Chleb nie potanieje
Na krajowym rynku tanieje zboże konsumpcyjne, ale niestety, raczej nie spowoduje to spadku cen pieczywa i innych przetworów mącznych w sklepach. Mogą one nawet wzrosnąć, gdyż mąka stanowi zaledwie kilkanaście procent kosztów produkcji chleba czy makaronów.
To, co dzieje się na rynku zbożowym, zaskoczyło rolników, bo pomimo suszy i niskich zbiorów ceny ziarna wciąż spadają i tona pszenicy kosztuje mniej niż 650 zł, a żyto jest o ponad 100 zł tańsze – te ceny są niższe o kilkaset złotych od tego, co rolnikom płacono na wiosnę. Teoretycznie więc moglibyśmy się spodziewać, że potanieje chleb, bułki i inne gatunki pieczywa oraz makarony, płatki i pozostałe produkty zbożowe. Tak się jednak nie dzieje i w przyszłości też nie można oczekiwać spadku cen. Po pierwsze dlatego, że przetwórcy chcą sobie odbić straty, które ponosili, gdy wiosną musieli kupować ziarno po rekordowo wysokich cenach. Po drugie, mąka, choć jest znaczącym składnikiem kosztów, to jednak nie decydującym. – Mąka i inne składniki to kilkadziesiąt procent kosztów produkcji pieczywa. O wiele większe znaczenie ma drożejąca energia, wysokie ceny paliwa czy też konieczność wypłacania piekarzom coraz wyższych wynagrodzeń. W tej sytuacji nie ma szans na to, aby można było obniżyć ceny chleba – tłumaczy właściciel piekarni Zygmunt Kobierski.
Podobne sygnały przekazują także producenci makaronów, zarówno duże firmy, jak i mniejsi lokalni wytwórcy. Wszyscy wskazują przede wszystkim na fakt, że globalne koszty produkcji i tak rosną, bez względu na to, że ziarno w punktach skupu jest tańsze. Problem stanowi zwłaszcza nacisk pracowników na wzrost wynagrodzeń. W dużych miastach ciężko jest znaleźć np. dobrego piekarza, który zadowoli się pensją poniżej 3 tys. zł netto. W mniejszych ośrodkach trzeba płacić przynajmniej 2 tysiące. A jeszcze dwa, trzy lata temu, jak mówi Zygmunt Kobierski, pensje były o 20-30 proc. niższe. Co więcej, niektórzy producenci zapowiadają nawet podwyżki cen zbytu swoich produktów, tłumacząc to właśnie rosnącymi kosztami. Firmy muszą też szukać pieniędzy na potrzebne inwestycje, a wiele z nich ma w tej chwili bardzo niską rentowność w okolicach 0 proc. lub nawet ponoszą straty. Dlatego ceny w sklepach raczej będą rosły niż spadały, nie tylko wyrobów zbożowych, ale też innych rodzajów żywności.
