„Pan Heroina” bierze odwet?

Stanisław Michalkiewicz

„Złoty Trójkąt”, uważany za jedno z największych, jeśli nie największe centrum produkcji opium i jego pochodnych, leży u zbiegu granic Laosu, Birmy i Tajlandii. Na trudno dostępnym, górzystym terenie prowadzone są nielegalne uprawy maku, z którego produkowany jest narkotyk, przemycany następnie do Europy i Ameryki. W „Złotym Trójkącie” po stronie tajlandzkiej leży miejscowość Chiang Saem, w pobliżu której znajduje się Muzeum Opium, wzniesione z inicjatywy Jej Królewskiej Wysokości, Księżnej Matki Jego Królewskiej Wysokości Króla Tajlandii.

Do budynku usytuowanego pośród 40-hektarowego parku wchodzi się przez liczący 137 metrów tunel, który ma wprowadzić zwiedzających w odpowiedni nastrój. Tunel rzeczywiście jest niesamowity; z półmroku, w jakim jest pogrążony, wyłaniają się makabryczne płaskorzeźby, mogące wprawić człowieka, jeśli nie w przerażenie, to w każdym razie w zaniepokojenie. Sama ekspozycja natomiast jest bardzo rzeczowa, staranna i pomysłowa; rozpoczyna się od liczącej 5 tys. lat historii opium, znanego już w starożytnym Egipcie, ale szybko przechodzi do czasów wojen opiumowych, którym poświęca szczególnie wiele uwagi.

W XIX wieku Anglicy produkowali spore ilości opium w Indiach, natomiast chiński cesarz zabraniał jego wwozu do Chin, podobnie zresztą jak innych produktów „zamorskich”. Żeby zatem zdobyć środki na zakup chińskich jedwabi, ryżu i herbaty, Anglicy zaczęli na wielką skalę szmuglować indyjskie opium do Chin, wykorzystując podatność chińskich dygnitarzy na korupcję. Chiński dygnitarz zjawiał się na angielskim statku i surowo pytał, czy nie ma tu aby „zamorskiego błota”, na co angielski kapitan oświadczał: „on chce zobaczyć – zobaczyć może”, po czym dygnitarz pytał: „zwyczaj – on być ten sam?” – co angielski kapitan potwierdzał. Następowało wręczenie łapówki, dygnitarz odpływał, po czym rozpoczynał się wyładunek skrzyń z „zamorskim błotem”. Słowem – zupełnie jak u nas, pod rządami skłonnej do korupcji, okupującej Polskę razwiedki. Aliści zdarzyło się, że wieści o tym doszły do cesarza i w Kantonie 20 tys. skrzyń wrzucono do morza. Wtedy Anglia zaatakowała Kanton, a po jego zdobyciu podyktowała Chinom w Nankinie traktat, niezwykle dla Chińczyków upokarzający. Była to tzw. pierwsza wojna opiumowa, po której przyszła druga, w roku 1856. Zakończyła się ona w 1860 r. zdobyciem Pekinu przez angielsko-francuską koalicję i zawarciem pokoju, potwierdzającego zawarty w międzyczasie traktat w Tinjanie, który legalizował całkowicie handel opium w Chinach. Wprawdzie Tajowie to nie Chińczycy, ale przecież Azjaci, więc upokarzający charakter obydwu traktatów jest w muzeum bardzo wyeksponowany, łącznie z cytatem z Mao Tse-tunga, według którego rewolucja komunistyczna w Chinach rozpoczęła się właśnie podczas wojen opiumowych. Dzisiaj opium i jego pochodne wędrują ze „Złotego Trójkąta”, w którym działa tajemniczy „Pan Heroina”, do Europy i Ameryki, biorąc w ten sposób odwet za XIX-wieczne upokorzenia. Nie ma co liczyć na to, że azjatycka konkurencja będzie dla starej Europy czy Ameryki wyrozumiała.

Muzeum Opium, podobnie jak programy pomocowe dla chłopów zamieszkujących obszar „Złotego Trójkata”, mają dowodzić determinacji Jego Królewskiej Wysokości i innych tutejszych rządów w walce z narkotykami. Ale w muzeum, które musiało kosztować krocie, nasza 8-osobowa grupka była bodaj jedynymi tego dnia gośćmi, jeśli nie liczyć jakiejś angielskiej pary. Jestem pewien, że żaden chłop z gór nigdy tu nie zajrzał ani nie zajrzy, chociaż te wszystkie luksusy powstały między innymi z jego podatków. Żeby na nie jakoś zarobić, sieje po cichu mak, nacina zielone makówki, zbiera sok i sprzedaje go „Panu Heroinie”. Oczywiście zarabia na tym najmniej, więcej zarabiają przetwórcy, a najwięcej – organizacje zajmujące się dystrybucją. Zupełnie tak samo jak u nas. Między innymi dlatego, że popyt na narkotyki w Europie i Ameryce mafie muszą jednak skonfrontować z niebezpieczeństwami ze strony antynarkotykowych policji. One w gruncie rzeczy też uczestniczą w łańcuchu pokarmowym, jaki rozpoczyna się od tajskiego, birmańskiego czy laotańskiego chłopa w „Złotym Tójkącie” – ale ekspozycja w Muzeum Opium taktownie już o tym nie wspomina.

drukuj