Stępień przeprosi czy się wymiga?
Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia śledztwa przeciwko posłowi Arkadiuszowi Mularczykowi (PiS), czego domagał się Jerzy Stępień, do niedawna prezes Trybunału Konstytucyjnego, kierując zawiadomienie o rzekomym popełnieniu przestępstwa przez parlamentarzystę. Prokuratura uznała, że poseł Arkadiusz Mularczyk nie przekroczył swoich uprawnień i nie popełnił przestępstwa. Parlamentarzysta domaga się przeprosin ze strony Stępnia, ale ten zdaje się unikać odebrania pisma w tej sprawie. W imieniu Trybunału Konstytucyjnego na list posła odpowiedziała sekretarka.
– Mam nadzieję, że w takiej sytuacji prezes Jerzy Stępień zdecyduje się na publiczne przeprosiny, tak jak publicznie, za pomocą mediów, zarzucał mi popełnienie przestępstwa. Z taką prośbą wystąpiłem już kilka tygodni temu, na razie bezowocnie, ale w świetle orzeczenia prokuratury mam nadzieję, że Jerzy Stępień nie będzie dalej udawał, że sprawy nie ma – mówi poseł Arkadiusz Mularczyk.
Na dzień przed zakończeniem kadencji Jerzego Stępnia na stanowisku prezesa Trybunału Konstytucyjnego złożył on w stołecznej prokuraturze okręgowej doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez posła Arkadiusza Mularczyka. Informował śledczych, że w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej nie znalazł podpisów Mularczyka na aktach sędziów TK Mariana Grzybowskiego oraz Adama Jamroza, które poseł przeglądał w 2007 r. przed posiedzeniem TK w sprawie lustracji – a podpis powinien złożyć, skoro miał dostęp do ich teczek. W publicznych wypowiedziach i wywiadach udzielanych mediom Stępień sprawę stawiał ostrzej, sugerując, że Mularczyk popełnił przestępstwo. Mimo że kierownictwo IPN niemal natychmiast zdementowało „rewelacje” Stępnia, ten do chwili obecnej się z nich nie wycofał.
– Udostępnienie przez IPN Mularczykowi akt sędziów TK odbyło się zgodnie z prawem i zostało potwierdzone jego podpisem, o czym prezes IPN Janusz Kurtyka poinformował Stępnia pismem z 20 czerwca – informował już pod koniec czerwca rzecznik prasowy IPN Andrzej Arseniuk.
– Według prokuratury, poseł Mularczyk nie przekroczył swych uprawnień, bo dokumenty na temat sędziów TK udostępniono mu w IPN w sposób zgodny z prawem – poinformował prokurator Mateusz Martyniuk z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Decyzja warszawskiej prokuratury jest jeszcze nieprawomocna, a obecnemu prezesowi TK Bohdanowi Zdziennickiemu przysługuje prawo złożenia zażalenia. Ponieważ doniesienie na Mularczyka Jerzy Stępień złożył jeszcze jako prezes TK, jego następca może zaskarżyć decyzję prokuratury. Kiedy jednak parlamentarzysta PiS zwrócił się do Trybunału z wezwaniem, by Stępień odwołał i przeprosił za znieważające go twierdzenia, otrzymał tylko własne pismo z informacją, że zostało skierowane „pod niewłaściwy adres”.
„Pańskie pismo adresowane do pana Jerzego Stępnia nie dotyczy spraw prowadzonych w Trybunale Konstytucyjnym, a jego prywatnej działalności, w związku z tym proszę przesłać je na jego prywatny adres” – napisano w dokumencie dostarczonym wiceprzewodniczącemu sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Pod tym dokumentem widnieje podpis Joanny Milewskiej, która w Trybunale Konstytucyjnym pracuje jako sekretarka.
– Chciałbym wiedzieć, czy pani Milewska sformułowała swoje stanowisko za wiedzą i zgodą prezesa Zdziennickiego oraz czy zapoznała się z treścią mojego pisma i czy samodzielnie na podstawie jego lektury podjęła decyzję o jego zwrocie. A może też, czego nie mogę wykluczyć, zapoznał się z nim profesor Stępień i nie zdecydował się na jego formalne odebranie – mówi Arkadiusz Mularczyk.
Parlamentarzysta gotów jest dać Jerzemu Stępniowi jeszcze kilkanaście dni na ewentualne opublikowanie przez niego przeprosin. W przeciwnym wypadku zapowiada wystąpienie przeciwko byłemu prezesowi TK na drogę sądową. To jednak, jak mówi Mularczyk, w sytuacji, w której Trybunał odmawia przekazania pism Stępniowi, może być utrudnione – nie zna bowiem adresu, pod którym były prezes TK odebrałby pocztę.
Wojciech Wybranowski
