebraniem mu w ogóle prawa podpisywania wszelkich ustaw. To się nazywa wolność wolnościowców. Z kolei w USA w stanie Arizona Rada Adwokacka proponuje ustawę, by adwokaci chrześcijańscy składali przysięgę, że jeśli zostaną poproszeni o poparcie aborcji, eutanazji i związku homoseksualnego, to muszą to zrobić bez względu na swe sumienie, nie mogą się powoływać na religię chrześcijańską. Jeśli ktoś takiej przysięgi nie złoży, to będzie usunięty z Rady lub nie będzie do niej przyjęty. Zresztą łamanie sumień prawników i lekarzy katolickich dokonuje się faktycznie prawie we wszystkich krajach „liberalnych”, także i w Polsce.

I tak w imię rzekomej wolności wolność się często zabija, a wraz z nią i człowieka. Skrajny liberalizm okazuje się czymś straszliwym. Jak tak dużo ludzi może go świadomie przyjmować? Chyba nie dostrzegają jego głównych założeń i celów, a widzą jedynie niektóre elementy wtórne. Wolność bez prawdy, etyki i miłości może być w pewnym momencie przestępcza.

drukuj