Milczenie nie zagoi ran

Rozmowa z dr Lucyną Kulińską, historykiem i politologiem, adiunktem Wydziału Nauk Społecznych Stosowanych AGH w Krakowie, redaktorem dwóch tomów wspomnień ofiar mordów dokonanych na Polakach przez OUN-UPA pt. „Dzieci Kresów”

Przeżywamy 65. rocznicę apogeum zbrodni nacjonalistów ukraińskich na Polakach, a tymczasem w kraju brak dużych ogólnopolskich obchodów. Prezydent wycofuje swój patronat nad konferencją naukową IPN, posłowie nabierają wody w usta i nie chcą uczcić ofiar okolicznościową uchwałą. Skąd to swoiste porozumieniem ponad podziałami?

– Sprawę znowu politycznie zamurowano, skazano na niebyt. Tymczasem była to chyba ostatnia okazja, by polskie władze oddały hołd ofiarom masowego ludobójstwa dokonanego na Kresach przez nacjonalistów z OUN-UPA w czasie II wojny światowej w obecności ich rodzin. Wymierają już bowiem ostatnie osoby, ówczesne dzieci, świadkowie tej zbrodni. Po raz kolejny we własnym kraju odmówiono im prawa do pamięci i prawdy. Prawa, które przysługuje bez ograniczeń ofiarom holokaustu, Katynia, kolejnych wrześni, sierpni, ale i marców, październików… Wszystkich poszkodowanych wolno czcić, tylko ich nie. Dlatego chyba, że ich cierpienia były najstraszniejsze, nie do wyobrażenia…

Tak więc nie będzie na 65. rocznicę w Warszawie pomnika ofiar ludobójstwa. Ocaleli cudem krewni pomordowanych nie staną z wnukami na „ważnym placu” w stolicy, z trybuną i w świetle jupiterów. Nikt nie odczyta litanii nazwisk, z której mogliby wyłuskać te należące do ich matek, braci, sióstr, dziadków… Nie będzie prezydenta, premiera, polityków, bo im się to „nie opłaci”, bo jakiś kolejny intratny kontrakcik z oligarchą ukraińskim nie wyjdzie… Zabraknie wojska, nie usłyszą też poezji czytanych przez znanych aktorów (a mają tych swoich wstrząsających wierszy setki). Nawet historyków „pogoniono” z Belwederu, gdzie miano skwitować obchody rocznicy okolicznościową sesją.

Będzie za to gorycz, smutek i żal kresowych rodzin i tej grupki historyków, którzy liczyli na cud, a zostali nazwani w komunikacie ekstremistami… Wystarczyła krótka wizyta przedstawicieli prezydenta w Winnicy i czyjeś stanowcze „niet”, i nieobecność jednego z uczciwych profesorów patriotów z otoczenia Lecha Kaczyńskiego.

W zamian za to w lipcu 2008 roku – miesiącu żałoby po pomordowanych na Kresach, w 65. rocznicę ich męczeńskiej śmierci, prezydenci Polski i Ukrainy oraz Związek Ukraińców w Polsce serwują Polakom skoczne kołomyjki i ukraińskiego rocka w Operze Leśnej w Sopocie. Tak wygląda kolejna wersja hasła Kwaśniewskiego „Wybierzmy przyszłość”. Do tego mają Polacy zadumać się… ale nad „głodem na Ukrainie w latach trzydziestych”! Czy to jeszcze okrutna znieczulica, czy już sprzeniewierzenie się własnym rodakom?


Dlaczego musimy pamiętać o tej rocznicy?


– Z wielu powodów. Po pierwsze dlatego, że było to jedno z największych nieszczęść, jakie dotknęły Polaków w całej naszej historii. Minimalna liczba wymordowanych w wyjątkowo barbarzyński sposób to 120 tysięcy osób, od niemowląt po starców. W praktyce Polaków, którzy na skutek działalności OUN-UPA zmarli później od ran, zostali wywiezieni do Niemiec, pozbawieni gospodarstw zmarli w miasteczkach lub w marszach śmierci z głodu i chorób, stracili nieodwracalnie zdrowie i mienie, są setki tysięcy. Potworności, których członkowie OUN-UPA dopuścili się wobec bezbronnej chłopskiej ludności Kresów, polskich księży, nauczycieli, służby leśnej, były niewyobrażalne.

Musimy pamiętać, bo polskie milczenie rozzuchwaliło pogrobowców morderców. Ludziom moralnie i fizycznie odpowiedzialnych za eksterminację polskiej ludności: Stepanowi Banderze, Romanowi Szuchewyczowi, Kłymowi Sawurowi (Kłaczkiwśkiemu) – zwanemu katem Wołynia, stawia się dziś pomniki, czyni ich „bohaterami Ukrainy”. „Kombatanci” UPA otrzymują gratyfikacje, organizują obchody, gdzie pod czarno-czerwonymi banderowskimi symbolami maszeruje banderowska awangarda, a za nimi licealiści i gimnazjaliści Lwowa, Stanisławowa… Ba, organizowane są „sesje doncowowskie” [Dmytro Doncow, ukraiński ideolog – przyp. red.], gdzie młodym tłoczy się w głowę na wskroś faszystowskie i skrajnie Polsce wrogie założenia ukraińskiego integralnego nacjonalizmu. Już raz ukraińska młodzież gremialnie im uległa, a skutkiem była rzeź „obcoplemieńców”.


O ile strona ukraińska nie neguje faktu, że zbrodnie zostały popełnione, o tyle niestety nie chce wziąć za nie odpowiedzialności. Jakie były przyczyny antypolskiej akcji UPA na Wołyniu?


– Zawsze wraca to pytanie. Bo przecież trzeba jakoś sobie zracjonalizować fakt unicestwienia całych polskich osiedli, nabijania na płoty polskich dzieci, zabijania i torturowania dziesiątek tysięcy ludzi w najokrutniejszy sposób za to tylko, że byli Polakami. Wydany przez OUN-UPA i realizowany rozkaz mordowania przez Ukraińców swych polskich współmałżonków, wspólnych dzieci nie pozostawia złudzeń. To jest straszny problem moralny. Zacznijmy od tego, że takich czynów w ogóle dokonywać nie wolno, bez względu na okoliczności. Nie mówimy też o jakichś pojedynczych mordach, porachunkach, walkach oddziałów partyzanckich czy regularnych, związanych z wojną i okupacją, a o masowej rzezi cywilnej ludności, do której rozkaz wydała OUN-UPA w roku 1943.

Broniący honoru swych rodaków Wiktor Poliszczuk powtarzał nam, że „Nie ma zbrodniczych narodów, są tylko zbrodnicze ideologie”. Odnieśmy się więc jedynie do tego wątku. Ideolodzy ukraińskiego skrajnego nacjonalizmu (organizacja OUN, potem UPA) głosili tezę o tym, że należy zbudować „Wielką Ukrainę” – gdzieś od Krakowa i Warszawy, na zachodzie po Kaukaz – jako państwo czyste etnicznie, „Ukraina czysta jak szklanka wody”. Wtedy Ukraińcy mieli być dopiero szczęśliwi i bogaci. W tym celu należało pozbyć się wszystkich obcych „czużyńców” i zagrabić ich mienie (które Ukraińcom oczywiście się „należało”, bo Polacy to krwiopijcy).

Projekt ten wprowadzili w życie w czasie wojny – częściowo rękami okupantów, ale w dużej mierze własnymi. Silnym stymulatorem była zawiść i zazdrość. Wspomniany wątek czysto rabunkowy – obietnica: to wszystko będzie nasze, wystarczy ich wymordować lub wypędzić, stanowił niestety dla części ukraińskich chłopów wystarczający powód, by przyłączyć się do ludobójstwa. Ale nie zapominajmy, wszystkim kierowali przedstawiciele ukraińskiej inteligencji i półinteligencji z szowinistycznych organizacji OUN, potem UPA.

Wcześniej wymordowano Żydów – tu też beneficjentami byli przede wszystkimi ukraińscy policjanci dokonujący mordów, wprawdzie z niemieckiej inspiracji, ale najczęściej samodzielnie. Jeśli tak łatwo było wyeliminować jedną nację, dlaczego nie zrobić tego z Polakami?


Czy można w takim razie mówić o jakiejkolwiek polityce historycznej wobec pamięci o ofiarach ludobójstwa OUN-UPA? Jakie miejsce w świadomości Polaków zajmują zbrodnie UPA na Wołyniu i w Małopolsce Południowo-Wschodniej?


– Sytuację uważam za wręcz dramatyczną. Stopień przemilczania i zakłamywania kresowego ludobójstwa osiągnął wręcz niedopuszczalne rozmiary. Milczą lub przekłamują je media, nie uczy się o nim w szkołach, mało tego, do publicznych wypowiedzi na ten temat dopuszcza się w Polsce apologetów zbrodniarzy. Nawet ustalenia konferencji „Trudne pytania” nie przenikają do opinii publicznej. Garstka historyków, kilka kresowych organizacji od lat bezskutecznie dobijają się o prawdę. I co? Kolejne władze „suwerennej Rzeczypospolitej”, nawet prezydent wywodzący się z prawicy, dopuszczają się ich kolejnego poniżenia. Wstyd!


Dlaczego dzieli się ofiary na te, o których można mówić, i te, o których się milczy?


– To geopolityka. Każda kolejna władza w Polsce uznaje, że obywateli nie trzeba pytać o zdanie. Taki komunistyczny sznyt. My wiemy lepiej, co wam potrzeba, jak robić wam dobrze. Jesteście ciemni, bezmyślni… Temu towarzyszy służalcze poszukiwanie pana. Za komunizmu był na wschodzie, teraz jest za oceanem. A Polacy – niech siedzą cicho, bo się nie znają na polityce międzynarodowej. Teraz po raz kolejny obserwujemy renesans prometeizmu, mimo tylu fatalnych doświadczeń w tym względzie, tym razem „prometeizmu sterowanego”. Nowi panowie kazali nam kochać nową Ukrainę, i to „miłością bezwzględną”. Jak każda ślepa miłość nie pozwala nam ona zauważać rodzącego się tam faszyzmu, szykanowania polskiej ludności i brutalnego okradania coraz większej liczby polskich inwestorów, embarga na polskie towary, wszechobecnej przestępczości, i to najczęściej zorganizowanej, i wielu, wielu innych spraw. Krzywdę polskich obywateli – ofiar ludobójstwa, też złożono na ołtarzu tej „miłości”.

Jako wykształcona Polka czuję się z tym fatalnie. Jak w jakimś kondominium, a nie wolnym, suwerennym kraju. Wolność zaczyna się, moim zdaniem, od dbania o swoich obywateli, o poczucie elementarnej sprawiedliwości i przyzwoitości. Od opieki nad Polakiem w konsulacie za granicą, przez dbanie o dobro i bezpieczeństwo obywateli, po pilnowanie interesów gospodarczych i honoru. Własne wizje „zbawiania Polski i świata” prezentowane przez rządzących nie mogą godzić w ten fundament, na którym buduje się normalne, przyzwoite społeczeństwa. Nie może być ono stawiane na fałszowaniu prawdy o strasznej ludzkiej krzywdzie. W żadnym razie nie wolno dopuścić, by Kresowianie jak dziś czuli się obywatelami gorszej kategorii. To na Wołyniu, w województwach: lwowskim, tarnopolskim, stanisławowskim, kobiety i maleńkie dzieci, i staruszkowie ginęli dziesiątkami tysięcy, cięci siekierami i piłami, paleni w chatach, gwałceni, kaleczeni, wrzucani żywcem do głębokich studni, obrzucani granatami w kościołach, rozrywani końmi… bezbronni i przerażeni. Jaki kraj może milczeć o takich czynach?


Jak ocenia Pani politykę polską wobec Ukrainy na styku historii i polityki? Czy milczenie, gdy mordercom Polaków (i Ukraińców) stawia się pomniki, to dobra metoda na budowanie „strategicznego partnerstwa”?


– Wracamy więc do tego bolesnego tematu. Jeszcze chwila i polskim wycieczkom każe się składać kwiaty pod panteonem Bandery skazanego za mordy na Polakach na kilkakrotny wyrok śmierci, moralnego sprawcy ludobójstwa. W Łucku na pomniku rozpiera się kat Wołynia – Kłym Sawur, na polskiej szkole we Lwowie umieszcza się tablicę pamięci Romana Szuchewycza – człowieka odpowiedzialnego za mord profesorów lwowskich, który w swych rozkazach nakazywał: „Polaków w pień ciąć”…

Jeśli ideologia OUN-UPA zatriumfuje na całej Ukrainie (zachodnią już opanowała niemal bez reszty), będziemy mogli sobie pogratulować – beznadziejnej krótkowzroczności. Tu nie tylko o partnerstwie, ale i o jakiejkolwiek współpracy mówić nie będzie można. Wyrasta pokolenie uczone na tej samej literaturze, która doprowadziła do ludobójstwa Polaków! Napawa przerażeniem myśl, że ogarnięty tą faszystowską ideologią i na nowo nieprzewidywalny politycznie kraj zostałby uzbrojony po zęby przez NATO. Czy jednak ta straszna wizja jest tak nierealna? Wszak roszczenia nacjonalistów ukraińskich mówią m.in. o zwrocie „zagarniętych” 19 powiatów dzisiejszej Polski, tzw. Zacurzonii. Związek Ukraińców w Polsce stanowiący główną agendę ukraińskich szowinistów w Polsce stale przypomina o tym swoim czytelnikom. Na razie w swych żądaniach „ograniczają się” tylko do odszkodowań za przesiedlenia do poniemieckich domostw, ale…

Ciekawe byłoby pytanie, dlaczego polskie władze nigdy nie próbowały nawet oszacować strat polskiej ludności kresowej wynikłych z ludobójstwa, grabieży i zniszczenia mienia dokonanego przez OUN-UPA. Jeśli członkowie tych organizacji są teraz oficjalnie uznanymi kombatantami, bohaterami nowej Ukrainy, to państwo to musi wziąć na siebie odpowiedzialność za ich zbrodnie. Gdyby byli potępieni, a ich czyny uznane za zbrodnicze – to zupełnie co innego.


Jakie będą skutki odradzania się zbrodniczej ideologii dla społeczeństwa ukraińskiego?


– Są to rozważania istotne, gdyż okrutne zbrodnie takie jak ludobójstwo trwają w świadomości narodów przez wiele pokoleń, ponieważ pamięć zbiorowa jest, jak pisał prof. M. Malikowski, „bardziej odporna na zmiany rzeczywistości niż pamięć indywidualna”. Tak więc nadzieja na uporanie się z upiorami przeszłości przez uprawianie pisarstwa postulatywnego lub uporczywe przemilczanie faktów może okazać się złudna, a nawet szkodliwa zarówno dla Polaków, jak i dla Ukraińców. Znane powiedzenie mówi, że ci, którzy ignorują historię, skazani są na powtórki.

Obrońcy skrajnego ukraińskiego nacjonalizmu, a jest ich za granicą i w Polsce wielu, uważają terrorystyczne działania OUN-UPA za zjawiska wyjątkowe i odosobnione, za które winę ponoszą „inni”, „obcy”, „panowie” itp., czyli Polacy, Rosjanie, Niemcy, lub okoliczności. Twierdzą też na swoje usprawiedliwienie, że masowych, okrutnych mordów może dopuścić się każdy naród. Nie do końca tak jest. Mamy bowiem w omawianym wypadku do czynienia ze stosowaniem takich drastycznych metod od wieków. Aby nie zostawić tak poważnego oskarżenia bez uzasadnienia, przypomnieć należy fakt zastosowania (choć na mniejszą skalę) identycznych okrutnych metod wobec polskich mieszkańców Wołynia, a przede wszystkim Galicji w latach 1918-1919. Liczne opisy znaleźć można m.in. w książkach Zofii Kossak-Szczuckiej na czele ze słynną „Pożogą” czy we wspomnieniach Kornela Makuszyńskiego „Radosne i smutne”.

Czy jednak obietnica szowinistów, że wystarczy pozbyć się z Kresów II RP „wszystkich czużyńców”, w tym Polaków, i „zakwitnie szczęściem Ukraina”, została spełniona? Otóż nie. Spustoszony, zdewastowany wojną i czystką etniczną kraj popadł w zapuszczenie i niewolę, został rozbity politycznie i skłócony wewnętrznie na długie dziesiątki lat. W miejsce wyniszczonej i deportowanej polskiej, żydowskiej i ormiańskiej ludności przyjechali Rosjanie. Wspólna mała ojczyzna Polaków, Ukraińców i innych zamieszkujących ją narodowości, jej tradycje, dorobek kulturowy były im obce i przez nich niechciane. Poprowadzone przez nacjonalistów młode pokolenie Ukraińców z dawnych województw kresowych RP zostało w czasie wojny naznaczone zbrodnią, wygubione w walkach toczonych w pewnym momencie przeciw wszystkim, wypełniło sowieckie więzienia i łagry. Taki był prawdziwy skutek realizacji programu UWO [Ukraińska Wojskowa Organizacja – przyp. red.] i OUN. Mało w tym chwały, a wiele przemocy, cierpienia niewinnych ludzi. Teraz budowanie nowego etosu na tak wątpliwych podstawach może przynieść tylko zło. Wmawianie ludziom, że ludobójstwo było niezbędne, bo bez OUN-UPA nie byłoby wolnej Ukrainy, jest nadużyciem, który ten naród tylko degraduje, przede wszystkim moralnie.


Czy w Polsce istnieje lobby ukraińskie, które blokuje prawdę o martyrologii Polaków na Kresach?


– Nie chcę tu prezentować żadnych teorii spiskowych, ale to, co dzieje się w związku z ludobójstwem dokonanym przez OUN-UPA, jest niewytłumaczalne. Wszyscy tego tematu unikają, boją się go, w najlepszym wypadku przemilczają, w najgorszym fałszują. Uczelnie nie chcą ze strachu go podejmować, na badania indywidualne nie ma pieniędzy, brakuje ich też na samodzielne publikacje. Tak, są w Polsce bardzo wielkie siły, które stoją za ukrywaniem tej prawdy, i to jest fakt. Odwołanie belwederskiej konferencji wpisuje się doskonale w ten obraz…

Warto też zapytać, dlaczego przez lata najbardziej opiniotwórcza gazeta w Polsce, wypisująca na swoich sztandarach walkę o „najwyższe standardy demokracji”, od lat propaguje rękami swych redaktorów jedną z najbardziej agresywnych odmian faszyzmu, jakim był i jest nacjonalizm ukraiński. Czy podsuwając Polakom skrajnych szowinistów ukraińskich jako remedium na problemy z Rosją (np. Myrosław Czech), nie czynią czasem wobec naszego kraju niedopuszczalnego nadużycia? Każą nam leczyć dżumę cholerą, a przecież Polacy chcą po prostu być zdrowi…


Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Rutkowska

drukuj