Wyższy podatek karą za dzieci
Podatki rosną, a sytuacja demograficzna Polski ulega systematycznemu pogorszeniu. Polska wymiera, należy do tych krajów europejskich, w których rodzi się najmniej dzieci. Czy rządzący mają pomysł, jak ratować nasz kraj? Od lat padają slogany i deklaracje, ale bez względu na to, kto rządzi, państwo prowadzi niezmiennie politykę antynatalistyczną i antyrodzinną. Na dodatek nasilająca się ostatnio fala podwyżek i drastycznie zwiększające się koszty życia uderzają przede wszystkim w rodziny wychowujące dzieci. Nawet liberalni eksperci z Centrum im. Adama Smitha w opublikowanym kilka tygodni temu raporcie zwrócili uwagę, że nadmierny fiskalizm w Polsce przyczynia się do rezygnacji rodzin z posiadania dzieci. I obliczyli, że minimalny koszt wychowania jednego dziecka do osiągnięcia przez nie dwudziestego roku życia wynosi 160 tys. złotych.
W emitowanym przed laty telewizyjnym programie „Rodzina Rodzinie” jeden z występujących w nim ojców licznej rodziny zauważył, że jego syn jest mniej wart niż wykładzina podłogowa. W studiu nastąpiła konsternacja: jak to jest mniej wart, przecież wykładzina jest rzeczą, a syn jest człowiekiem, więc rzecz jest przed osobą? Po chwili ów mężczyzna, ojciec rodziny, na co dzień borykający się z trudnościami materialnymi, wyjaśnił, co miał na myśli: otóż wykładzinę podłogową – jeśli się prowadzi działalność gospodarczą – można sobie odliczyć od podstawy naliczania podatku. Natomiast to, że ma się dziecko i ponosi się koszty związane z jego wychowaniem i utrzymaniem – z tego tytułu nie przysługuje zwolnienie podatkowe i ponoszonych wydatków nie można sobie odliczyć od podstawy opodatkowania.
Minęły lata, a podatki, w tym podatki pośrednie, tylko rosną… I nadal mamy do czynienia z niesprawiedliwością finansową, która dotyka rodziny wychowujące dzieci. Przecież to dziecko, w sensie gospodarczym, stanowi najcenniejszą formę kapitału, która jest określana w ekonomii jako kapitał ludzki. To dziecko jest przyszłym inżynierem, lekarzem, nauczycielem, technikiem, robotnikiem, przedsiębiorcą, informatykiem; jest przyszłym obywatelem, a więc kimś, kto będzie współtworzył społeczeństwo i państwo; będzie służył innym swoimi umiejętnościami, zdolnościami i pracą; będzie pomnażał dobrobyt i pomyślność ogółu. Nie jest to więc tylko sprawa rodziców, bo często bezrefleksyjnie w ten sposób przedstawia się tę kwestię. Powiada się, że liczba dzieci jest prywatną sprawą małżonków: nas, czyli społeczeństwa, to nie obchodzi, niech każdy radzi sobie sam. To prawda: decyzja o liczbie posiadanych dzieci jest indywidualną sprawą rodziców i państwo nie może w to ingerować. Jednak rozwój społeczeństwa i jego przyszłość zależy w sposób zasadniczy od liczby rodzących się dzieci i dlatego rządzący mają obowiązek stwarzać szansę tym, którzy chcą posiadać dzieci, a nie ich dyskryminować.
Między ubóstwem a egzystencją
Dane Komisji Europejskiej, na które powołują się autorzy raportu, wskazują, że 29 proc. Polaków żyje w biedzie. Polska bieda nie jest jednak skutkiem bezrobocia. Wiele osób dotkniętych biedą – podkreślił Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha – ma stałe zatrudnienie. Ich bieda jest skutkiem dużych obciążeń fiskalnych, także w postaci podatków pośrednich. Kupując żywność, ubrania, książki, zeszyty oraz inne artykuły i usługi niezbędne dla funkcjonowania rodziny i wychowania dzieci, we wszystkim płacimy przynajmniej podatek VAT, a w wielu przypadkach również i inne podatki pośrednie, takie jak akcyzę. Podatek VAT dotyczy między innymi ubranek i bucików dziecięcych, na które obecnie obowiązuje stawka 7 procent. Dla porównania, obywatele Irlandii, Wielkiej Brytanii i Luksemburga mają stawkę na te produkty w wysokości 0 procent. Portugalia zmniejszyła VAT na pampersy z 19 do 5 procent. Tymczasem Komisja Europejska domaga się od Polski podniesienia stawki VAT na te produkty do 22 procent!
Do obaw związanych z rosnącymi kosztami życia dochodzi strach przed utratą pracy. Z najnowszych badań portalu pracuj.pl wynika, że ponad połowa matek była dyskryminowana w pracy dlatego, że wychowują dzieci.
Eksperci proponują obniżanie podatków, które byłoby o wiele skuteczniejszym narzędziem w walce z polską biedą niż rozwijanie programów socjalnych. Środki przekazywane przez rząd polskim rodzinom pochodzą z opodatkowania rodzin. Większość tych pieniędzy jest marnotrawiona i zużywana na obsługę aparatu biurokratycznego, który najpierw ulgi rozdaje, a później kontroluje. Stąd o wiele efektywniejsze i skuteczniejsze byłoby obniżenie opodatkowania. Autorzy raportu proponują trzy wyjścia z tej sytuacji: obniżenie VAT na wszystkie towary, obniżenie kosztów pracy albo długotrwała walka w Unii Europejskiej o preferencyjną stawkę VAT na artykuły dziecięce.
Dane statystyczne nie pozostawiają złudzeń co do tendencji. Informacje o ubóstwie są szokujące w swej dynamice, jeśli zostaną zestawione dane z całego okresu transformacji. Otóż w 1989 r. poniżej minimum socjalnego żyło 37 proc. rodzin z czwórką dzieci. W 2002 r. już aż 90 proc. rodzin z czwórką dzieci i powyżej żyło poniżej minimum socjalnego, a 33 proc. poniżej minimum egzystencji. Te dane jasno świadczą o tym, że rodziny wielodzietne, stanowiące ostatni bastion rezerwy demograficznej, w którym jest wychowywane co trzecie dziecko w Polsce, w sposób szczególny dotyka ubóstwo, co świadczy o braku polityki rodzinnej i sprawiedliwego systemu podatkowego, który uwzględniałby liczbę osób pozostających na utrzymaniu podatnika.
W 2004 r. przeciętny miesięczny dochód rozporządzany na osobę w rodzinie z dziećmi na utrzymaniu wynosił od 325 zł do 848 złotych. Najwyższe kwoty przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzanego na osobę w rodzinie uzyskiwały rodziny z jednym dzieckiem (848 zł) i dwojgiem dzieci (628 zł). Nieznacznie niższy dochód od rodzin z dwojgiem dzieci posiadały matki samotnie wychowujące dzieci – 613 złotych. W rodzinach wielodzietnych dochód rozporządzany na osobę był zdecydowanie niższy i wynosił w rodzinach z trojgiem dzieci 466 zł, a w rodzinach z czworgiem i większą liczbą dzieci – 325 złotych. Przy czym szczególnie w tej grupie systematycznie spadał dochód i na przykład tylko w stosunku do roku 2001 realnie obniżył się o 4 procent. W 2004 r. w stosunku do 2001 r. największy wzrost odsetka osób w rodzinach znajdujących się poniżej progów ubóstwa zanotowano w rodzinach z trojgiem dzieci (wzrost o 8,2 punktu procentowego odsetka osób w rodzinach poniżej minimum egzystencji oraz aż o 14,5 punktu procentowego odsetka osób w rodzinach poniżej ustawowej granicy ubóstwa) oraz z czworgiem i więcej dzieci (wzrost o 10,2 punktu procentowego odsetka osób poniżej progu egzystencji oraz aż o 19 punktów procentowych odsetka osób w rodzinach poniżej ustawowej granicy ubóstwa).
W 2004 r., w porównaniu do 2001 r., zwiększył się we wszystkich kategoriach rodzin z dziećmi na utrzymaniu odsetek rodzin, które osiągnęły dochody poniżej minimum egzystencji oraz ustawowej granicy ubóstwa. W grupie rodzin z czwórką i więcej dzieci blisko połowa żyje poniżej ustawowej granicy ubóstwa. Z badań wynika, że ok. 44 proc. rodzin w Polsce nie stać na zjedzenie co drugi dzień posiłku, w skład którego wchodziłoby mięso, drób czy ryba, a 20 proc. wszystkich polskich dzieci jest niedożywionych. Odnotowano, że ok. 46 proc. gospodarstw rezygnuje z przyjmowania przynajmniej raz w miesiącu przyjaciół czy rodziny. Na opłacenie raz w roku tygodniowego wyjazdu dla całej rodziny stać zaledwie 29 proc. gospodarstw. Tymczasem pochłaniający ogromne miliardowe nakłady z budżetu system pomocy społecznej jest niewydolny i nieefektywny. W Polsce, w przeciwieństwie do pozostałych krajów Unii Europejskiej, nadal rosną różnice materialne i społeczne i tym samym zwiększa się obszar bardzo trudnej sytuacji materialnej.
Konstytucyjne gwarancje ochrony rodziny
Paradoksem jest to, że polski system konstytucyjny zawiera dość rozbudowane gwarancje ochrony rodziny. Najistotniejsze znaczenie mają art. 18 i art. 71 Konstytucji, które gwarantują, iż „rodzina jest pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”, „rodziny wielodzietne mają prawo do szczególnej pomocy władz publicznych”, a „państwo w swojej polityce gospodarczej i społecznej uwzględnia dobro rodziny”. Regulacje te mają rangę konstytucyjną, tzn. że wszystkie przepisy prawne muszą być z nimi zgodne, także przepisy prawa podatkowego.
W Konstytucji RP zapisano też ochronę praw rodziny, a zwłaszcza praw rodzicielskich. W tym: prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami (art. 48, ust. 1); prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami (art. 53, ust. 3); wolność wyboru dla swoich dzieci szkół innych niż publiczne (art. 70, ust. 3). W orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego – na co zwracał uwagę dr Leszek Bosek podczas sesji dotyczącej rodzin wielodzietnych w Senacie RP w lipcu 2006 r. – ugruntowany jest pogląd, że konstytucyjna zasada ochrony rodziny determinuje przede wszystkim określony kształt systemu podatkowego.
I tak, w orzeczeniu z 11 kwietnia 1994 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że ograniczenia kwotowe zasady wspólnego opodatkowania osoby samotnie wychowującej dziecko są sprzeczne z zasadą równości. Trybunał podkreślił już w tym orzeczeniu, iż realizacja konstytucyjnego nakazu ochrony rodziny wymaga,
aby w kształtowaniu regulacji podatkowych uwzględniać wysokość dochodu ustalanego dla każdego członka rodziny. Brak tego kryterium prowadzi do wniosku, że podatnik posiadający dzieci jest gorzej traktowany niż osoba przeznaczająca cały dochód na swoją własną konsumpcję. Trybunał zastrzegł przy tym, iż to ustawodawca jest odpowiedzialny za określanie szczegółowych konstrukcji opodatkowania rodziny. W wyroku z 7 czerwca 1999 r. Trybunał potwierdził przedstawioną wykładnię konstytucyjnej gwarancji ochrony rodziny i wskazał, że „ustawodawca, realizując konstytucyjny nakaz ochrony rodziny, powinien […] przy określaniu wysokości podatku dochodowego brać pod uwagę nie tylko wysokość dochodu osiągniętego przez podatnika, ale także jego zdolność płatniczą ustaloną przy uwzględnieniu niezbędnych wydatków przeznaczonych na utrzymanie rodziny”.
Najpełniej zaprezentowany pogląd został jednak przedstawiony w wyroku z 4 maja 2004 roku. Trybunał uznał w nim, że art. 6 ust. 2 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (gwarantujący prawo do wspólnego rozliczania się małżonków) jest niezgodny z zasadą demokratycznego państwa prawnego i gwarancjami ochrony rodziny przez to, iż pozbawia podatnika prawa do wspólnego rozliczania się z małżonkiem, który zmarł w trakcie roku podatkowego. Trybunał podkreślił, że zasady wspólnego rozliczania się z małżonkiem nie można traktować jako zwykłej ulgi podatkowej czy wyjątku, ale że jest to zasada umocowana w aksjologii konstytucyjnej, której ograniczenie wymaga istotnych powodów. W uzasadnieniu Trybunał podkreślił, iż na ustawodawcy ciąży obowiązek uwzględnienia faktu uszczuplenia zdolności płatniczej osób, które mają na utrzymaniu małżonka i dzieci. Prawo podatkowe nie może bowiem abstrahować od obowiązków alimentacyjnych podatnika względem dzieci i małżonka. Trybunał Konstytucyjny zwrócił uwagę, że „Skoro jeden podatnik ma na utrzymaniu członków rodziny, a drugi takich obciążeń nie ma, nie znajdują się oni w identycznej sytuacji podatkowej. W związku z tym mogą i powinni być inaczej traktowani” (Leszek Bosek, „Neutralny czy prorodzinny system podatkowy”, [w:] „Sytuacja rodzin wielodzietnych w Polsce a polityka rodzinna”, Biuro Informacji i Dokumentacji Kancelarii Senatu, lipiec 2006).
Wskazany tok rozumowania został rozwinięty i uzupełniony w wyroku z 15 listopada 2005 roku. Trybunał podkreślił w tym wyroku, że „obowiązek ochrony i pomocy rodzinie nie może być realizowany wyłącznie przez system zabezpieczenia społecznego, ale przez zharmonizowane rozwiązania systemowe. Ustawodawca musi zwłaszcza uwzględniać zakaz ingerencji w sferę autonomii rodziny, wyrażający się także w sferze materialnej (minimum egzystencji). Zakaz ten wynika wprost z art. 18 i 71 interpretowanych w świetle art. 47 i 30 Konstytucji. Brak bowiem proporcjonalności (konieczności) w działaniu ustawodawcy, który pozbawia rodzinę dochodów koniecznych do zabezpieczenia egzystencji jej członków – np. poprzez przyjęcie wadliwych konstrukcji podatkowych, a jednocześnie oferuje pod pewnymi warunkami tej samej rodzinie zasiłek”. Trybunał przyjął, że z konstytucyjnej zasady szczególnej pomocy rodzinom wielodzietnym wynika, po pierwsze, obowiązek władzy zapewnienia każdemu członkowi rodziny minimum egzystencji, po drugie, obowiązek zapewnienia rodzinie pomocy wykraczającej poza zwykłą pomoc.
Analiza regulacji konstytucyjnej prowadzi do wniosku, że polski system podatkowy powinien realizować funkcje ochrony rodziny, a zwłaszcza rodziny wielodzietnej. Można wobec tego bronić poglądu, że system podatkowy powinien być nie tylko neutralny względem podatników wychowujących dzieci, ale że istnieje konstytucyjna podstawa do przyznawania tym podatnikom szczególnych preferencji podatkowych. Dotyczy to przede wszystkim podatników utrzymujących co najmniej 3 dzieci, albowiem rodzina z 3 dzieci jest rodziną wielodzietną w rozumieniu art. 71 Konstytucji. Podatnik utrzymujący co najmniej 3 dzieci ma więc konstytucyjne prawo podmiotowe do żądania szczególnej pomocy ze strony władz publicznych, ma prawo do żądania preferencji podatkowych (tamże).
Im więcej dzieci, tym większy podatek
Siła gospodarki wyraża się w mocy nabywczej rynku wewnętrznego. Płytkość rynku wewnętrznego, czyli mówiąc zwykłym językiem fakt, że ludzie mają mało pieniędzy i poza artykułami najpotrzebniejszymi niewiele kupują i nie inwestują, prowadzi do stagnacji. O tym, że ubóstwo znacznej części polskich rodzin ma charakter strukturalny, świadczą wyniki badań. W ich świetle okazuje się, że osoba pracująca w pełnym wymiarze godzin za otrzymywaną średnią płacę jest w stanie utrzymać na poziomie zadawalającym zaledwie półtorej osoby, a więc siebie i pół innej osoby. Czyli, że dwie pracujące osoby, jeżeli nawet osiągają średnią płacę, są w stanie utrzymać razem na tym poziomie zaledwie trzyosobową rodzinę. W krajach ustabilizowanych obowiązuje zasada, że jedna osoba zatrudniona w pełnym wymiarze godzin i otrzymująca średnią płacę wraz z pochodnymi, jest w stanie utrzymać na poziomie zadowalającym cztery osoby.
Obowiązujący w Polsce do końca 2006 r. system podatkowy jako jedyny w Europie obok Albanii i Mołdawii nie zawierał żadnych preferencji dla małżeństw utrzymujących dzieci. Polska jest również jedynym – obok Korei – krajem OECD, który w systemie podatkowym dyskryminuje rodziców wychowujących dzieci. Opodatkowanie konsumpcji dziecięcej 22 proc. stawką VAT nie jest na pewno ekonomicznie obojętne dla gospodarstwa domowego. Powoduje bowiem, że rodzina może nabyć realnie znacznie mniej towarów i usług, niż gdyby towary i usługi dziecięce były zwolnione z VAT lub gdyby korzystały z obniżonej stawki. Ponadto, realna sytuacja ekonomiczna gospodarstwa domowego utrzymującego dzieci jest znacznie gorsza w porównaniu z gospodarstwem, które nie ponosi żadnych kosztów utrzymania dzieci.
Jak wiadomo, VAT jest podatkiem konsumpcyjnym. Inwestycje nie są obciążane VAT. Brak zwrotu VAT od inwestycji w kapitał ludzki (np. niezbędnych wydatków na dzieci) pokazuje, że dzieci traktowane są jak każda inna konsumpcja. W Polsce obowiązuje bowiem zasada: „im więcej dzieci, tym wyższe podatki”. Nie dość bowiem, że rodzina ponosi realne bezpośrednie koszty utrzymania dziecka (np. zakup żywności, ubrań, leków, usług medycznych, etc.) oraz bardzo dotkliwe koszty alternatywne (np. niższa emerytura dla osoby opiekującej się dziećmi, niższy dochód i gorsze perspektywy zawodowe dla osób utrzymujących dzieci, etc.), to musi jeszcze płacić VAT de facto od utrzymania dziecka. W przypadku rodziny licznej, gdzie dwie pensje to mało, gdy jeden z rodziców pracuje jeszcze dodatkowo na kolejnym etacie i powiększa dochody, to wchodzi w wyższy próg podatkowy i płaci jeszcze większe podatki.
Doktor Leszek Bosek słusznie zauważył, że system podatkowy w Polsce nie jest więc ani prorodzinny, ani nawet neutralny względem rodziny (jak we wszystkich krajach Unii Europejskiej i w USA), co oznacza, że nie spełnia elementarnego wymogu równego traktowania podatników decydujących się na założenie rodziny i podatników wybierających inne formy współżycia. W konsekwencji można pokusić się o stwierdzenie, że obowiązujące regulacje podatkowe są sprzeczne z konstytucyjnymi gwarancjami ochrony rodziny i zasadą równości. Ograniczanie przez państwo prawa do posiadania dzieci, choćby pośrednie – ekonomiczne – jest bowiem naruszeniem Konstytucji (tamże).
Ta sytuacja powoduje też określone implikacje makroekonomiczne, bowiem dopuszczenie do ubóstwa rodzin, między innymi przez politykę państwa, jest jedną z głównych przyczyn ograniczenia rozwoju i wzrostu gospodarczego. Jest barierą nie do pokonania bez zmiany systemu. Mamy więc do czynienia z kwadraturą koła: biedna i obciążona wysokimi podatkami rodzina nie tylko że nie otrzymuje wsparcia od państwa, które nie jest w stanie podołać skali potrzeb, ale także stanowi hamulec wzrostu. Rodzina bowiem podwójnie wpływa na wzrost przez fakt, że w niej dokonuje się inwestycja w tworzenie kapitału ludzkiego, a po drugie, to ona stanowi podstawę rynku, w którym funkcjonuje obieg gospodarczy. Dlatego najłatwiejszym i najskuteczniejszym sposobem rozwikłania tego problemu są dostosowane do realiów zobowiązania podatkowe i polityka rodzinna mająca na celu zwiększenie samowystarczalności ekonomicznej rodzin.
Państwo dla rodziny
W Europie Zachodniej, poza wyjątkami, wszystkie kraje uwzględniają, przy obciążeniu podatnika podatkiem dochodowym, jego stan rodzinny i przyjęły zasadę stosowania ulg podatkowych na dzieci. Polska jest więc na tym tle negatywnym przykładem. Bo przecież jeżeli założymy, że podatnicy A, B, i C uzyskują identyczny dochód oraz że A jest osobą samotną, B ma na utrzymaniu małżonka, a C małżonka i dwoje dzieci, jest rzeczą oczywistą, że posiadają oni różną zdolność podatkową, gdyż najwięcej potrzeb osobistych jest w stanie zaspokoić z uzyskanego dochodu A, a najmniej C. Zgodnie z zasadą sprawiedliwości podatkowej podatnicy ci od identycznego dochodu powinni zapłacić różny podatek.
Prawdą jest, że wprowadzenie „sprawiedliwego” opodatkowania rodziny nie jest łatwe. Lecz to nie usprawiedliwia prowadzonej przez lata antyrodzinnej polityki państwa i niestosowanie prorodzinnego systemu opodatkowania. Głosy o niemożności wprowadzenia sensownego systemu podatkowego uwzględniającego sytuację rodzinną podatnika świadczą o braku dobrej woli i niekompetencji.
Zmiany wprowadzone od 2007 r. dające ulgę podatkową w wysokości 1145 zł rocznie na jedno dziecko w rodzinie były krokiem w dobrym kierunku, ale nie mają charakteru systemowego i nie są powszechne. Nie dotyczą rolników i osób prowadzących działalność gospodarczą oraz w bardzo ograniczonym zakresie osoby osiągające niskie dochody. Ustawodawca wprowadził tym samym niekonstrukcyjny mechanizm ochrony rodziny, ale zwykłą ulgę podatkową, którą łatwo będzie zmienić lub nawet usunąć przez większość parlamentarną niechętną rodzinie. Należy odwołać się do orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego, z którego wynika, że zasada wspólnego rozliczania się małżonków i zasada opodatkowania rodziny nie jest ulgą, ale zasadą opodatkowania mającą zakotwiczenie w konstytucyjnej zasadzie ochrony rodziny (wyrok TK z 4 maja 2004 r., K 8/03).
Oczekiwać więc należy zmiany tego mechanizmu. Wydaje się, niestety, że nadal jednak obowiązuje „dogmatyczny” pogląd, iż budżetu państwa „nie stać” na politykę prorodzinną lub przynajmniej neutralną względem rodziny. Ten kierunek myślenia bazuje jednak na fundamentalnie błędnej przesłance. Opodatkowanie uwzględniające interesy rodziny nie może być przeciwstawiane interesom budżetu państwa. Twierdzenie, że istnieje opozycja pomiędzy opodatkowaniem rodziny i równowagą budżetową, jest fałszywe i upubliczniane przez zaciekłych przeciwników jakiejkolwiek polityki społecznej przeciwdziałającej katastrofie demograficznej, katastrofie systemu ochrony zdrowia i emerytalnego, a w konsekwencji recesji gospodarczej.
Zmniejszenie skali opodatkowania i zmniejszenie obciążeń na rzecz Skarbu Państwa powoduje, że wydolniejsze ekonomiczne jest pomniejszenie dochodów budżetu, ale usamodzielnianie rodziny, niż wydatki z budżetu państwa, by wspierać rodzinę. Warto zwrócić uwagę, iż uwzględnienie kosztu utrzymania i wychowywania dzieci w systemie podatkowym pozwala na zmniejszenie zbędnych kosztów transferowych w ramach systemu finansów publicznych. Odbieranie rodzinom wypracowanego przez nią dochodu, a następnie przyznawanie zasiłków socjalnych lub tzw. zasiłków rodzinnych generuje bardzo poważne koszty i narusza autonomię rodziny. Poza tym korzystający z tego rozwiązania nie jest ustawiony w pozycji „petenta”, a sam system jest „tani”, nie wymaga aparatu administracyjnego do dystrybucji świadczeń. Zmiany systemowe w podatku dochodowym uwzględniające sytuację rodzinną podatnika pozwalałyby na najefektywniejsze wykorzystanie tych środków bezpośrednio w rodzinie, i te środki stymulowałyby rozwój.
Podmioty publiczne nie powinny zabierać rodzinie jej własnego dochodu, niezbędnego dla zaspokojenia jej podstawowych potrzeb życiowych. Potrzeby rodziny są bowiem potrzebami pierwotnymi, a obowiązki rodziny w zakresie zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych swoich członków są obowiązkami niezbywalnymi. Zapotrzebowanie podmiotów publicznych na środki pochodzące z podatków są potrzebami wtórnymi i mogą być zaspokojone w drugiej kolejności. To państwo jest dla rodzin, a nie rodziny dla państwa.
