Ćwiąkalski kontra sędziowie
Ministerstwo Sprawiedliwości nie jest w stanie przygotować projektu ustawy, który w sposób realny podniósłby wynagrodzenia sędziowskie do poziomu średniej płacy w gospodarce i jednocześnie zapewnił źródła finansowania podwyżek. Sędziowie więc rozpoczęli wczoraj dwudniowy protest, a minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski zamiast rozmów i negocjacji brnie w kompromitujący populizm i oskarża środowisko sędziowskie o działania polityczne. Jutro z kolei protest rozpoczną prokuratorzy.
– To, co proponuje ministerstwo, to są wyłącznie półśrodki. Nam chodzi o reformę systemu nie tylko wynagrodzeń, ale i całej pracy sądu – ripostował sędzia Waldemar Żurek, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.
Jak mówią sami sędziowie, wbrew zapewnieniom ministra sprawiedliwości o rzekomej wielkiej skali podwyżek dla sędziów i prokuratorów, rzeczywistość finansowa tych środowisk wygląda coraz gorzej. W 2008 roku pod rządami Donalda Tuska poziom wysokości wynagrodzeń sędziowskich stał się najniższy w historii III RP. Tusk nie podpisał rozporządzenia przygotowanego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, które byłoby gwarancją podniesienia wynagrodzeń sędziowskich w znacznie większym stopniu, niż przewiduje to projekt rządowy.
W ramach „dni sprzeciwu” najwięcej spraw zdjęto z wokand w województwach: małopolskim, lubelskim, opolskim i zachodniopomorskim. Protest sędziów będzie kontynuowany jeszcze dzisiaj, a jutro rozpocznie się protest prokuratorów.
– To protest polityczny, a nie merytoryczny – twierdzi jednak minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. Kto mógłby stać za „buntem” sędziów? Tego szef resortu już nie jest w stanie powiedzieć. – Nie posądzam opozycji o inspirację protestu sędziów, ale jest on nieuzasadniony – przekonywał wczoraj Ćwiąkalski. Jego zdaniem, za akcję protestacyjną odpowiadają młodzi sędziowie, którzy „nie mają jeszcze doświadczenia zawodowego, a chcą pokazać, że się świetnie wpisują w ten nurt ogólnego żądania podwyżek”.
To kolejna już, znieważająca dla sędziów, wypowiedź obecnego szefa resortu sprawiedliwości. Wcześniej nazywał ich „podżegaczami”. – W normalnym demokratycznym państwie wstrząsnęłaby ona polityką. Powinien w tej sprawie zainterweniować premier, a minister podać się do dymisji. Ta wypowiedź jest niedopuszczalna – komentuje poseł Andrzej Dera (PiS), członek Krajowej Rady Sądownictwa.
