Bolesny zawód

Półmetek kadencji prezydenta Lecha Kaczyńskiego

Hanna Wujkowska

W ciągu dwóch i pół roku prezydentury Lecha Kaczyńskiego trudno dopatrzyć się troski o rozwój polskich rodzin, nowo narodzonych Polaków i Polaków jeszcze nienarodzonych. Oby następna połowa kadencji nacechowana była widocznymi przejawami autentycznej dbałości o najważniejszą sprawę pod słońcem – życie człowieka. Wtedy faktycznie prezydent będzie prezydentem każdego rodaka.

Czy ochrona życia jest ważnym zadaniem dla głowy państwa? Artykuł 38 Konstytucji RP stanowi, że Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia, a art. 126 pkt 2 głosi, że prezydent Rzeczypospolitej Polskiej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji. To jasne, że owo czuwanie musi być związane z wykonaniem zadań w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i w ustawach. A jednak sprawa ochrony życia nie wydaje się priorytetową, wręcz przeciwnie, stworzono atmosferę trzeciorzędności tego obszaru. Aby rozumieć, dlaczego tak się dzieje, trzeba spojrzeć na obronę życia w Polsce z perspektywy czasu.


Gorzka lekcja historii


27 kwietnia 1956 roku wprowadzono ustawę zezwalającą na zabijanie poczętych dzieci z tzw. względów społecznych. Po wojnie w Polsce rodziło się dużo dzieci, panował niedostatek, ludzie borykali się z ogromnymi problemami materialnymi, ale także moralnymi. Propaganda komunistyczna, zastraszenie, zniewolenie umysłów i serc, wadliwy system opieki zdrowotnej, ale także mała wiedza na temat początków życia przyniosły potworne żniwo. W latach obowiązywania tej ustawy, czyli do 1993 roku, pozbawiono życia w Polsce około 10 milionów ludzi. Trzydzieści siedem lat obowiązywania takiego „prawa” zrobiło swoje. Jeszcze dzisiaj, pomimo ogromnego postępu wiedzy, kiedy możemy obserwować życie człowieka od samego początku, wykorzystując najnowocześniejszą aparaturę medyczną, można usłyszeć głosy – i to od osób, które ukończyły jakiś etap edukacji – że na początku człowiek jest tylko zlepkiem komórek, „galaretką” itp. Ignorancja w tym przedmiocie zdumiewa, gdyż dotyczy zupełnie elementarnej prawdy, dla każdego jednakowo bliskiej i łatwej do weryfikacji.

Zasiew komunistyczny zmienił myślenie ludzi, a skutki wprowadzenia ustawy okaleczyły na trwałe dwa pokolenia Polaków. Nic zatem dziwnego, że obrona życia w Polsce spotyka się z oporem polityków, którzy obawiają się jak ognia wyrażenia jasnej opinii broniącej prawa do życia każdego poczętego człowieka. Trzeba bowiem liczyć się wówczas z pewną nieprzychylnością tych wyborców, którzy niestety dla własnego usprawiedliwienia odsuwają myśl o niegodziwości czynu, jakim jest zabicie istoty ludzkiej przed jej narodzeniem. W ten oto sposób kodyfikacja ochrony życia w celu zagwarantowania trwałej i bezwarunkowej jego ochrony w dalszym ciągu jest niemożliwa do przeprowadzenia w naszej Ojczyźnie. Przekonujemy się o tym, śledząc i uczestnicząc w wydarzeniach społecznych lat poprzednich i obecnie.


Miał być przełom…


Niewątpliwie ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczania przerywania ciąży z 1993 roku stanowi sukces, jako że w warunkach demokracji w Polsce – jako jedynym kraju – udało się zwiększyć prawną ochronę dziecka poczętego. Niestety, w dalszym ciągu jest to prawo wybiórcze i z wielką atencją podawane jako wyraz nienaruszalnego kompromisu.

W ubiegłym roku Polska miała – być może ostatnią na długie lata – szansę na zmianę tego stanu rzeczy. Zabrakło odwagi i determinacji. Wbrew wyborczym obietnicom i programowi Prawa i Sprawiedliwości z 2005 r. prezydent Kaczyński nie stanął po stronie cywilizacji życia. Gdy tylko pojawiła się propozycja zmiany art. 38 Konstytucji RP przez dopisanie słów o ochronie życia od poczęcia, opowiedział się za „utrzymaniem status quo”, uznając istniejący stan za dobry i satysfakcjonujący. Wszystkie późniejsze wypowiedzi prezydenta, niestety, potwierdzały, że nie zamierza on nic uczynić dla objęcia wszystkich – bez żadnych wyjątków – nienarodzonych Polaków ochroną prawną. Boleśnie brzmiały deklaracje Lecha Kaczyńskiego, jak ta złożona w marcu 2007 r.: „Jeśli chodzi o sprawy związane z aborcją, to uważam, że osiągnięty 15 czy 14 lat temu kompromis jest kompromisem, którego nie wolno naruszać. Powtarzam – nie wolno naruszać”. Złym sygnałem, ale klarownym, było podpisanie się 8 marca 2007 r. przez żonę pana prezydenta pod apelem nielicznej grupy kobiet mediów do parlamentarzystów o pozostawienie bez zmian zapisu Konstytucji dotyczącego ochrony życia. Nie była to reprezentatywna grupa pań. Do dziś inne kobiety, zrzeszone w organizacjach prorodzinnych, nie doczekały się zaproszenia na spotkanie, o które również zabiegały u pani prezydentowej. Jak pamiętamy, 13 kwietnia ubiegłego roku Sejm nie dokonał zmian w Konstytucji gwarantujących prawną ochronę życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci, odrzucając po kolei poprawki do art. 30 i 38. Wydaje się wielkim nieporozumieniem i brakiem spójności ostateczne pozostawianie sprawy bezwzględnej ochrony życia tylko indywidualnemu osądowi i rozstrzygnięciu. Słabość prawa wpływa na relatywne opinie i postawy społeczeństwa, gdyż nawet to, co niejasne, ale legalne, ogół postrzega jako moralnie dopuszczalne. Raz jest to zabicie, a raz urodzenie dziecka, w zależności od indywidualnej sytuacji matki i jej potomstwa. Do tego doszliśmy w Polsce wolnej, niepodległej, upragnionej przez pokolenia rodaków, oddających swoje życie za Ojczyznę. Jednak ochrona życia jest sprawą fundamentalną.


Brak polityki prorodzinnej


Prezydent USA George W. Bush nieustannie wspiera każdą inicjatywę na rzecz poprawy sytuacji dzieci poczętych. Przypadek amerykański jest zgoła odmienny od stanu w Polsce. Tam w latach 70. wprowadzono swobodę zabijania poczętych dzieci, wykorzystując słynny precedens, który do dzisiaj skutkuje bardzo liberalnym podejściem do aborcji. Nie przeszkadza to prezydentowi w odważnym zabieraniu głosu w obronie nienarodzonych. W Europie obrona życia przybrała inną formę i wyraża się raczej w polityce ludnościowej. Rządzący, dostrzegając problem wyludniania się państw, zachęcają finansowo rodziny do posiadania potomstwa. Jedną z form pomocy jest premiowanie nowo narodzonych poprzez wypłacanie rodzicom dużych zasiłków. W Polsce niestety w dalszym ciągu można mówić co najwyżej o bardzo skromnym dodatku, o który przetoczyła się prawdziwa burza i który spotkał się z kpinami i lekceważeniem. Joanna Kluzik-Rostkowska, była podsekretarz stanu, a następnie minister pracy i polityki społecznej, wcześniej pełnomocnik ds. równego statusu kobiet i mężczyzn w Warszawie, słynąca z dobrych koneksji sięgających Pałacu Prezydenckiego, wsławiła się jako zwolenniczka żłobków, urlopów macierzyńskich, nowych modeli rodzin i antykoncepcji. Linia prezentowana przez nią była odzwierciedleniem trendów narzuconych nam przez decydentów Unii Europejskiej. Nic samodzielnego, respektującego polską tradycję rodzin wielodzietnych i pokoleniowych. O poczynaniach Nelly Rokity jako doradcy prezydenta ds. kobiet wiadomo niewiele, poza tym, że była nim krótko, od września do listopada 2007 roku. Niestety, trudno w tych nominacjach dostrzec poważną troskę o los polskich rodzin, w których przychodzą na świat dzieci.

Polska jest wciąż szóstym co do liczby mieszkańców państwem Unii Europejskiej, nie jest to jednak zasługą panujących, ale zastaną strukturą demograficzną po wojnie. Nasza Ojczyzna wyludnia się zarówno wskutek małej liczby urodzeń, jak i emigracji zarobkowej, a poprawa tego stanu rzeczy powinna być najpoważniejszym celem głowy państwa. Niestety, w ciągu dwóch i pół roku prezydentury Lecha Kaczyńskiego trudno dopatrzyć się troski o rozwój polskich rodzin, nowo narodzonych Polaków i Polaków jeszcze nienarodzonych. Nazywanie kompromisem zgody na zadanie śmierci jest nie do pogodzenia z innymi przejawami szacunku dla pozostałych żyjących. Zgrzyt ten jest nie do zagłuszenia. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej posiada inicjatywę ustawodawczą, podpisuje albo odmawia podpisania ustaw, słowem, nie jest biernym obserwatorem poczynań parlamentu i rządu. Byliśmy też świadkami komfortowej sytuacji możliwości kontrolowania sceny życia politycznego. Oczywiście sytuacja nigdy nie jest, nie była i nie będzie prosta i łatwa. Politologom zostawiam analizy w szerokim kontekście, także na tle sytuacji międzynarodowej. Patrząc jednak z perspektywy przeciętnego obywatela, można czuć zawód w obszarze, jakim jest polityka prorodzinna. Trzeba postawić pytanie o miejsce polskiej rodziny i ochrony życia w rankingu celów głowy państwa. Być może ten cel jest perspektywiczny. Ale rozwiązania prorodzinne potrzebne są pilnie dziś. Są one równie ważne, jak bezpieczeństwo energetyczne czy inne istotne problemy współczesności. Dlaczego pan prezydent zaniechał czynnej troski o los nienarodzonych, rozwój rodzin, wzrost demografii? Scedowanie tych zadań na obecny liberalny rząd i parlament nie może przynieść sukcesów w wymienionym obszarze.

Myślę, że będę wyrazicielką licznej grupy dobrze życzących, aby następna połowa kadencji nacechowana była widocznymi przejawami autentycznej dbałości o najważniejszą sprawę pod słońcem – życie człowieka. Wtedy faktycznie prezydent będzie prezydentem każdego rodaka.

drukuj