Godność wartością przyrodzoną i niezbywalną

Z dr Joanną Taczkowską, prawnikiem i dziennikarzem z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy oraz wykładowcą Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Katarzyna Cegielska


W Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej przed tygodniem odbyło się sympozjum naukowe poświęcone zagadnieniom dziennikarskim zatytułowany „Od manipulacji do komunikacji”. Wygłosiła Pani na nim referat pt. „Obowiązki państwa w zakresie ochrony godności człowieka a wolność prasy i swoboda wypowiedzi”. Czy państwo wystarczająco chroni godność człowieka?


– Państwo chroni godność w sposób absolutny. Często utożsamiamy godność z dobrym imieniem lub czcią, co nie jest do końca właściwe. Godność jest dobrem przyrodzonym, które nie zależy od tego, co myślą o nas inni ani jaką zajmujemy pozycję społeczną. Godność jest tym, co w człowieku najbardziej ludzkie. Dobre imię, które chronimy, jest tymczasem jednym z aspektów godności i nie obejmuje jej w pełni. W pewnych sytuacjach naruszenie dobrego imienia może zatem zostać usprawiedliwione i nie podlegać sankcji. Zdarza się, że bohater dziennikarskiej publikacji czuje się dotknięty ujawnioną informacją i uważa, że jego cześć została naruszona. O ile jednak informacja jest prawdziwa, a sąd dojdzie do przekonania, że jej ujawnienie leżało w interesie społecznym, może uwolnić dziennikarza od ponoszenia odpowiedzialności za podanie do publicznej wiadomości informacji subiektywnie odczuwanej jako krzywdząca. Na straży ochrony godności człowieka stoją obecnie przede wszystkim regulacje prawa karnego. Izba Karna Sądu Najwyższego, a także Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie podkreślały fundamentalne znaczenia, jakie ma w polskich regulacjach prawnych ochrona godności, wskazując, że ochrona godności jako wartości przyrodzonej i niezbywalnej nie może podlegać ograniczeniom.

Ustrojodawca przyznał wśród wartości konstytucyjnie chronionych prymat godności, która ma charakter prawa fundamentalnego (przyrodzonego). Pozostałe prawa i wolności Konstytucja uznaje za formę zabezpieczenia realizacji tego prawa. Wolność prasy i wolność wypowiedzi mają w polskiej Konstytucji charakter wtórny w stosunku do ochrony godności. O ile zatem nie jest możliwe, w imię ochrony wolności wypowiedzi, ograniczenie lub w jakikolwiek sposób uszczuplenie godności, o tyle możliwa jest odwrotna zależność. To wolność prasy i wolność wypowiedzi podlega ograniczeniom. Należy zarazem zwrócić uwagę, że Konstytucja sytuuje wolność wypowiedzi w hierarchii dóbr konstytucyjnych wyżej niż wolność prasy. Prasa korzysta z wolności wypowiedzi, ale nie może jej monopolizować, bo wolność wypowiedzi jest wolnością wszystkich obywateli, a nie wolnością przynależną wyłącznie prasie. Sytuowanie wolności prasy w hierarchii dóbr prawnie chronionych powyżej wolności wypowiedzi oznaczałoby jej zawłaszczenie przez prasę.


Skąd bierze się poczucie braku wystarczającej ochrony godności w polskim prawie?


– Poczucie braku wystarczającej ochrony godności w polskim systemie prawa wynika, jak sądzę, z dwóch powodów. Po pierwsze, analizowane są najczęściej te przypadki naruszeń, które podlegały ocenie wyłącznie sądów cywilnych. Sądy cywilne tymczasem nie są zobowiązane do dochodzenia prawdziwości publikacji i mogą poprzestać na przyjęciu, że ujawnienie informacji, choćby nie była ona prawdziwa, było usprawiedliwione toczącą się debatą publiczną w sprawach budzących powszechne zainteresowanie. Wystarczające jest zatem przyjęcie przez sąd cywilny, że w interesie publicznym było rozpowszechnienie opinii lub twierdzenia, którego domagała się opinia publiczna. W oparciu o inne kryteria rozstrzyga natomiast sąd karny. Analiza orzecznictwa sądów karnych wykazałaby prawdopodobnie, że ochrona czci i dobrego imienia przeważa nad ochroną wolności prasy. Innymi słowy, wolność prasy doznaje ograniczeń po to, by chronić cześć. Z dwóch wartości prawnie chronionych, jakimi jest wolność prasy i cześć, w większym stopniu na ochronę zasługuje właśnie cześć człowieka. Mamy zatem dwa rygory prawne, odrębne procedury i odrębne kryteria. Nagłaśnianie wyłącznie procesów cywilnych wywołuje wrażenia, że godność przegrywa. Nie jest to jednak wrażenie prawdziwe.


A jaki jest drugi powód?


– Drugim powodem, który wywołuje wrażenie niewystarczającej ochrony godności, jest kontekst systemowy. Polska judykatura jest bowiem zmuszona stosować regulacje konwencji międzynarodowych oraz tzw. wtórnego i pierwotnego prawa Unii Europejskiej, które nie zawierają tak zdecydowanej formuły ochrony godności, jaka pojawia się w polskiej Konstytucji. Podejmowane przez ustawodawcę zobowiązania płynące z regulacji prawno-międzynarodowych, jak w szczególności przystąpienie do Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, a obecnie ratyfikacja traktatu lizbońskiego oraz podpisanie Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej, modyfikują fundamenty polskiego systemu prawnego. Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności w ogóle nie zna pojęcia godność. Zapis, który proponuje Karta Praw Podstawowych, w przeciwieństwie do obecnie obowiązujących w art. 30 Konstytucji, oznacza bowiem przyjęcie słabej formuły ochrony godności, która nie wskazuje ani na przyrodzony charakter godności, ani nie czyni z niej źródła praw i wolności. Godność nie jest ujmowana ani jako wartość przyrodzona, ani niezbywalna. O ile zatem w polskiej Konstytucji godność jest wartością pierwotną wobec woli państwa, o tyle w regulacjach prawa UE staje się ona wartością, która pozostaje w dyspozycji państwa i jest zależna od jego woli. To organy UE uzyskują kompetencję do decydowania o tym, kto i w jakich okolicznościach może powoływać się na ochronę godności, komu ona przysługuje i kiedy można człowieka godności pozbawić. Posiadanie godności zależy zatem od pozycji społecznej i sposobu postrzegania siebie i innych, a także od woli większości. Wypada więc stwierdzić, że konsekwencją przyjęcia takiego zapisu jest scedowanie na organy Unii Europejskiej nie tylko uprawnień do stanowienia prawa, ale także przyznanie uprawnień do nadawania i pozbawiania godności.


Ostatnio bardzo modne stało się dziennikarstwo śledcze, a wraz z nim nieodłączna prowokacja dziennikarska. Czy jest ona uregulowana przez prawo prasowe?


– Na gruncie obowiązujących uregulowań pojęcie „prowokacji dziennikarskiej” nie zostało prawnie zdefiniowane. Analiza okoliczności faktycznych towarzyszących podejmowaniu przez dziennikarzy interwencji prasowych wskazuje, że pod pojęciem tym kryją się zazwyczaj odmienne rodzajowo zachowania. Niektórym z nich przypisuje się cechy przestępności, inne mogą być charakteryzowane jako wyzywające, stanowiące rodzaj zaczepki, ale niewypełniające znamion czynu zabronionego. Nazywanie prowokacją, co chętnie czynią sami dziennikarze, szczególnego modelu zachowań przejawianych w ramach wykonywania obowiązków zawodowych nie zawsze stanowi wypełnienie znamion przestępstwa stypizowanego w kodeksie karnym w art. 24, który ustanawia karalność prowokacji. Prowokacja to bowiem nic innego, jak podżeganie do popełnienia przestępstwa. Doktryna i orzecznictwo zgodnie definiują prowokację jako działanie podjęte w celu skłonienia innej osoby do popełnienia przestępstwa, aby przeciwko tej osobie skierowane zostało postępowanie karne. Błędnie używa się w języku potocznym tego określenia odnośnie do działania podjętego bez takiego zamiaru, a polegającego wyłącznie na zachowaniu wyzywającym.


Gdzie leżą granice prowokacji dziennikarskiej?


– Publikacje dziennikarskie, choćby nawet zawierały informacje o popełnionym przestępstwie, a zarazem były przygotowane z najwyższą starannością, pozostaną zawsze jedynie zawiadomieniami o przestępstwie, na potwierdzenie których należy zebrać dowody nadające się do wykorzystania w procesie. Z tej zarazem przyczyny nie jest możliwe stworzenie na potrzeby dziennikarzy kontratypu wyłączającego odpowiedzialność karną z uwagi na okoliczność ujawnienia lub próby ujawnienia w materiale dziennikarskim informacji o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Należy co najwyżej uznać publikację materiału jako realizację społecznego obowiązku zawiadamiania o przestępstwie ściganym z urzędu.

Wprowadzanie pojęcia prowokacji dziennikarskiej do języka prawniczego jest nadużyciem. W normach prawnych nie ma pojęcia prowokacji dziennikarskiej. Oznacza to, że w każdej indywidualnej sprawie sądy muszą ocenić, czy istnieją jakieś specjalne, wyjątkowe okoliczności, które pozwoliłyby na uwolnienie dziennikarza od odpowiedzialności karnej za popełnienie przestępstwa prowokacji. Może zatem zdarzyć się, że dziennikarz co prawda nakłaniał inną osobę do popełnienia przestępstwa, co – samo w sobie – jest prawem zabronione, ale wcześniej zebrał wiarygodne informacje wskazujące na to, że do takiego przestępstwa dochodziło już wcześniej albo że miało do niego dojść. Jeśli zarazem dziennikarz wykaże, że krzywda przez niego wyrządzona jest niewielka w porównaniu z wartością chronionego dobra – sąd może uwolnić go od odpowiedzialności. Wydaje się jednak, że za inne popełnione w ramach prowokacji przestępstwa (np. poświadczenie nieprawdy; posłużenie się fałszywym dowodem tożsamości; podawania się za funkcjonariusza publicznego; bezprawnego wejście w posiadanie informacji poprzez przełamanie jej zabezpieczenia; składania fałszywych zeznań i inne) dziennikarz będzie odpowiadał na takich samych zasadach jak każdy inny sprawca.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj