Nie ma wątpliwości, że ludobójstwo
W odniesieniu do zbrodni popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej na Kresach w latach 40. nie należy używać terminu „eksterminacja”, ale „ludobójstwo”. Tym terminem posługują się prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej, bo właśnie znamiona ludobójstwa miały zbrodnicze działania oddziałów OUN-UPA w stosunku do Polaków. Potwierdzają to również naukowcy badający historię stosunków polsko-ukraińskich w XX wieku. – To ludobójstwo, ponieważ ludzi mordowano tylko za to, że byli Polakami, a nie z innych przyczyn – zaznacza prof. Czesław Partacz z Politechniki Koszalińskiej.
– Termin prawny, kategoria prawna, która nas obowiązuje jako prokuratorów, to „ludobójstwo”. Tak to jest w aktach prawa międzynarodowego określone i takiego też sformułowania używamy – mówi prokurator Piotr Zając z IPN w Lublinie. Jak wskazuje, decydują o tym znamiona tego przestępstwa określone w konwencji ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa z 1948 roku. – Natomiast „eksterminacja”, „rzezie”, „likwidacja” – są to publicystyczne określenia – dodaje Zając. Jak tłumaczy, w międzynarodowym prawie karnym występuje wprawdzie termin „eksterminacja”, ale jako jeden z charakteryzujących zbrodnie przeciwko ludzkości. Jako specyficzną kategorię tych ostatnich, według prokuratora Zająca, można natomiast zdefiniować zbrodnię ludobójstwa o zdecydowanie większym ciężarze gatunkowym.
Tego samego z dania jest dr Antoni Kura, prokurator z warszawskiego oddziału IPN. – Naturalnie, że zbrodnie dokonane przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej w latach 40. to ludobójstwo. My tutaj żadnych wątpliwości nie mamy – informuje prokurator.
Również prof. Czesław Partacz z Politechniki Koszalińskiej zdecydowanie stwierdza, że zbrodnie popełnione przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej na Kresach były ludobójstwem. – To ludobójstwo, ponieważ ludzi mordowano tylko za to, że byli Polakami, a nie z innych przyczyn – uważa historyk. – To było typowe ludobójstwo i polskie sądy oraz IPN powinni zaskarżyć UPA o zbrodnie ludobójstwa, ażeby apologeci tych oddziałów – nawet z „Naszego Słowa” – nie mogli traktować UPA jako bohaterów i stawiać im bezsensownych pomników – dodaje. Poza tym musimy pamiętać, że ta ideologia żyje na Ukrainie. Czarno-czerwone sztandary, defilady, pieśni upowskie, które się wydaje – o tym, żeby „rezać Lachów” – to wszystko się upowszechnia i to jest dla nas realne niebezpieczeństwo – podkreśla prof. Partacz.
Doktor Lucyna Kulińska, historyk i politolog, z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie zwraca uwagę, że zbrodni na Polakach UPA dokonywała na różnych terenach. – Ale jeśli chodzi o samo ludobójstwo, odbywało się ono mniej więcej w latach 1943-1945. Obejmowało, poza województwem wołyńskim, także obszar Małopolski Wschodniej, czyli województwa: lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie. Sumarycznie liczba ludzi, która tam zginęła w czasie tego ludobójstwa, obejmuje minimum 120 tys. osób, ale w praktyce tych dalszych ofiar było o wiele więcej – tłumaczy dr Kulińska. I dodaje, że ocaleni ulegali przemieszczeniom, byli wypędzani, prowadzeni w marszach śmierci, część Niemcy wywieźli na roboty. – O tych wszystkich ludziach w większości zaginął jakikolwiek ślad. Więc my tych ofiar do końca nie policzymy. Możemy szacować, że razem z tymi osobami, które zginęły na miejscu, może to sięgnąć nawet dwustu tysięcy Polaków. A to już jest hekatomba – zaznacza Kulińska.
Jacek Dytkowski
