Zbrodniarze mają się dobrze
Żyje jeszcze ponad 50 oprawców w togach sędziowskich z okresu stalinowskiego: pobierają wysokie emerytury, chronią ich immunitety oraz prawnicza korporacja. Przez prawie 20 lat od upadku komunizmu polskie państwo nie potrafiło uporać się z tym problemem i nie widać, aby ta sprawa miała być załatwiona. Bo dawnych sędziów bronią cały czas ich młodsi koledzy, w tym także ci zasiadający w Trybunale Konstytucyjnym i Sądzie Najwyższym. Twierdzą oni, że sędziowie wydający niesprawiedliwe wyroki nie zrobili niczego złego, bo orzekali na podstawie ówczesnego prawa. Mierne efekty w rozliczaniu sędziów ma też parlament. To oznacza, że być może sędziowie-oprawcy unikną jakiejkolwiek odpowiedzialności.
O problemie przypomniał Andrzej Jankowski, szef kieleckiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, podczas uroczystości upamiętniających 63. rocznicę rozbicia więzienia UB w Kielcach. – Kiedy w budynkach więziennych zadomowiła się bezpieka, szybko zapełniało się ono akowcami. Torturowano ich, robiono sfingowane procesy – przypomniał Jankowski. – Dziś w kraju jeszcze żyje 51 oprawców w togach. Mają się świetnie, pobierają wysokie emerytury – dodał.
Jak przyznaje dr Mieczysław Ryba z Kolegium IPN, ten problem istnieje od dawna, ale nie ma co liczyć na doprowadzenie tych ludzi przed sąd. – Krycie, ochrona, korporacyjna więź jest właśnie szczególnie widoczna w przypadku władzy sądowniczej. Jest też cała ideologia, która mówi, że nie można oceniać wyroków sądów, a pamiętajmy, że władza sądownicza zupełnie nie była zdekomunizowana, ta weryfikacja była tylko kosmetyczna – podkreśla dr Ryba. – Ci ludzie nadal najnormalniej w świecie funkcjonują w środowisku sądowniczym lub przeszli do adwokatury. Następcy kryją swoich poprzedników i władza sądownicza nie została rozliczona w ogóle za zbrodniczą epokę komunizmu – zauważa dr Ryba.
Senatorowie PiS, w tym wicemarszałek Senatu Zbigniew Romaszewski, podnieśli tę kwestię podczas ostatniego posiedzenie Senatu RP. – Na pięćdziesiąt jeden wniosków złożonych przez Główną Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu tylko w jednym przypadku immunitet stalinowskiego sędziego został uchylony – stwierdził Romaszewski. – I to zresztą dotyczy zarówno sędziów, jak i prokuratorów z tego okresu – dodał.
Wicemarszałek Senatu przypomniał, że decyzje w sprawach immunitetu podejmują zgromadzenia ogólne sędziów danego sądu okręgowego. Z tego wynika, że aż 50 zgromadzeń sędziowskich nie znalazło podstaw do tego, aby zgodzić się na postawienie swoich starszych kolegów przed sądami za ich czyny z czasów komunistycznych. – To sprawa świadcząca o stosunku naszego sądownictwa do problemu rozliczenia się z komunizmem. I muszę powiedzieć, że jakoś ta sprawa nigdy nie przykuła uwagi Krajowej Rady Sądownictwa – mówił Romaszewski. Interwencję w tej sprawie zapowiada jednak poseł PiS Andrzej Dera, członek KRS.
Niestety, przez 19 lat od upadku komunizmu nie udało się rozliczyć komunistycznych sędziów również na drodze parlamentarnej. W 1991 r. powstała nowela ustawy o ustroju sądów powszechnych autorstwa senatora Piotra Łukasza Andrzejewskiego, mówiąca o pozbawieniu prawa wykonywania zawodu sędziów, którzy sprzeniewierzyli się zasadzie niezawisłości. Ale przyniosła niewielkie efekty.
– Obowiązywała ona przez rok, została zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego i wtedy trzyosobowy skład Trybunału po wykrętnych argumentach uchylił przepis tej noweli – przypomina Andrzejewski. – Do tego trzeba wrócić – nie ma jednak wątpliwości senator.
Ale i on jest świadom oporu środowiska sędziowskiego wobec rozliczania ich kolegów. Senator przypomina haniebne orzeczenie Sądu Najwyższego z grudnia 2007 r., które mówi, że sędziów z czasu stanu wojennego nie można ścigać za wydawane wówczas wyroki, bo wtedy „było takie, a nie inne prawo”. Nie można ich ścigać, nawet jeśli orzekali z pogwałceniem ówczesnego prawa. Z tego wynika, że sędziowie z lat PRL, nawet jak dopuścili się zbrodni sądowych, są bezkarni.
– Wyroki realnie zapadały poza salą sądową. Bo władze bezpieczeństwa decydowały o tym, a sędziowie wykonywali tylko dyrektywy, i jeśli weźmiemy pod uwagę całą stronę formalnoprawną, to była to parodia sprawiedliwości – mówi dr Mieczysław Ryba. Argumentuje, że sala sądowa była tylko miejscem spektaklu, a wyrok zapadał dużo wcześniej przed rozprawą. – Prokuratura preparowała dowody albo wymuszała zeznania poprzez tortury, wykorzystując aparat bezpieczeństwa. Obrońca najczęściej oskarżał, zamiast bronić, realnie pogrążał oskarżonego, a sąd ogłaszał wyrok, który mu był przysyłany przez władze. Były to zbrodnie sądowe – opowiada dr Ryba.
Tylko w przypadku jednego sędziego udało się do tej pory doprowadzić proces do końca. 50 sędziów z tamtego okresu wciąż nie stanęło przed wymiarem sprawiedliwości. – IPN prowadzi śledztwa, ale nie zakończą się one nigdy wyrokami, chociażby ze względu na interpretacje Sądu Najwyższego, które odbierają realną możliwość wydania takiego wyroku. To też jest kwestia prawdy o tamtych czasach. Ale nawet jeśli w większości przypadków nie udaje się doprowadzić do wyroków, to gromadzimy materiał, który będzie świadczył o tamtych czasach i służył przyszłym pokoleniom – pociesza się dr Ryba.
Izabela Borańska
